Szukaj na tym blogu

sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016



Cześć kochani!!

Nadszedł ten dzień, już dzisiaj stary rok odejdzie w cień.
Ale,dopóki trwa podsumowanie książkowe zrobię i Ja!!!


Podam wam tylko  liczbę książek, przeczytanych w tym roku, bez wymieniania tytułów gdyż,
wszystkie są zrecenzowane na blogu!!!

Styczeń:2
Luty : 5
Marzec:2
Kwiecień : 3
Maj :2
Czerwiec : 3
Lipiec :4
Sierpień :4
Wrzesień :3
Październik :4
Listopad :4
Grudzień :5


W tym roku przeczytałam 41 książek jestem z siebie ogromnie dumna.

Zdarzały się ksiażki mniej ciekawe i więcej ale,każdą starałam się  przeczytać i opisać.
Jak dla mnie i na moje możliwości wynik jest rewelacyjny!!





A teraz czas na życzenia noworoczne!!


To już dziś,
stary rok liczbę zmienia.
Nowy rok, stoi za drzwiami
i już tupie nogami,
by wejść z nowymi pomysłami.
Ja pragnę złożyć wam życzenia;
niech w tym nowym roku,
spełnią się wasze wszystkie marzenia.
By odwagi wam nie brakowało
i żeby każdy z nas cel w życiu posiadał.
By wszystko co pragniecie 
by się spełniało i dobrze wam się na tym świecie
żyło.
Szczęśliwego nowego roku :)


                      Życzę wam jeszcze wielu ciekawych,wyruszających książek przeczytanych.
                      Dążenia do waszego wymarzonego celu, bo pamiętajcie chcieć to móc!!!!!!!

                           Świetniej zabawy , najpiękniejszych życzeń tej nocy  :)

piątek, 30 grudnia 2016

Ostatni stosik w tym roku !!Grudniowo-Styczniowe zdobycze

Witajcie!!

Oj nazbierało się teraz ciekawych książeczek ,niedawno byłam w bibliotece i oczy aż, mi się zaświeciły z tego co tam ujrzałam.
Oto jakie cudeńka znalazłam już za chwilkę zobaczycie!!!


1. ,,Życie na pełnej petardzie " Ks. Jan Kaczorowski
2. ,,Arabska żona"  Tanya Valko
3. ,,Arabska córka" Tanya Valko
4. ,,Arabska krew " Tanya Valko
5. ,,Rywalka królowej "   Carolly Erickson
6. ,,Zakochać się" Cecilia Ahern
7, ,,Syn" Jo Nesbo
8. ,,Niechciana prawda" Agaty Kołakowskiej"

Tym razem stosik nie jest zbyt duży ale, ma wiele ciekawych pozycji które z przyjemnością przeczytam !!

A obecnie czytam rewelacyjną Anne Kareninę i jestem nią zauroczona cudowna książka  :)

wtorek, 20 grudnia 2016

Rodzina Castelów w roli głównej



Cleo Virginia Andrews (06 czerwca 1923 - 19 grudnia 1986 r.), znana lepiej jako V.C. Andrews Virginia C. Andrews. Urodziła się w Portsmouth, Virginia , a zmarła na raka piersi w wieku 63 lat. Andrews pisała powieści typu gotyckiego horroru i sagi rodzinnej, obracające się wokół rodzinnych tajemnic i zakazanej miłości.. Jej powieści zostały przetłumaczone na francuski , włoski , niemiecki , hiszpański, holenderski, japoński, koreański, turecki, grecki, fiński ,węgierski ,szwedzki ,portugalski i hebrajski i są porównywane do powieści Susan Hill , Gwen Hunter i Nora Roberts.*Fenomen popularności V.C. Andrews trwa nieustannie od czasu wydania „Kwiatów na poddaszu”. Książki autorki, tworzące prawie dwadzieścia bestsellerowych serii, osiągnęły łączny nakład ponad 106 milionów egzemplarzy. 
Drugi tom zakończony, z wielkim żalem czas odłożyć książkę na półkę.
A za kilka dni oddać do biblioteki :(
Ale,warto było przeczytać !
Jest to taka, współczesna baśń dla dorosłych, utrzymana w niesamowitym,charakterystycznym dla pisarki klimacie.
Zaskakujące jest to że,autorka trzyma czytelnika w napięciu,bardzo mi się to podoba i uwielbiam styl autorki. Chyle czoło cudowna książka !!


Siedemnastoletnia Heaven Leigh Casteel otwiera kolejny rozdział swego życia, przenosząc się do babci Gillian i jej znacznie młodszego męża, Tony’ego Tattertona. . Tony, właściciel zabawkowego imperium Tatterton Toys, jest człowiekiem zamożnym i powszechnie szanowanym. Dla Heaven, obciążonej traumą dzieciństwa spędzonego w nędzy i upodleniu pośród dzikich wzgórz Zachodniej Wirginii, a potem koszmaru, jakiego doświadczyła w przybranej rodzinie, nowe miejsce wydaje się rajem. A jednak Farthingale Manor, pełna przepychu posiadłość, w której wreszcie może żyć w dostatku, wkrótce narzuca dziewczynie swój ponury, gotycki klimat. Pewnego dnia Heaven, błądząc w zielonym labiryncie wielkiego ogrodu, natyka się na maleńki domek, jakby żywcem wyjęty z bajek. I jak w bajce, spotyka tam swoją nową miłość – Troya, młodszego brata Tony’ego, zadeklarowanego samotnika i odludka. Troy, choć zrazu niechętnie, dopuszcza ją do swojego życia i romans w cieniu labiryntu zaczyna rozkwitać. Dokąd zaprowadzą tych dwoje poplątane ścieżki?


Druga cześć nie zwykłej sagi.Cóż,mija parę ładnych latek.I Heaven ma już 17 wiosen.
Tam skąd pochodzi,czas już myśleć o mężu i dzieciach.
Książka,napisana znowu prostym językiem.By łatwiej trafić w umysły i serca czytelnika.
Zauważyłem tu o wiele ciekawszą fabułą,może dlatego że,główna bohaterka.
Dorasta,zaczyna poznawać bliżej swą przeszłość.
I z niepokojem patrzy w przyszłość.
Dla mnie przyszłość rysuje się bardzo dobrze.

A na trzeci tom trzeba poczekać :(
Szkoda, bo lubię książki czytać tomami jedna po drugiej,ale trudno warto poczekać.
Rewelacja książka naprawdę ,bardzo mi się podobała ale,niestety co dobre szybko się kończy i tak było i tym razem!!

czwartek, 15 grudnia 2016

Trochę kryminału nikomu nie zaszkodzi!!!



Uwielbiana serialowa aktorka, Nina Frank, nie żyje. Jej ciało znaleziono w należącym do niej dworku, w sielskiej przygranicznej miejscowości Mielnik nad Bugiem. Znanej celebrytce, o czym wiedzą nieliczni, daleko do granej przez nią postaci szczęśliwej i dobrej zakonnicy Joanny. Jednak to właśnie ta rola przyniosła Ninie Frank pieniądze i sławę. Prawdę o pełnym skandali życiu aktorki, o dwuznacznej drodze do kariery, licznych kochankach i nałogach odkrywa psycholog policyjny Hubert Meyer, który przybywa na miejsce zbrodni. Czy poznanie sekretów Niny Frank i stworzenie profilu sprawcy pozwoli policji ująć mordercę? Jakie znaczenie ma to, że los aktorki został określony przez jedną z run?


Powiem tak no genialna powieść z nutą dreszczyku!
To była moja pierwsza przygoda z twórczością Katarzyny Bondy,mam nadzieję że,nie ostatnia!
Lekki i przyjemny język sprawiał że,czytało się szybko i przyjemnie, jednak końcówka mnie troszeczkę nudziła ale, dobrnęłam do końca.
Cała akcja trzymała w napięciu ale,po kilku stronach popłynęłam stałam się, obserwatorem tej całej sprawy.
Książka „Sprawa Niny Frank” Katarzyny Bondy jest pierwszą, przeczytaną przeze mnie książką tej autorki. W przeciwieństwie do wielu kryminałów, profiler Hubert Meyer ani Szeryf Kula nie są alkoholikami, choć życie osobiste Meyera do udanych zaliczyć nie można. Funkcja profilera w procesie poznawania sylwetki mordercy jest ciekawym wątkiem. I jak to w pracy policji bywa, zależności służbowe, przestrzeganie regulaminów, wprowadzają pewne zamieszanie w prowadzonym śledztwie ale akcja toczy się gładko od początku do końca.
Zostaje zamordowana serialowa aktorka, grająca zakonnicę. Dla widzów to kobieta uduchowiona, piękna i bez skazy. Naciski przełożonych aby jak najszybciej odnaleźć mordercę są bardzo silne. Wiadomo, osoba medialna więc widzowie chcą znać mordercę. Poznajemy sposób tworzenia profilu mordercy, pracę kierownika posterunku, Kuli, oraz życie Niny Frank zapisane w jej pamiętnikach. Bo akcja toczy się dwutorowo. Mieszkańcy Mielnika nad Bugiem, gdzie toczy się akcja, przedstawieni są ze wszystkimi wadami i zaletami lokalnej społeczności.
W ten ciekawy wątek kryminalny wplecione jest trochę ezoteryki pod postacią run. Niewiele wnosi i zupełnie nie są to rzeczy które zaciekawią większość czytających. Są jeszcze inne rzeczy które nie spodobają się czytelnikom, ale o tym każdy napisze sam.
Ponieważ jest to debiut Katarzyny Bondy książkę zaliczyć można do udanych debiutów.

Czekam aż,znajdę kolejną książkę tej autorki cudowna pisarka Polecam!!!

piątek, 9 grudnia 2016

Powieść w której więzi rodzinne, mają wielkie znaczenie



Monika zdaje się nie mieć żadnych problemów. Jest szczęśliwą mężatką, pracuje w bibliotece uniwersyteckiej i żyje pełnią życia. A jednak któregoś mroźnego dnia, w przeddzień Nowego Roku, wychodzi z mieszkania i przepada bez wieści. Życie jej młodszej siostry Magdy zamienia się w koszmar, na przemian karmi się nadzieją lub wątpi w to, że jeszcze Monikę zobaczy. Mijają pełne rozpaczliwych poszukiwań dni, tygodnie i miesiące. Rodzina zaginionej szuka jej wszędzie: w sektach, szemranych spelunach ze striptizem, za granicą. Zgłaszają się anonimowi życzliwi, których jedyną motywacją jest szansa na wyłudzenie paru groszy. Historią młodej mężatki, która przepadła bez śladu, zaczynają się interesować media. Przy okazji na jaw wychodzą skrzętnie dotąd ukrywane rodzinne tajemnice, a cały dotychczasowy, bezpieczny świat głównej bohaterki bezpowrotnie się rozpada. Magda dowiaduje się, że kilka miesięcy przed zaginięciem siostra usiłowała popełnić samobójstwo. Słyszy też od matki, że tato nie jest biologicznym ojcem Moniki. Dziewczyna stara się być podporą dla zrozpaczonych rodziców i pogrążonego w depresji szwagra, sama jednak kompletnie traci kontrolę nad własnym życiem. Rzuca studia, zrywa z chłopakiem i włóczy się po nocach, wikłając w przypadkowe znajomości z mężczyznami, jakby chciała się ukarać za to, że jej siostrę spotkał tak okrutny los. Mija rok i półtora. Pomimo pracy kilku detektywów, pomocy jasnowidzów i starań całej rodziny po dziewczynie wciąż nie ma śladu. Ale nadzieja umiera ostatnia, a w oczekiwaniu na cud zawsze jest cień nadziei.



Książka która, dała mi wiele do myślenia. Jako starsza siostra, zrozumiałam że,wież między rodzeństwem jest bardzo ważna. Wstrząsnęła mnie do głębi,pokazała że,relacja między rodzeństwem nawet, jako dorosłym jest bardzo ważna. Za co, bardzo dziękuję autorce :)
Tutaj, w tej książce pokazana jest miłość siostrzana. Ja też mam siostrę i za nią bym oddała wszystko, żeby tylko była szczęśliwa i bezpieczna,
Powieść Katarzyny Misiołek jest tak bardzo realna i prawdziwa, że aż przerażająca. Jest napakowana emocjami, które udzielają się czytelnikowi – strach, złość, zniechęcenia, negacja i ciągła nadzieja. Autorka genialne przedstawiła postać Magdy, pełną emocji, rozważań, słabości i leków. Pokazała głębię jej psychiki, bardzo szczegółowo i ze znajomością tematu. Jestem pod wrażeniem pióra i sposobu, w jaki bardzo trudny temat został przedstawiony. Książkę dosłownie się połyka.
Polecam ją naprawdę, książka idealna na zimowe wieczory.

wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołajki

Cześć kochani!!

Dziś jest szczególny dzień 6 grudnia imieniny świętego Mikołaja!

Ja ten dzień świętuje od wczorajszego popołudnia,ze znajomymi wybrałam się do kina na film ,,Fantastyczne zwierzęta jak je znaleźć" i to byłam jako zaproszony gość z wolontariatu ze Stargardu.
Ludzie otwarci i naprawdę wspaniali,widać że,mnie zaakceptowali !!
Trochę chcę powiedzieć o filmie !!
 Film Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć  oparty jest na powieści i oryginalnym scenariuszu, debiutującej w roli scenarzystki J.K. Rowling. To kolejna odsłona magicznego świata. Prawa i obyczaje, którymi rządzi się społeczność czarodziejów i czarownic będą doskonale znane wszystkim miłośnikom książek i filmów o Harry’m Potterze. Jednak historia Newta Scamandera rozpocznie się w Nowym Jorku siedemdziesiąt lat wcześniej niż wydarzenia, w których główną rolę odegrał słynny czarodziej.


Film opowiada o przygodach autora książki „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, Newta Scamandra, w nowojorskiej społeczności czarodziejów, na siedemdziesiąt lat przed wydarzeniami opisanymi w cyklu o Harrym Potterze.


Tym razem na ekrany trafił nowy bohater z potterowskiego uniwersum: Newt Scamander. Wydalony z Hogwartu mag, który należał do Hufflepuffu. Przyjacielski, dziwny, nieśmiały i sfiksowany na punkcie magicznych zwierzaków. Nasz bohater trafia do Nowego Jorku, gdzie chcąc nie chcąc, wpada w tarapaty. Jego zekranizowane przygody zawdzięczamy pani Rowling, która sama napisała scenariusz. Jak jej to wyszło? Do tej pory nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo oto stoję przed potężnym wyzwaniem: ocenienie dzieła królowej mojego dzieciństwa.
 Newt jest bohaterem genialnie wykreowanym. Możecie mi wierzyć, dawno nie widziałam tak świetnej i naturalnej gry aktorskiej. Dziwność jego postaci wyrażała się w gestach, sposobie mówienia (a chłopak tak naprawdę wiele nie mówił!) i w tym jak się zachowywał. Eddie Redmayne odwalił kawał świetnej roboty. Sprawił, że zakochałam się w tym przeuroczym maniaku zwierząt! 
Jeżeli chodzi o inne postacie, bardzo polubiłam Queenie i nieczarodzieja (jak to w USA mówią!) Jacoba. Historia ich krótkiej miłości była naprawdę subtelna i słodka, poza tym uważam, że bez Jacoba to nie byłby ten sam film. Jest takim uosobieniem mnie czy ciebie – osoby, która wplątuje się w tą całą magię i przeżywa ją całym sercem, chociaż tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego. Do innych postaci nie poczułam jakiejś szczególnej sympatii.
Wydaje mi się, że główną zaletą „Fantastycznych zwierząt…” są efekty specjalne, a więc wszystko to, co odpowiada w filmie za magię. Byłam wniebowzięta, kiedy Newt robił obchód wśród adaptowanych przez siebie zwierząt. Same magiczne „potworki” były bardzo realistycznie wykreowane i wiele z nich wzbudziło we mnie pozytywne uczucia. Każdy z nas chciałby mieć chociaż jedno takie zwierzątko u siebie w domu! 
Wielkim plusem filmu jest wykreowany przez panią Rowling magiczny Nowy Jork. Dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy o nieco surowym wychowywaniu czarodziei i porządku ustalanym przez Magiczny Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tym samym film otwiera przed nami trochę mroczniejsze wrota potterowskiego uniwersum. To już nie jest film dla dzieci, jest trochę bardziej dojrzały niż HP. Plusem są też smaczki, które wzbogacają naszą potterowską wiedzę!
Jeżeli chodzi o samą akcje, początkowe wątki, które dotyczyły przygód Newta, Jacoba, Tiny i Queenie, bardzo mi się podobały, jednak w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać: ej, nie za długo to trochę trwa? Przecież nie starczy czasu na resztę fabuły, a w trailerze pokazywali jakąś mini wojnę! Przyznam szczerze, nie byłam zachwycona tą częścią filmu, która jej dotyczyła. Wątek pogoni Kongresu za obskurusem i cała akcja w tunelu, nijak przypadła mi do gustu i dla mnie jest sporym minusem. Na dodatek momenty, które miały wzbudzić we mnie niepewność, zdziwienie czy niepokój… nie uczyniły tego. Cały film oglądnęłam bez większych emocji towarzyszących kulminacyjnym momentom filmu. Jedyne uczucie, które w sobie miałam to radość, bo przecież oglądałam „fantastyczne zwierzęta” i... to by było na tyle. Zero wzruszeń, smucenia się, przerażenia, niepokoju. Na dodatek sam Grindewald, który był ważną postacią fabuły… Bardzo, ale to bardzo mnie zawiódł. Pomyśleć, że grał go sam Johnny Depp. Przeczytałam na jakiejś stronie ciekawe zdanie na jego temat: aktor stał się parodią samego siebie. Potwierdzam. 
Przyznam szczerze, miałam wielki problem zarówno z napisaniem tej recenzji, jak i wyrobieniem własnej opinii. Miałam straszliwy mętlik w głowie, kiedy próbowałam sklecić jakiekolwiek zdanie na temat oglądniętego filmu. Potrzebowałam rozmowy z kilkoma osobami, które widziały już „fantastyczne zwierzęta…”. Pomogło. Moja ocena wyrażona w cyfrach jest dosyć krytyczna, ale jednak uważam, że emocje podczas seansu i dobrze wyważone wątki w fabule filmu są ważne. Efekty specjalne i bohaterowie to duży plus, ale i tak mogę dać tylko…

Że,zbyt szybko się skończył :)
Bardzo mi się podobał oczarował mnie. 
z początku może,tak nie bardzo ale,już po kilku minutach chłonęłam każdą minutę..

Po seansie wybraliśmy się na fast foody ,ogólnie jestem pod wielkim wrażeniem całej wycieczki .
Osoby niepełnosprawne takie jak ja potrafią dawać taką energię że, szok..

Uważam że,to były najlepsze mikołajki w moim życiu w gronie przyjaciół !!

czwartek, 1 grudnia 2016

Podsumowanie Listopada

W tym miesiącu przeczytałam;4 książki
1. Tahereh Mafi  ,,Dotyk Julii"
2. Virginia Cleo Andrews  ,,Rodzina Casteel"
3. Paullina Simons ,,Czerwone liście"
4. Katarzyna Michalak ,,Nie oddam dzieci"
W tym miesiącu było bardzo ciekawie,książki przeczytane były cudowne !
Obecnie czytam ,,Tully" Paulliny Simons recenzja niebawem !!!



W dni listopadowe najlepiej w książkę się schować.
Trochę w innej formie świat oglądać,
ciepły kocyk, kubek kawy!
Czego więcej można chcieć, 
tylko książki co rozgrzeje
nas w ten deszczowy dzień.
Kiedy człowiek chodzi ponury,
w kalosze się ubiera 
i w deszczu tańcuje,
Lecz dni listopadowe 
są, tak ponure.
                                                                      Więc, ja w domu zostaje,
                                                                       i wyobraźni się poddaje.

sobota, 26 listopada 2016

Przemyślenia

Cześć!!

Dawno na moim blogu nie było postu o moich życiowych i książkowych przemyśleniach.
Ostatnio dużo w moim życiu się zmieniło i za chwile zmieni.
Między innymi to że,za kilka dni zostanę ciocią.
Moja siostra młodsza zostanie mamą,dlatego od kilku miesięcy cała rodzina
skupia się na Andżelice i Pawle gdyż,już za chwile pojawi się ich pierwsze dziecko.
Szczęście całej rodziny.
Ja jako ciotka już,nakupowałam dużo dziecięcych gadżetów dla siostrzenicy lub siostrzeńca.
Już, nie mogę się doczekać :)


A co do książek dalej czytam!
Mój stosik biblioteczny jest teraz dość duży ale,teraz też chce na przełomie listopada i
grudnia przeczytać coś ze swojej domowej biblioteczki.
Dwie  książki które czekają na przeczytanie przyjechały do mnie,aż z Warszawy
od znajomej bardzo dobrej.
Muszę w końcu się za nie zabrać!
A tak propo leży książka świąteczna na półeczce od mojej przyjaciółki,
chyba w okresie prze świątecznym ją przeczytam.

Mam,nadzieje że,do końca roku jeszcze wiele książek przeczytam,swoich i bibliotecznych
oj, nazbierało się tego.
Ale,przecież zima jest długa i mroźna więc to idealna okazja do tego by czytać !!


A na koniec zdjęcia jak  czytam !!!
 A wy macie zdjęcia jak czytacie?Pokażcie pozdrawiam!!
Życzę miłego weekendu kochani :)

czwartek, 24 listopada 2016

Kolejne spotkanie z Katarzyną Michalak bezcenne :)



Najmocniejsza powieść Katarzyny Michalak. Roztrzaskuje serce na kawałki, wzbudza skrajne emocje, wzrusza do łez. A przecież ta historia może się przydarzyć każdemu…

Michał Sokołowski, młody i utalentowany chirurg oddany swojej pracy, nie zauważa momentu, w którym staje się ona ważniejsza niż rodzina. Dopiero gdy jego ukochana żona i najmłodszy synek giną pod kołami rozpędzonego samochodu, Michał zrozumie, co tak naprawdę jest ważne. Za późno…
Ale to nie koniec jego tragedii. Los bywa okrutny, a ludzie jeszcze bardziej. Pogrążonego w rozpaczy mężczyznę czeka jeszcze jeden cios, który spadnie z najmniej spodziewanej strony.
Zrozpaczony ojciec musi podjąć o desperacką walkę o prawa do opieki nad pozostałymi dziećmi i stawić czoła nie tylko wymiarowi sprawiedliwości, ale i tym, którzy powinni stać po jego stronie.
Michał musi znaleźć w sobie siłę, by wykrzyczeć: Nie oddam dzieci! Albo… utraci je również.
Wystarczy chwila, by zniszczyć rodzinę, by zburzyć szczęście kilku osób, by posłać je na dno rozpaczy. Wystarczy wsiąść za kierownicę pod wpływem i totalnie zgłupieć. A potem nie można cofnąć czasu, naprawić błędów, zostaje tylko zmarnowane życie, a los choć nierychliwy potrafi być sprawiedliwy.

Michał Sokołowski ma żonę i troje dzieci. Wkrótce narodzi się czwarte. Rodzina może nie jest idealna, ale w dzisiejszych czasach mężczyzna chcąc zarobić na godziwe życie musi sporo pracować. I tak pewnego dnia Michał zgadza się na dyżur kosztem wieczoru na łonie rodziny, kosztem spóźnienia się na urodziny synka. Jego żona Marta wszystko bierze na swoje barki. Kobieta nie przewiduje, że jadąc do domu spotka na drodze zabójcę za kółkiem i umrze wraz ze swoim dzieckiem. Wypadek jest początkiem tragedii, która rozbija rodzinę, czyni dzieci sierotami, męża oszalałym z rozpaczy wdowcem. I nic potem już nie jest takie jak przed tragiczną kraksą. A wszystko przez ludzką głupotę, brak odpowiedzialności i używki...

Michał Sokołowski znany i szanowany lekarz, kochający tata, dobry syn za sprawą nieszczęścia zmienia się nie do poznania. Staje się współczesnym Hiobem. Spada na niego istna lawina nieszczęść. Nie dość że musi pogodzić się ze stratą musi walczyć. Niestety mężczyzna nie potrafi się podnieść po ciosie, szaleje z rozpaczy, chwyta po alkohol, staje się agresywny. Na swoje usprawiedliwienie może mieć prawdziwy dopust boży i brak odpowiedniej reakcji osób ze swojego otoczenia. Zrozpaczona teściowa wini za dramat jego, w porę nie pomaga mu psycholog, a on sam obarcza się odpowiedzialnością za nieszczęście. Gdy przyjrzeć się jego postaci łatwo dojść do wniosku, że człowiek nawet najbardziej szlachetny i prawy pod brzemieniem bólu może zmienić się nie do poznania. Pisarka rysuje sylwetkę Sokołowskiego mocno i tragicznie aż do bólu. Być może przerysowuje ją nieco, ale bardzo wyraziście odsłania wrażliwość ludzkiej duszy, słabość wobec wyroków losu, który w tym wypadku był wyjątkowo okrutny. Postać Michała wzbudziła we mnie wyłącznie ciepłe uczucia. Współczułam mu i usprawiedliwiałam go. Zastanawiałam się dlaczego najbliższa rodzina nie zrozumiała jego szaleńczej rozpaczy. Czytając wręcz głośno dopingowałam by jak najszybciej otrząsnął się i walczył.

„Ne oddam dzieci” to książka, która nie pozostawi Was obojętnymi wobec opisanej historii, która Wami wstrząśnie i porazi Was niczym prąd. Wyciśnie łzy, wywoła rumieńce, wzbudzi pytanie za co i dlaczego? Są tacy, którzy mówią, że to przewidywalna lektura. W żadnym momencie czytania nie zastanawiałam się co stanie się dalej, bo przeżywałam każde słowo, każde zdanie i każdą scenę tak mocno, że nie starczyło myśli które dotyczyłyby zakończenia.
Tę powieść musisz przeczytać…
Ta historia może zmienić Twoje życie…
Ten dramat może się rozegrać tuż obok Ciebie…


Czytając książkę serce mi się krajało, jakie cierpienie musiała przejść ta rodzina,przeważnie ojciec
jako głowa rodziny po stracie żony,musi się zająć dziećmi co nie jest łatwe.
Czytając książkę,nie raz się zastanawiałam nad losem tych biednych dzieci,jakie miały życie po stracie ukochanej mamy.

Kogokolwiek bym nie zapytała, jakiejkolwiek recenzji nie czytała- każdy jest zachwycony tą książką. I ja się wzruszyłam, mało brakowało bym się popłakała- powstrzymanie się od łez było trudnym zadaniem. Mając w pamięci opinie o twórczości Katarzyny Michalak starałam się obiektywnie spojrzeć na tę powieść.
Cudowna powieść polecam!!

piątek, 18 listopada 2016

Wzruszająca,zaskakująca nowa powieść Paulliny Simons

Pełna napięcia, klaustrofobiczna i wciągająca bez reszty. Kontynuacja serii sprzedanej w blisko milionie egzemplarzy.

Na terenie uniwersyteckiego kampusu w Nowej Anglii pod warstwą śniegu zostaje znalezione nagie, zamarznięte ciało pięknej studentki. Dlaczego nikt z jej znajomych nie zgłosił zaginięcia?.

Spencer O'Malley, detektyw prowadzący śledztwo, szybko zostaje wciągnięty w niepokojący świat czwórki studentów: Jima, Connie, Alberta i Kristiny. O'Malley odkrywa, że przyjaciele, którzy wspólnie się bawili, studiowali i, od czasu do czasu, sypiali ze sobą, mieli własne sekrety, z plątaniny których zaczyna się wyłaniać szokująca prawda., detektyw prowadzący śledztwo, szybko zostaje wciągnięty w niepokojący świat czwórki studentów: Jima, Connie, Alberta i Kristiny. O'Malley odkrywa, że przyjaciele, którzy wspólnie się bawili, studiowali i, od czasu do czasu, sypiali ze sobą, mieli własne sekrety, z plątaniny których zaczyna się wyłaniać szokująca prawda.
Fabułą powieści jest dramatyczna historia czwórki przyjaciół, studentów.
Jak to bywa u Paulliny Simons, akcja rozpisana w czasie, na godziny i lata. Główna bohaterka opowieści, Kristina Kim, jest sportsmenką, mistrzynią koszykówki, piękną, młodą i szaloną dziewczyną, nie pozbawioną jednak krytycyzmu także wobec siebie samej.
Rozpoczyna studia z postanowieniem odmiany swego życia na lepsze. Niestety, nie udaje się jej tego dokonać. Jest już za póżno. Zaplątana w gronie nieuczciwych, pozornych przyjaciół, ulega wypadkowi, a potem jej życie zostaje brutalnie przecięte.
Szczęśliwie - ale nie dla niej- na krótko przed tragedią, która się rozegra, poznaje detektywa, Spencera O'Malley'a. To on prowadzi śledztwo w sprawie jej zabójstwa. Zaangażowany głęboko emocjonalnie, bez reszty, udręczony psychicznie, dzięki swemu wilczemu instynktowi i uporowi, odnajduje zabójcę Kristiny. Przedtem, dociera do jej matki i poznaje mroczną, bolesną i skomplikowaną historię rodzinną ofiary.
Książka jest przejmująca, utrzymuje czytelnika w napięciu, wzrusza losem osamotnionego w nieszczęściu człowieka.
Książka ciekawa i lekka do przeczytania,z resztą jak wszystkie książki tej autorki !
Po raz kolejny styl i klasa Paulliny Simons mnie zachwyciły.

Książka ciekawa, interesująca i pełna napięcia.
Podział książki niejako na dwie części był świetnym pomysłem. Możemy dzięki temu poznać bardzo dobrze bohaterów książki.
W pierwszej części opisane są wszelkie relacje Kristiny z jej znajomymi, a druga część książki opisuje relacje detektywa i całą sprawę morderstwa i szukanie mordercy.
Do końca praktycznie nie wiadomo jaki będzie finał, a to jest najlepsze w książce :)

W książce najbardziej podobało mi się te napięcie z rozwiązaniem zagadki,było
to fajne że,do końca pozostawało te napięcie.

sobota, 12 listopada 2016

Cudowna,straszna opowieść o cierpieniu dzieci



Moja przygoda z panią  Andrews rozpoczęła się niedawno,gdy sięgnęłam po serię kwiatów na poddaszu.
Cała seria mnie urzekła  i od tamtej pory szukałam coś jeszcze tej autorki i znalazłam!!


Lubię książki, które wzbudzają we mnie aż tak sprzeczne uczucia, a mam wrażenie, że coraz rzadziej na takie trafiam.


Po zakończeniu lektury, długo siedziałam zastanawiając się, co właściwie mogłabym powiedzieć o „Rodzinie Casteel”, na którą stronę mogłabym przechylić szalę. Nie wiem tego dalej, okazuje się bowiem, że najnowsza wydana u nas książka Virginii C. Andrews może się podobać, a jednocześnie wzbudzać wstręt, oburzenie i lekkie niedowierzanie.

„Spośród wszystkich mieszkańców górskich chat nie było rodziny bardziej pogardzanej niż nasza. Casteelowie, najgorsi z najgorszych. Pogardzani nie tylko przez ludzi z dolin, ale także przez swoich, z powodów, których nie rozumiałam.”

Rodzina Casteel. Babcia z dziadkiem, którzy choćby nawet chcieli, nie są już w stanie niczego zmienić. Wiecznie nieobecny ojciec, który, jeśli się już pojawia, to zawsze w złym humorze, nie stroniący od cielesnych uciech niekoniecznie z własną żoną, gardzący najstarszą córką przypominającą mu o pierwszej, zbyt wcześnie straconej wielkiej miłości, której duch wciąż jest zresztą obecny w życiu całej rodziny. Rozstawiająca wszystkich po kątach, młoda, ale już zgorzkniała, rozgoryczona, ciągle wściekła na męża, dzieci, swój los i własne wybory macocha. I oni - piątka rodzeństwa: szukająca jakiejkolwiek szansy na ucieczkę od ciężkiego życia Fanny, zbyt mali, by coś zrozumieć Keith i Nasza Jane, pokładający nadzieję w pilnej nauce Tom i narratorka, osoba z perspektywy której poznajemy wszelkie wydarzenia - Heaven Leigh, najstarsza, najrozsądniejsza, starająca się za wszelką cenę trzymać rodzinę razem i przetrwać. Bo na Wzgórzach Strachu, to przetrwanie zdaje się być najważniejsze.

Andrews gra na emocjach czytelnika i trzeba przyznać, że robi to bardzo umiejętnie. Zła jestem, że dałam się nabrać na te jej sztuczki, bo ucieka się do rozwiązań czasem naprawdę banalnych i oklepanych. Takich, których można się spodziewać, które można przewidzieć, a jednak… za każdym razem uderzają one z ogromną mocą. Choć wykorzystanie w roli narratora nastolatki, a właściwie nawet jeszcze dziecka i epatowanie okrucieństwem skierowanym w stronę tych najmłodszych i bezbronnych, by poruszyć czytelnika, to chwyt, na który powinniśmy się już uodpornić, to jednak ja nie byłam w stanie podejść do „Rodziny Casteel” na zimno. Nie potrafiłam się odciąć od historii Heaven Leigh. Nie potrafiłam jej nie współczuć i nie mieć ochoty wziąć jej pod własną opiekę. Przez całą lekturę niemal na własnej skórze odczuwałam ogromne poczucie wstydu i rozpaczliwą walkę o zachowanie resztek godności. Godności, która powinna być dostępna każdemu, bez względu na wiek, płeć i pochodzenie.

Rzeczywistość kreowana przez Andrews jest okrutna, a niektóre sceny zostały opisane w sposób tak obrazowy, sugestywny i makabryczny jednocześnie, że przyprawiają o gęsią skórkę. Strony tej książki przesiąknięte są wszechogarniającym chłodem, nędzą, głodem i strachem o to, co przyniesie kolejny dzień.
Przy wszystkich zaletach, nie można jednak nie zauważyć, że „Rodzina Casteel” ma też kilka znaczących wad. Momentami razi sztuczność dialogów, niefortunnie użyte wulgaryzmy zamiast oburzać raczej śmieszą, a niektóre sytuacje są tak niewiarygodne, że aż absurdalne. Mimo tego jestem pewna, że to książka, która poruszy niejednego czytelnika. Ja sama z chęcią sięgnę po kolejną część, ciekawa rozwiązań, jakie tym razem zaproponuje nam autorka.

Książka mnie pochłonęła i czytałam ją z wielkim zaangażowaniem.
Choć  niekiedy było mi bardzo żal Hevan ,dziewczynka wiele wycierpiała.
Co będzie dalej jestem tego ogromnie ciekawa,uwielbiam takie opowieści .
Cudowna lektura polecam.

sobota, 5 listopada 2016

Cała trylogia za mną!!


Mój dotyk zabija
Mój dotyk to moja siła
  
  Zostałam przeklęta Mam niezwykły dar
Jestem potworem Mam nadludzką moc
Jestem narzędziem zniszczenia Będę walczyć o miłość

Zostałam przeklęta
Mam niezwykły dar

Jestem potworem
Mam nadludzką moc

Mój dotyk zabija
Mój dotyk to moja siła

Jestem narzędziem zniszczenia
Będę walczyć o miłość.

Julia jest przeklęta. A może obdarowana? Na pewno jest kimś więcej niż zwykłym człowiekiem. Jej dotyk zabija, dlatego od wielu dni żyje w izolacji. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem, ale Julia nie ma zamiaru im pomagać. Co więcej – postanawia się im przeciwstawić. W tej walce nie będzie sama. W jej życiu pojawi się ktoś, kogo pokocha. Tylko czy będzie mogła mu zaufać?

Ta książka nie pozwalała mi spać, każdy rozdział rozpoczynany miał być tym ostatnim na dziś, i każdy kończył się słowami "jeszcze jeden, ostatni na dziś"

Jestem oczarowana. Niby książka o 17-latce, niby znów oklepane wątki miłość, dwóch chłopaków i ona, niemniej wciągnęła mnie. Autorka nie poskąpiła akcji, ciągle coś się działo, ciągle nowe moce, zdolności, ucieczki, walki, nadprzyrodzone zdolności. Nie nudziłam się a prawie 1000 stron minął jakby było ich zaledwie 100.

Ciekawa i bardzo poruszająca,jestem pod wrażeniem samej sobie,że tak szybko ją przeczytałam.
Choć,sama jestem pod dużym wrażeniem że,ją przeczytałam.
Można powiedzieć ,wow udało mi się !!!DOTYK JULII:
Książka jest tak dobra, jak się tego spodziewałam. Nawet dlatego, że czyta się ją bardzo szybko Takie rozpoczęcie serii, stawia poprzeczkę bardzo wysoko. Już samo rozpoczęcie książki, tajemnicze i mroczne, ogromnie mnie zachęciło do kontynuowania czytania. Akcja rozwija się bardzo ciekawie, a jej konstrukcja była dla mnie oryginalna, gdyż nie spotkałam się jeszcze, aby w książce tekst był przekreślony, a jego styl w takim stopniu przypominał artystyczny. Bohaterowie, jacy pojawili się na jej stronach, okazali się bardzo tajemniczy, co wpłynęło pozytywnie na mój odbiór tej historii. W szczególności Julia wywołała u mnie najwięcej emocji. To, co przeżywa główna bohaterka, jest po prostu nieziemsko opisane, wszystko zostało rozłożone na części pierwsze i pomimo ogromu tych emocji i opisów ja jako osoba nieznosząca długich „opisówek”, po prostu zatopiłam się w „Dotyku Julii”. Charakter dziewczyny przypadł mi do gustu i bardzo ją polubiłam. Mimo tego, że w niektórych sytuacjach początkowo sądziłam, że postępuje źle, to w finalnym efekcie rozumiałam jej decyzje i byłam z nich zadowolona. Zdecydowanie seria zapowiada się bardzo dobrze. A co w kolejnych jej częściach?
SEKRET JULII:
Jest lepsza czy gorsza od pierwszego tomu? Moim zdaniem jest równie rewelacyjna. Nie dość, że autorka świetnie poprowadziła całą historię, to opisy jakie pojawiły się były po prostu zniewalające. Wykazała się nie tylko ogromną wyobraźnią, ale również talentem, dzięki któremu stworzyła naprawdę niesamowity klimat. Wracając do historii, to muszę przyznać, że okazała się jak dla mnie bardzo zaskakująca i nieprzewidywalna. To, co jest najlepsze w tej książce to to, że w zasadzie nigdy nie mogłam spodziewać się tego, co nastąpi później. Wynika to głównie z tego, co stworzyła autorka, swego rodzaju aura tajemniczości i ogromne pokłady emocji wykonały świetną robotę. Jeśli już o emocjach mowa, to zostały one według mnie pokazane mistrzowsko. Ich ogrom nie powalał swą obszernością, ale zachęcał do kontynuowania czytania. Z kolei sami bohaterowie zaciekawili mnie jeszcze bardziej niż w „Dotyku Julii”, głównie przez to, że mogłam dogłębniej poznać ich osobowość. Czy jestem zadowolona z poznania tej części trylogii? To chyba jasne!
DAR JULII:
Zakończenie serii okazało się wprost genialne! Zaczynając od fabuły poprzez samych bohaterów aż po styl autorki. Może się powtarzam, ale to wszystko było po prostu świetne. Akcja, jaka zawiązuje się już na pierwszych stronach, jest niesamowita. Trzyma w napięciu i nie chce wypuścić ze swoich sideł. Był to dlatego, ten to serii, który przeczytałam najszybciej. Nie dość, że wydarzenia związane z bohaterami piętrzyły się z każdą stroną. Co do samych postaci, jakie przewijały się przez ten tom, były przedstawione równie ciekawie jak poprzednio zatem mona było je dużo lepiej poznać. Co jeszcze? Masa emocji! Kolejny raz autorka pokazała prawdziwy kunszt literacki, jeśli chodzi o przedstawienie uczuć bohaterów. Co było innego? Dało się zauważyć elementy humorystyczne podczas rozmów. Sposób na rozładowanie napięcia? Może. I bardzo żałuję że ta historia już się skończyła. Na szczęście są jeszcze nowelki. :)
JULIA TRZY TAJEMNICE: 
Zazwyczaj nowelki czy jakiekolwiek tego typu opowiadania nie wychodzą autorom. Jednak w tym przypadku było inaczej. Przedstawione nowelki okazały się bardzo dobrym pomysłem, Mimo iż fabuła pokazana w nich podobała mi się mniej niż reszta historii z tej serii to jednak wniosło to sporo do całego pojmowania bohaterów, a dzięki temu mogłam również dużo lepiej je poznać i częściowo zmienić o nich zdanie. Zdecydowanie najbardziej podobał mi się "Dziennik Julii". Było to po prostu niesamowite. Całość czyta się je bardzo szybko, więc mamy same plusy...
PODSUMOWANIE: Jedna z najcudowniejszych historii, jakie miałam możliwość czytać! Przede wszystkim emocje! Niesamowite opisy! I przede wszystkim ciekawi bohaterowie. Kocham ! I w dodatku styl! Przenośnie i sentencje występujące w co drugim zdaniu upiększają tę historię. Można by wybrać dowolną stronę i dowolne zdanie że na na 90 % będzie to takie, które mogłoby stanowić cytat. Jednym słowem warto poświecić jej uwagę !

wtorek, 1 listopada 2016

Podsumowanie miesiąca



W tym miesiącu dużo się działo!
Ale,nie zapomniałam o czytaniu książek, dziś czas na podsumowanie :)

1.  Markus Zusak  ,,Złodziejka książek"
2.  Paullina Simons  ,,Droga do raju"
3. Katarzyna Michalak ,,Nadzieja"
4. Emily Jane Brontë ,,Wichrowe wzgórza"

Trochę ich się nazbierało ale.półka z książkami jest zapełniona po brzegi,
jeszcze trochę książek mnie czeka.
Więc zabieram się za czytanie,miłego wieczoru kochani!!!!

piątek, 28 października 2016

Losy dziewczynki zagubionej we,własnym świecie




W świat powieści Nadzieja Katarzyny Michalak wpada się jak w bajkę, jak w magiczną krainę, do której wystarczy uchylić drzwi, by wciągnęła czytelnika bez reszty i nie chciała wypuścić, nim nie przemierzy się jej wzdłuż i wszerz…. To lektura pełna emocji, książka, która wielu czytelników doprowadzić może do płaczu.

Poznajemy kobietę, która zaczyna uciekać. Wyrzuca laptopa, komórkę, karty - wszystko, co może pomóc ją namierzyć. Przed kim ucieka? Dlaczego i dokąd zmierza? Kim jest tajemniczy człowiek, który jako jedyny ma numer drugiej komórki, którą nasza bohaterka pozostawia sobie? I czym - lub kim - jest Nadzieja oraz jaka jest jej rola?

Autorka w retrospekcji przenosi czytelników do momentu poznania Liliany i Aleksjeja, dwójki dzieci, odrzuconych przez rówieśników. Jego rodzice zginęli w Czarnobylu, a on w do niedawna bratnim kraju realnego socjalizmu po przemianach ustrojowych stał się wrogiem numer jeden. Liliana, chociaż jest Polką, z powodu wady wymowy (jąkania) również nie cieszy się sympatią rówieśników. Nie ma nikogo bliskiego, ojciec ją bije, dużo pije i chyba po prostu nienawidzi córki, obwiniając ją za śmierć żony. Dwójka dzieci w tym wyobcowaniu odnajduje przyjaźń - najlepszą nagrodę, ale i przekleństwo.

Czy miłość naprawdę wszystko zwycięża, czy pokona przepaść między dwoma światami? Czy pomoże Lili uwierzyć, że nie może ona ciągle się bać, że musi walczyć i że dla kochanej osoby warto podjąć wysiłek, nie wolno zaś zamykać się w sobie jak w skorupie?

Czytelnicy najpierw z pewnością polubią Lilianę - chociażby za to, że do walizki wzięła Przeminęło z wiatrem. Później zapewne Lilka będzie nieco ich irytować - ucieka, kłamie, wydaje się egoistką. W końcu przyjdzie czas na próbę zrozumienia, próbę wczucia się w jej sytuację - w doznanie permanentnego lęku i poczucia opresji. Katarzyna Michalak postać swojej bohaterki naszkicowała bardzo dokładnie, wiarygodnie, interesująco. To postać pełna emocji - podobnie jak pełną emocji lekturą jest Nadzieja Katarzyny Michalak. Czasem trzeba oderwać się od książki, odciąć się od zawartych na ich kartach emocji. Związek Liliany i Aleksjeja przypomina nieco historię Rhetta i Scarlett z Przeminęło z wiatrem - i to kolejny "smaczek" dla miłośników literatury.


Książka mnie bardzo wzruszyła,opowiada losy dziewczynki pół sieroty, która dorasta i staje się kobietą.Zgubiona we własnym świecie bez wsparcia,zrozumienia i bliskiej osoby.
Pozostawiona sama sobie..Sama idzie przez życie z poczuciem że tyko ból i cierpienie są jej przeznaczeniem.Jak wiele musi znieść człowiek samotny od zawsze,bez rodziny,przyjaciół bez bratniej duszy...Jak ciężkie jest takie życie..jak bardzo potrafi upokorzyć...jak odnaleźć swoją godność i poczucie własnej wartości...?
Warto sięgnąć po tę lekturę by choćby przez chwilę docenić to co mamy i doświadczyć czym jest Nadzieja-bo to nie tylko nazwa miejsca w którym Lilith odnajduje spokój ale również ,miejsce gdzie rodzi się nowe życie a z nim nadzieja że już nie jesteś sam.

Cudowna książka,bardzo mi się podobała polecam gorąco :)

niedziela, 23 października 2016

Czy istnieje dobry sposób na życie ? Tego nikt nie wie!!



Nowa powieść autorki kultowego "Jeźdźca miedzianego"! Obyczajowa "powieść drogi". Poruszająca historia o kobiecej przyjaźni, lojalności, miłości i poszukiwaniu celu w życiu. Shelby kończy szkołę i dostaje od ciotki kultowego, jaskrawożółtego mustanga. Zamierza jechać nim do Kaliforni, by odnaleźć tam swą matkę. Dołącza do niej Gina, pragnąca spotkać byłego chłopaka i naprawić związek. Po drodze zabierają Candy: nieznośną i tajemniczą dziewczynę, która przeszła w życiu prawdziwe piekło i przed czymś wyraźnie ucieka... Niezwykła podróż przez cały kraj zmieni ich życie na zawsze.


Przyjaźń kobieca to najfajniejsza rzecz na świecie.
Właśnie ta powieść ukazuje przyjaźń młodych kobiet,szukających celu w swoim życiu,

 Jest to opowieść o wspólnej podróży ze wschodu Stanów Zjednoczonych do Kalifornii, w której wzięły udział trzy dziewczyny. Każda z nich ma inne cele w tej podróży.
Raczej nie mogłam oderwać się od tej książki. Ciekawiło mnie, jak skończy się ta opowieść o tym przecież smutnym życiu tych trzech dziewczyn. Od początku dało się odczuć taką nutkę tajemniczości.
Mi osobiście książka podobała się również z tego względu, że jest to książka-drogi.
"Droga do raju" wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony. Nie byłam w stanie się oderwać od powieści ani choć na chwilę przestać o niej myśleć. Jechałam razem z dziewczynami przez Stany Zjednoczone wyjątkowym, żółtym samochodem. Momentami nawet zaglądałam do atlasu i wtedy ta droga była taka bardziej nasza. Trzy dziewczyny, każda inna, każda ma inny cel. Czasami naiwne, czasami robiły dziwne głupie rzeczy, ale przecież były młode, próbowałam sobie przypomnieć co jak robiłam jak miałam 18 lat i wydaje mi się, że mogłabym pasować jako czwarta pasażerka :) Nie nudziły mnie nawet wspomniane już w opiniach długie rozmowy o religii, dziwiło mnie tylko, że tak młode dziewczyny mogą prowadzić tak "dorosłe" dyskusje na ten temat.
Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, to nie był scenariusz jaki ułożyłam sobie w głowie dla dziewczyn.

Cudowna książka,czytałam ją z wypiekami na twarzy a to dlatego że,pani Simons to moja
ulubiona amerykańska pisarka.
Cała powieść za każdym razem mnie zaskakiwała,a przeważnie odwiedziny dziewczyn w klasztorze
w którym,przebywał ojciec jednej z nich.
Ta,scena najbardziej weszła mi w pamięć.
Klasztor i mnisi to dla,mnie taki rzadko spotykany temat.
Więc,gdy coś mi się trafia o takim czymś czytać,to z miłą chęcią się w to zagłębiam.

Ogólnie książka jest lekką i przyjemną lekturą, w sam raz na jesienne wieczory!!

sobota, 15 października 2016

Książka pokazująca jak walczyć o własne szczęście



Nie chciałbym żeby ktoś tak mnie kochał.
Nie chciałbym czuć tak palącej na przemian pasji,niechęci,żalu i nienawiści.
Dzięki Bogu,że to nie moja historia!

Bałam się tej książki jak i obrazów napływających z ekranu telewizora.
Bałam się tego obłąkania,jakby miało mnie to skalać na odległość.
Zakrywałam oczy,aby nie patrzeć(jednak czytać tak nie mogłam).
Widzę jak on patrzy na nią...
Widzę i czuję jak szaleńczo w jego duszy odbijają się różne emocje.
Widzę jej uśmiech,ni to delikatny,ni przebiegły...
I wiem jak on na niego podziała.

Jestem w ciasnym pokoju,coś jakby komórka,za oknem szaleje burza...
Trzymam świecę w dłoni,to mojej jedyne światło w tym mroku...
Czuję chłód,otulam się ciaśniej wełnianą chustą,ale i tak niewiele to daje.
Czuję się obco...sama w tym nieznanym miejscu.
Wiatr zawodzi na zewnątrz,jak udręczona dusza...
Jestem ciekawa tej melodii.
Na tyle ciekawa,ze pcham się w ramiona tej nieznanej bestii,z każdym krokiem zbliżając się do ciemnej otchłani,od której oddziela mnie tylko cienka szyba.
Kuszona jej zawodzeniem małymi kroczkami podchodzę bliżej...
ŁUP! ŁUP! ŁUP! ŁUP!
Serce zamiera mi ze strachu...
To tylko gałęzie.
To tylko gałęzie.
To muszą być tylko smagane wiatrem gałęzie,bo cóż innego?!

Jeśli ma mnie spotkać w życiu miłość,to oby nie taka!
Wolę kochać spokojnie,nudnawo,ze stałą siłą,lojalnością i oddaniem!
Nie chcę zaprzedać duszy!
Nie chcę jej ofiarować niewłaściwej osobie!
Nie chcę umierać z dnia na dzień to z tęsknoty i odrazy do siebie!

"Wichrowe wzgórza"to nauka o tym,czego nie należy robić dla swojego szczęścia!

Zawsze pragnęłam, przeczytać tę książkę, w końcu mi się udało nasyciłam się jej pięknem:)

środa, 12 października 2016

Cudowna i emocjonalna

,,Złodziejka książek"  to powieść skrojona w świeży, nowoczesny sposób. Niemniej kiedy zaczęłam ją czytać, odrzuciło mnie. Pomyślałam, kolejna dołująca ambitna powieść. Kolejny trend, który przestanie być odkrywczy, zamieniając się w rutynę i kalkę. Wystarczyło jednak przebrnąć przez początek, by zmienić zdanie i na nowo odkrywać temat już wiele razy i w różnych czasach opisywany. Mimo że chodzi o nazistowskie Niemcy, problem holokaustu, smutek i tragizm wojny, to jednak czyta się inaczej niż książki do tej pory napisane na ten temat.

Czyta się inaczej, bo jest napisana inaczej. Powieść Markusa Zusaka jest przede wszystkim dobrze uporządkowana. Większe rozdziały są podzielone na mniejsze, a każdy posiada znaczący, wiele zapowiadający tytuł. Co jakiś czas pojawiają się, rzucane jak obrazy, definicje, pytania, wyjaśnienia, które bardzo pomagają czytelnikowi. W pewnym momencie pojawia się przepiękna, prosta, poetycka opowieść ilustrowana rysunkami, opowieść stworzona w trudnych warunkach przez ukrywającego się w piwnicy Żyda, a przeznaczona dla małej dziewczynki, bohaterki powieści. Ta 10-letnia dziewczynka - Liesel Meminger wprowadza nas w świat wojny, w świat zwykłych Niemców. Mamy więc punkt widzenia dziecka, jednego z wielu dzieci pokrzywdzonych już na początku wojny. Liesel zostaje oddana przez matkę na wychowanie do przybranych rodziców, po drodze do nich traci młodszego brata. Potem dopiero zaczyna się jej dzieciństwo. Przybrani rodzice (Hans i Rosa) okazują się poczciwymi prostymi ludźmi, którzy kochają przybraną córkę jak potrafią i okazują jej to w swoisty sposób. Ojciec (malarz pokojowy) pomaga przetrwać dziewczynce nocne koszmary, gra dla niej na akordeonie, uczy ją także czytać i pisać, choć sam ledwie skończył szkołę podstawową. Czuje jednak, że jest to dla niej ważne. Odtąd słowa prowadzą Liesel przez życie. Przybrana matka (praczka) jest osobą oschłą, twardą, która karze i krzyczy z byle powodu, ale pod tą powłoką kryje wielkie dobre serce. Jest też Max - Żyd, syn nieżyjącego przyjaciela Hansa, którego bez zmrużenia oka decydują się ukrywać. Między Maxem a Liesel zawiązuje się silna więź, i to znów dzięki słowom. W końcu, w momencie, gdy w jej życiu naprawdę zaczyna dziać się dobrze, a raczej spokojniej i bezpieczniej, jedno bombardowanie małego miasteczka, to bezpieczeństwo niszczy. Dziewczynka znów zostaje sama, cudem ocalona przez słowa właśnie.

W tej książce wszystko ma swój cel i splata się w logiczną całość. Autor mimo to nie tłumaczy niczego z przesadą, nie wykłada kawy na ławę, tylko w poetycki sposób nie dopowiada, zostawia czytelnikowi duże pole dla wyobraźni.


"Kiedy szamotanina się skończyła, matka
i dziewczynka przystanęły, oddychając ciężko.
W śniegu tkwił prostokątny,
czarny przedmiot.
Zauważyła go jedynie dziewczynka.
Schyliła się i podniosła go,
mocno zaciskając palce.
Na okładce były srebrne litery"

Ta książka,zmieniła wszystko w moim życiu.
Długo się zastanawiałam nad życiem Liesel, ta dziewczynka mimo tego że,nie potrafiła czytać
pragnęła tej książki i ją sobie najzwyczajniej w świecie wzięła. Tak zaczął się jej złodziejski proceder.
Ale,przecież nie robiła nic złego pragnęła wiedzy która,była zakazana!
Dla mnie to najlepsza książka na świecie polecam!!!

Stosikowo

Cześć!!
Jesień za oknem,nieźle daje mi we znaki.Po raz kolejny wstałam dzisiaj z katarem i nie mam na nic siły.
Na szczęście wczoraj skorzystałam z okazji że,jako tako się dobrze czułam i poszłam do biblioteki!!

1. ,,Droga do raju" Paulliny Simons
2. ,,Tully" Paulliny Simons
3. ,,Czerwone liście" Paulliny Siomons
4. ,,Północ i Południe 1" John Jakes
5. ,,Północ i Południe 2" John Jakes 
6. ,,Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda
 7. ,,   Rodzina Castel" Virginia Cleo Andrews
8.,, Mroczny anioł"   Virginia Cleo Andrews 
9.  ,,Dotyk Julii. Trylogia" Tahereh Mafi
10. ,,Nadzieja " Katarzyny Michalak
11. ,,Ostatni dzień roku" Katarzyna Misiołek 

A w tym momencie czytam Emily Bronte ,,Wichrowe wzgórza"



Uzbierało się tego ale,jest co czytać i z miłą chęcią sięgnę po każdą książkę z tego stosiku.

niedziela, 9 października 2016

Filmowo!!

Wczoraj postanowiliśmy w domu zrobić sobie, popołudnie filmowe padło na ,,Planetę singli"

Być może o powodzeniu filmu zadecydowało to, że „Planeta singli” stanowi osobliwe połączenie realizacji amerykańskiego snu wielkomiejskiej klasy średniej z ukłonem w stronę nowych technologii, które zmieniły w ostatnich latach nasze życie uczuciowe i seksualne.„Planeta singli” porusza temat internetowego randkowania jako sposobu na odnalezienie miłości wśród zamożnych warszawskich singli. Ania Kwiatkowska (Agnieszka Więdłocha) ma dość życia w samotności i za namową swojej przyjaciółki, wybuchowej artystki-fryzjerki Oli, postanawia spróbować szczęścia w szukaniu uczucia przez internet. Mężczyzna, z którym umówiła się w ekskluzywnej warszawskiej restauracji, nie przychodzi. Poznaje tam za to Tomka Wilczyńskiego (Maciej Stuhr). Bohater jest aroganckim i cynicznym podrywaczem. W ramach zabawy próbuje uwieść Anię, co ostatecznie doprowadza do emocjonalnego wybuchu dziewczyny, która czuje się upokorzona. W kolejnym odcinku programu Tomka pojawia się lalka przypominająca Anię, wyśmiewająca zachowanie dziewczyny. Okazuje się jednak, że publiczność pokochała zasadniczą, ostrą pacynkę, która niezadowolona krzyczy o pozornie anachronicznych wartościach i rycerzu na białym koniu. Tomek wraz ze swoim producentem Marcelem (Piotr Głowacki) dostają awans – show zostaje przeniesiony do głównej stacji i ma być nadawany w czasie najwyższej oglądalności.

Tomek i Marcel potrzebują teraz ciągle nowych pomysłów, dlatego odszukują Anię i składają jej niecodzienną propozycję – będzie chodziła na randki z ludźmi poznanymi w internecie, a później o nich opowiadała. Nieprzekupna dziewczyna, ciągle obrażona na Wilczyńskiego, daje się przekonać w zamian za nowy fortepian dla szkoły, w której uczy dzieci muzyki. Tak wygląda zawiązanie akcji „Planety singli”, która – nie da się ukryć – opiera się na nieco utartym motywie Kopciuszka i księcia. Ania po śmierci ojca nie pojechała do konserwatorium do Paryża i postanowiła opiekować się mamą pogrążoną w depresji. Zanim spotka bogatego, zabawnego i sławnego Tomka, pracuje w szkole, w której nie ma nawet oddzielnej salki dla swoich zajęć.

Praca nad scenariuszem trwała prawie dwa lata. Twórcy starali się jak najwierniej trzymać gatunkowych reguł komedii romantycznej – najwyraźniej korzystanie ze sprawdzonych wzorów uznali za najbezpieczniejsze rozwiązanie. Kiedy cyniczny i niegrzeczny chłopiec pod wpływem miłości ulega przemianie, po raz kolejny zostaje potwierdzona utarta zasada tego gatunku filmowego. Co więcej, Tomek, przemawiając w jednej ze scen do widzów swojego show, zwraca się równocześnie do widzów siedzących w kinie, a jego słowa układają się w proste przesłanie: należy starać się o miłość, a to wymaga odwagi, ponieważ możemy zostać zranieni. Jeśli nie podejmiemy jednak tego ryzyka, zostaniemy samotni i nieszczęśliwi w pustym mieszkaniu.



Zabawny film, w sam raz na jesienne wieczory trochę można się pośmiać.
Odprężyć i zrelaksować .
Szukanie miłości wydać że,nie jest takie łatwe jak sobie nieraz wyobrażamy,ale nic na siłę.
Miłość przeważnie przychodzi nieproszona.

piątek, 7 października 2016

Przemyślenia

Witajcie!!


Jesień zawitała na dobre,liście spadają z drzew,zbieramy kasztany !
Jest pięknie i kolorowo za oknem,choć zimno się robi nic nie zaszkodzi na spacery
w piękne popołudnia !


Wszystko jest takie piękne i kolorowe .Ale,niestety jesień ma swoje minusy.
Coraz częściej się przeziębiam,choć tak naprawdę ubieram się odpowiednio.
Cóż! Herbatka z miodem i imbirem ,czosnek i miód to najlepsze lekarstwo,na
przeziębienia z receptury mojej babci.

A ja i tak uwielbiam jesienną porą,chyba bardziej ze wszystkich pór roku!
Lubię patrzeć ja liście spadają,jak szurać można nogami i ten cudowny dźwięk się wydobywa no,coś pięknego.

A wieczorami cieplutki, mięciutki kocyk.Pyszna herbatka i chwila tylko z książką.
Czegoż tu potrzeba więcej?
Opatulona w kocyk i pochłonięta książką,co wieczór przeważnie odpływam w inną krainę.
I wiecie co?
Podoba mi się to,nie ma nic lepszego jak cisza,spokój,bracia i rodzice śpią a ja mam cały dom tylko dla siebie.
Wszystko jest takie magiczne jak w jakieś bajce.

Tykanie zegara,cicho tyka w moim pokoju.
Ja mam swój raj na ziemi.
Wiem że,to co piękne szybko się zmieni.
Ale,dopóki mi to dane rozkoszuje się tym stanem.
Zatopiona w ciepły koc z książką spędzam jesienne wieczory.
Wtedy już,żadne nie przychodzą do mnie zmory.
Bo jesień to pora odpoczywania,
zatopienia się w swoich myślach.
A wieczory ten urok mają,
że,nas do działania pobudzają.
Dają na energię na lepsze jutro.
Lecz,gdy jest cisza nawet nie jest mi smutno.

A wy kochani za co lubicie jesień?

wtorek, 4 października 2016

Piękne życie Anastazji i Christiana

Ostatnia część trylogii to gra w otwarte karty. Anastasia i Christian są razem, na dobre i na złe, związani przysięgą i obrączkami, trochę wbrew logice, trochę na przekór wszystkiemu, co ich łączy, trochę w rytmie disneyowskiej sielanki. Sielanka to oczywiście podróż poślubna jak ze snów, obrzydliwy majątek państwa Grey, spełnianie marzeń i wyznania miłości. Ach, i seks, w natężeniu takim samym, jak w poprzednich częściach, niby już małżeński, a jednak dalej taki sam, z niespodziankami, z ciągotami, z wahaniami, etc., etc. Słowem, porno-story ciąg dalszy, ale tym razem trzeba ją naciągnąć tak, by faktycznie można było już ją zakończyć.

Jak wygląda nowe oblicze Greya? Ciężko powiedzieć. Ewoluuje jego uczucie do Anastasi, jest dojrzalsze, głębsze, prawdziwe, nie nastawione jedynie na prostą przyjemność, choć nie do końca wolne od osobliwych ciągot (… które przechodzą na Anę). Nadal więc jest huśtawka, od Christiana pana i władcy do Christiana czułego i „normalnego”, co jednak nie stanowi szczególnego zaskoczenia, bo z tym miało się do czynienia już w dwóch pierwszych tomach. Nic nie zmienia się również w Anastasi, która nadal jest naiwna, głupiutka, prosta i ciągle wzdychająca. Po raz kolejny też drażnią te same schematy zachowań, ba, nawet te same teksty (wzbogacone o małżeńskie pieszczotliwe zwroty „Pani/Pani Grey”, które para do znudzenia do siebie powtarza). Mimo zdecydowanego progresu w związku, rozumianego jako jego formalizacja, nie zmieniło się w zasadzie nic w zachowaniu bohaterów, w ich sposobie myślenia i wzajemnych relacjach. Może jest nieco więcej czułości, słodkiej, ociekającej lukrem, ale jest też tyle samo wątpliwości, nadal nad ich związkiem wiszą ciemne chmury, a Christian owiany jest aurą tajemnicy, ale już znacznie mniej pociągającą, niż w pierwszej czy nawet drugiej części. Zaczyna się tłumaczenie pewnych zjawisk, obnażanie sekretów, pojawia się kilka nowych, słaby wątek kryminalny ciągnie się równolegle z bajkowymi klimatami. Miejscami robi się też niesmacznie, erotycznego zmysłu, wyobraźni i taktu autorka nie ma za grosz. To kontynuacja, więc oczywistym jest, że będzie ciągnąć pewne wątki, jednak powielanie dokładnie tych samych schematów przez trzy kolejne części jest po prostu nudne, niewłaściwe, działające niekorzystnie tak na jakość książki, jak i na autorkę, której najwyraźniej nie było stać na żaden postęp, na naprawdę Nowe oblicze Greya.

I paradoksalnie, wbrew wszystkiemu, a już na pewno wbrew woli czytelnika, E.L. James poszła na łatwiznę, przytaczając na końcu powieści krótką opowieść o tym, jaki Christian był przed poznaniem Anastasii. I wszystko psuje, nie ma już nic do samodzielnej interpretacji, żadnej szansy, by czytelnik stworzył sobie jakiś portret psychologiczny głównego bohatera i tłumaczył go wedle własnego uznania. Żadnego pola dla wyobraźni, jak zresztą w całej powieści. Wszystko czarno na białym, już bez żadnych odcieni szarości. Według bardzo oklepanej receptury stworzyła czarny charakter, który zmienił się nie do poznania (aż dziwne, że pod wpływem takiej dziewczyny, jak Ana…). Może było to do przewidzenia, ale jednocześnie stanowiło najbardziej intrygujący wątek, bo nic, co związane z Christianem, nie było pewne. Był po prostu Szary, niech już będzie, z dedykacją dla panny Steel (swoją drogą, czy nazwisko Christiana nie jest aż nazbyt oczywiste…?). A tu proszę, proste wytłumaczenie, jakież to „zaskakujące” i bardzo nowe jest nowe oblicze Greya. Ale czy nie lepsze byłoby domyślanie się, co odczuwał, wcielając się w rolę wiernego męża…? Czułego kochanka, starającego się skupić na „waniliowym seksie”? Czy naprawdę jest szczery…. ? Obserwowanie tego było nieco ciekawsze, a tymczasem Christian, jak i cały sens powieści, został zbanalizowany (jeszcze bardziej) na kilku stronicach. I cały czar przeminął, całe „zaskakujące” nowe oblicze Greya nie zaskoczyło, a ognista trylogia, tak znakomicie rozreklamowana, tak wciągająca, mająca być tak wielkim hitem, okazała się słabsza niż można było przypuszczać jeszcze w drugiej części. Disneyowskie porno story, wtórne, do bólu przecięte zarówno fabularnie, jak i literacko, pozostawia po sobie jedynie mgliste wspomnienie powieści, którą przerosła własna reklama. I po co było to wszystko…? Szary, jaki jest, każdy widzi. A na resztę nie było sensu patrzeć, bo de facto tylko dla niego czytało się powieść, on, jako jedyny niepoznany „element” był w stanie zatrzymać czytelnika przez trzy tomy. A tu proszę, nie taki Grey Szary, jak czytelnik zrobiony na szaro.
Oprócz scen erotycznych, awantur i zachwytów Any nad urodą męża, znalazło się jednak w książce miejsce na intrygę, ze wspomnianym mściwym szefem w roli głównej. Pojawiają się też i inne wątki, które wywracają chwilowo życie Greyów do góry nogami. Próżno jednak liczyć, że nie znajdą one swojego happy endu. Jak zwykle James szybko i bezboleśnie wyciągnie swoich bohaterów z opresji. Ponadto, gdy małżonkowie znajdą się o krok od tragedii, Grey odkryje swoje nowe oblicze, swój pięćdziesiąty pierwszy odcień, o którego posiadanie się nawet nie podejrzewał.

„Najpikantniejsza trylogia ostatnich lat”, jak głosi okładka, zostaje spięta z tomem pierwszym klamrą w postaci przedstawienia początków znajomości Any i Christiana z punktu widzenia tego drugiego. To coś, na co nie zdecydowała się Stephenie Mayer, której „Zmierzch”, jak wszyscy wiemy, był dla E.L. James punktem wyjścia do napisania trylogii o Greyu. Ale i ona powinna iść w ślady swojej protagonistki, bo jako, że pisarka z niej marna, próba wcielenia się w tak złożoną i skomplikowaną postać jak Christian Grey (nawet jeśli to ona sama powołała go do życia) kończy się fiaskiem. Pomysł dobry, gorzej z wykonaniem. Ale potencjał w tym pomyśle jest i gdyby tylko zabrała się za niego osoba z lepszym piórem, moglibyśmy otrzymać książkę jeszcze bardziej kontrowersyjną i znacznie bardziej wartościową.
Cudowna bajka która,bardzo szybko się skończyła !
Można powiedzieć że,bardzo za szybko,trzecia część była fenomenalna.
Uwielbiam te książkę najlepsza na świecie:)

piątek, 30 września 2016

Podsumowanie miesiąca



W tym miesiącu trochę kiepski wynik ale,za to bardzo grube książki:)

1.E L James  ,,Pięćdziesiąt twarzy Greya"
2.  Lauren Oliver  ,,Delirium. Trylogia"
3.E L James ,,Ciemniejsza strona Greya"

Trzy książki,wiele wrażeń przeważnie w czasie czytania Greya.
Już,niedługo kolejna recenzja trzeciej części Greya pozdrawiam!!

niedziela, 25 września 2016

Zmysłowo i bardzo romantycznie


Drugi tom najlepiej sprzedającej się trylogii ostatniej dekady, trylogii, która rozpętała światowe szaleństwo. Dalsza część historii Anastasii Steele i miliardera Christiana Greya, o której ostatnio mówi się najczęściej. Pełna erotycznego napięcia, o którym marzy każda kobieta.
Wszystko zaczyna się na nowo trzy dni po tym jak Anastasia odchodzi od Christiana. Dziewczyna jest załamana tym co się wydarzyło. Tęskni za ukochanym, ale wie, że musiała od niego odejść. By nie zatapiać się w ocean nadmiernych myśli, skupia całą swoją uwagę na pracy w wydawnictwie, gdzie zajmuje stanowisko asystentki redaktora naczelnego Jacka Hyde’a. Mężczyzna oczywiście wykorzystuje każdą chwilę by się do niej zbliżyć, na co Ana nie reaguje nie widząc jego zalotów lub nie zdając sobie sprawy do czego on zmierza swoim zachowaniem. 

Tymczasem zbliża się wernisaż przyjaciela Anastasii, José, gdy nagle w jej skrzynce email pojawia się wiadomość od Christiana z propozycją podwiezienia. Noc przed spotkaniem z Christianem może i nie była spokojna, ale udało jej się zasnąć bez łez wylewanych na poduszkę. Okazuje się, że Anastasia nie jest mu obojętna. Jadąc razem na otwarcie wystawy, ogarnięci obsesyjną tęsknotą, nie potrafiący bez siebie żyć, rozpoczynają zupełnie nowy układ, na zupełnie nowych zasadach. Rozpoczyna się etap nauki, gdzie oboje odkrywają siebie nawzajem ucząc się być razem. Christian walczy z wieczną potrzebą kontroli i sprawowania władzy i stopniowo oswaja drzemiące w nim demony. Powoli odkrywa przed ukochaną swe mrożące krew w żyłach tajemnice. Anastasia tymczasem uczy się życia w luksusie, przyjmowania drogich prezentów, przy czym broni również swojej niezależności. Kiedy wszystko układa się tak jak powinno w życiu dwojga kochanków pojawia się ktoś, kto chce zniszczyć ich związek. Dziewczynę ogarnia strach przed utratą ukochanego, Christian nie chce aby znowu od niego odeszła. Schody do szczęścia stają się coraz bardziej strome. Czy uda im się być razem? Czy pokonają przeciwności losu? Jak skończy się walka w obronie uczuć? 


Czytając książkę przeniosłam się do cudownej rezydencji Christiana Greya.
Tam,to dopiero jest raj,raj seksu i pożądania. Niekiedy ciarki miałam na całym ciele ale,to były ciarki
podziwu i zachwytu.Czasami zazdrościłam Anastazji tego przepychu ale,tak naprawdę nie chciałabym takiego związku.
Czytając opis pokoju bólu dochodziłam do wniosku,jak Grey musiał być w dzieciństwie wykorzystywany że,coś takiego zrobił w swoim mieszkaniu.
Z początku myślałam że,to choroba ale,dochodzę do wniosku że, to jest obrona przed tym
co go dawno temu spotkało.
Dzięki Anastazji trochę się zmienił,zakochał się pierwszy raz ,poznał co to prawdziwe uczucie jak będzie dalej?
Zobaczymy  w kolejnej części trylogii!!
Naprawdę książka jest rewelacyjnie napisana,choć słyszałam różne zdania na ten temat.
Dla mnie rewelacja,uwielbiam i polecam!!

sobota, 24 września 2016

Filmowo

Cześć!
Wczoraj obejrzała hit,hitów !




7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" to komedia obyczajowa o współczesnych mężczyznach, który skierowana jest nie tylko dla mężczyzn. Główni bohaterowie filmu spotykają się w jednym ze stołecznych klubów fitness. Każdy inaczej patrzy na świat - i każdy na własny sposób szuka szczęścia. A gdy ich losy się przeplatają, nie zawsze kończy się to dobrze!
7 RZECZY, KTÓRYCH NIE WIECIE O FACETACH I... BYĆ MOŻE SIĘ NIE DOWIECIE
Siedem to lubiana liczba wśród twórców filmowych. Siedem, Siedem Dusz, 7 lat w Tybecie. I najnowszy film, 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach. Wiecie? Bo po obejrzeniu tego filmu, trudno cokolwiek stwierdzić.



Na film składają się historie kilku mężczyzn. Muzyka, którego kariera dawno minęła. Producenta muzycznego, który brak związku i stabilizacji w życiu zastępuje sobie kilkoma niezobowiązującymi znajomościami. Żołnierza, który mimo traum z wojny próbuje ratować swoje małżeństwo. Karierowicza, który niedługo ma stanąć na ślubnym kobiercu. I bezrobotnego, który niedługo zostanie ojcem.

Przesłaniem filmu powinno być stwierdzenie, że każdy facet szuka szczęścia. Nie każdy jednak wie, jak to robić. Nie brakuje romansów, zdrad i nałogów. Ale żadna z historii nie wzrusza. Może oprócz jednej. Żołnierz Stefan, nie wzbudza ani zaufania ani sympatii od początku historii. Walczy o miłość swojej żony za wszelką cenę, raniąc przy tym wiele osób. Ale nie to w jego historii jest najciekawsze. Przy okazji walki o rodzinę, Stefan odzyskuje kontakt ze swoim ojcem. Uczy się jak przebywać z starszym, schorowanym już człowiekiem. To też miłość. Warta pokazania. A jednak pominięta w filmie. Szkoda.



Film pokazujący
oblicze facetów
dobrze ,mówią że,faceci
są jak dzieci ten film właśnie pokazuje wszystkie oblicza płci przeciwnej.


Jednego możemy być pewne jako kobiety,każdy facet kiedy trzeba potrafi być romantyczny.

Tak się złożyło że,oglądałam ten film bez mojego chłopaka ale,jak przyjedzie to na pewno 
jeszcze raz z nim go obejrzę.
Choć nigdy nie klnę na blogu ale,dzisiaj zrobię wyjątek !!
Niestety teza że, mężczyźni są jak dzieci po raz kolejny się potwierdza :)
Zajebisty film kobietki polecam!!!

piątek, 23 września 2016

Zimno,mokro i chorobowo :)

Cześć!!

Znowu jesień a jak jesień to i u mnie kiepskie dni!

Siedzę w domu,katar nieziemski i wszystko mnie boli,
już wczoraj wiedziałam że,weekend nie będzie udany.
I proszę katar,boląca głowa i wszystko mnie boli.nic mi się nie chce !

Ciepła herbatka z miodem,ciepły koc, troszkę witaminy C i oczywiście paczka chusteczek, to pakiet na dzisiejszy wieczór.
Ale,nie byłabym sobą jakbym nie czytała,bez książki ani rusz:)


A tak propo pakiecik wierszy o jesieni!!

Ah,witaj jesienio,
podaruj nam złote liście.
Otul swych chłodem,
nie każ spać pod namiotem!
Spełnij każdego marzenia,
daj dobrym ludziom 
trochę wytchnienia.
Pozwól książkoholiką 
cieszyć się krótkimi dniami,
a wieczorami upajać się
dobrymi książkami!!!


Miłego czytelniczego wieczoru kochani!!!
Ja uciekam pod kołdrę się kurować :)

czwartek, 22 września 2016

Światowy dzień bez samochodu

Cześć!!
 Dziś jest obchodzony światowy dzień bez samochodu!

22 września obchodzony jest jako Europejski Dzień Bez Samochodu. Po raz pierwszy w Europie „car free day” zorganizowano w 2000 r., a do Polski ta proekologiczna kampania dotarła w 2004 r.
Ponadto Dzień bez Samochodu ma umożliwić poznanie miasta bez ulicznego hałasu i uciążliwego ruchu samochodowego. Ma też skłonić jak najwięcej osób do rozważań o konieczności wspierania takiego rodzaju transportu, który nie narusza znacząco równowagi ekologicznej.

W Polsce ten dzień sprowadza się głównie do promocji transportu publicznego. Tego dnia m.in. w Warszawie bezpłatnie będzie można jeździć autobusami, tramwajami i metrem. Bezpłatna będą także parkingi P+R oraz przejazdy WKD i KM. Inne miasta także przyłączają się do tej akcji. Z bezpłatnej komunikacji będzie można skorzystać m.in. we Wrocławiu, Poznaniu, Radomiu czy Krakowie.

W stolicy tego dnia rowerzyści dostaną od strażników miejskich ponad 700 zestawów oświetleniowych, ufundowanych przez Zarząd Dróg Miejskich. Strażnicy zwrócą szczególną uwagę na obowiązkowe wyposażenie roweru, zwłaszcza na oświetlenie przednie i tylne. W pięciu miejscach Warszawy na pieszych i rowerzystów będzie czekała gorąca kawa i herbata.



Dzień bez Samochodu ma wspomóc proekologiczne idee i zmniejszyć ilość spalin wytwarzanych przez miliony aut poruszających się po miastach. Podczas tego dnia zachęca się kierowców do rezygnacji z użytkowania samochodów przez dobę. W zamian promuje się i motywuje do korzystania z komunikacji miejskiej lub rowerów. W wielu miastach, również na terenie Polski, kierowcy zwolnieni są z opłat za bilety, pod warunkiem posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego pojazdu.

Podczas kampanii centra wielu miast zamykane są dla ruchu samochodowego. Celem tego jest kształtowanie wzorców zachowań proekologicznych, upowszechnienie informacji o negatywnych skutkach używania samochodu, przekonanie ludzi do alternatywnych środków transportu, promocja transportu publicznego oraz pokazanie, że życie w mieście bez samochodu jest nie tylko możliwe, ale także o wiele przyjemniejsze. Ponadto Światowy Dzień bez Samochodu ma na celu stworzenie szansy poznania miasta bez ulicznego hałasu oraz uciążliwego ruchu samochodowego, a także zachęcenie jak największej liczby osób do rozważań o konieczności wspierania takiego rodzaju transportu, który nie narusza znacząco równowagi ekologicznej.Początkowo projekty na temat organizowania Dni bez Samochodu miały miejsce w 1973 roku, kiedy nastąpił kryzys naftowy. Jednak dopiero w październiku w 1994 roku inicjatywy te zostały wcielone w życie w przemówieniu inauguracyjnym Erica Brittona na International Ciudades Accessibles Conference (Międzynarodowej Konferencji Dostępności Miast) w hiszpańskim Toledo.

Pierwowzory Dni bez Samochodu zostały zorganizowane w Reykjaviku (Islandia), Bath (Wielka Brytania) i La Rochelle (Francja). Natomiast w 1995 roku, aby wesprzeć Dzień bez Samochodu na całym świecie, zorganizowano nieformalne Światowe Konsorcjum Dni bez Samochodu (z ang. World Car Free Days Consortium). Pierwsza narodowa kampania odbyła się Wielkiej Brytanii w 1997 roku za sprawą Environmental Transport Association. Na obchody początkowego Dnia bez Samochodu Stowarzyszenie wybrało pierwszy wtorek Tygodnia Zielonego Transportu (z ang. Green Transport Week). Odbywać miało się to w okolicach 17 czerwca.

Następnie w 1998 roku w ślady za Wielką Brytanią poszła Francja, organizując wydarzenie In town, without my car! W związku z tym, w 2000 roku z inicjatywy Komisji Europejskiej wydarzenie te zostało ustanowione, jako Ogólnoeuropejski Dzień bez Samochodu (od tego czasu rozprzestrzenił się poza UE). W tym samym roku Komisja Europejska rozszerzyła program. Dzięki temu powstał Europejski Tydzień Mobilności, który obecnie jest głównym celem Komisji Europejskiej. Również w 2000 roku Dzień bez Samochodu zyskał status globalnego wraz z programem Światowego Dnia bez Samochodu zapoczątkowanym przez Car Busters – obecnie World Carfree Network. Uzgodniono, że od 2000 roku Dzień bez Samochodu przypadać ma na 22 września. Początkowo, jako ogólnoeuropejski dzień organizowany pod patronatem Komisji Europejskiej. Później, jako wydarzenie o międzynarodowym zasięgu, podczas którego coraz większa ilość miast była zachęcana do zamykania swoich centralnych ulic dla samochodów.


Obecnie największe na świecie wydarzenie Dnia bez Samochodu organizowane jest w Bogocie. Odbywa się w dni powszednie i obejmuje całe miasto. Pierwszy taki Dzień dobył się w lutym w 2000 roku, a zinstytucjonalizowany został w drodze publicznego referendum.

W Dżakarcie, stolicy Indonezji, we wrześniu 2007 roku odbył się pierwszy Dzień bez Samochodu. Podczas tego wydarzenia zamknięto nawet główną ulicę miasta i zachęcano przechodniów do korzystania z niedostępnych na co dzień przestrzeni, które zwykle są przepełnione wzmożonym ruchem i samochodami. Od maja 2012 roku Dzień bez Samochodu w Dżakarcie ma miejsce w każdą niedzielę. Odbywa się na głównych ulicach miasta: Jalan Sudirman i Jalan Thamrin, od obszaru Senayan do Monas (Monumen Nasional), w godzinach porannych od 6:00-11:00. Pomimo tego, że Dzień bez Samochodu nie jest oficjalnie zorganizowany w Izraelu, to każdego roku uliczny ruch w tym Państwie zostaje wstrzymany. Wydarzenie to jest powiązane z jednym z najważniejszych świąt żydowskich – Jom Kippur i trwa ponad 24 godziny. Te ograniczenie czasowe obejmuje wszystkie pojazdy silnikowe (wyjątek stanowią jedynie pojazdy uprzywilejowane), a także transport publiczny np. autobusy, pociągi, taksówki, samoloty itd. Co więcej, badania dowodzą , że podczas tego dnia zanieczyszczenie powietrza w Izraelu spada o 99%.
Miasto Taipei jest gospodarzem Dnia bez Samochodu już od ponad 10 lat. Jest to pierwsze miasto w Tajwanie, które kiedykolwiek wzięło udział w tej inicjatywie. Z biegiem lat, czas trwania obchodów Dnia bez Samochodu rozszerzył się do Miesiąca bez Samochodu (z ang. Car Free Month). Sam zakres działań podczas tego wydarzenia został również poszerzony. Zaczęto od zamknięcia ruchu drogowego dla uciechy rowerzystów, poprzez świętowanie Karnawału oraz Parady Zielonego Transportu, aż do promowania i zachęcania w Internecie do korzystania z transportu publicznego.

Dzień bez Samochodu obchodzony jest w wielu państwa należących do Unii Europejskiej, a także w Stanach Zjednoczonych. Ponadto Dzień bez Samochodu świętuje się także w innych państwach azjatyckich – w Japonii i Chinach. W 2007 roku Chiny rozpoczęły również „zielony” tydzień, ang. Green Transport and Health week, którą wieńczy No Car Day.


W Polsce Dzień bez Samochodu obchodzony jest od 2004 roku, pod patronatem Ministerstwa Środowiska. Trzeba jednak pamiętać, że kampania ta nie jest wprowadzona do wszystkich miast. Miasta, w których na ulicach zamiast samochodów pojawiają się rowery to: Gdynia, Krzyż Wielkopolski, Opole, Rybnik, Wrocław. Z darmowych przejazdów komunikacją miejską w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu i Dnia bez Samochodu można skorzystać w następujących miastach: Białystok, Głogów, Jelenia Górna, Kielce, Kraków, Lublin, Łódź, Opole, Poznań, Stalowa Wola, Szczecin, Szczecinek, Toruń, Trójmiasto, Tychy, Warszawa, Wrocław. Partnerami akcji są np.: Szybka Kolej Miejska, Koleje Mazowieckie, Warszawska Kolej Dojazdowa. W 2015 roku do kampanii przystąpiło ok. 1500 miast europejskich, w Polsce jest ich 126.









Dziś radzę wam moi mili,
żebyście swój samochód w garażu zostawili.
Dziś każdy do pracy idzie pieszo.
Bo właśnie dziś samochody 
odpoczywają,
wolny dzień od jeżdżenia
dostają.
Dziś jest ich święto,
więc zrób im przyjemność
i poświęć swój
czas,
na zakupy pieszo marsz!!!



Samochód to dobra sprawa ale,
wiele wysiłku wymaga.
Musi mieć sprawne ciało by jeździć po świecie
móc umiało.
On błyskiem swym oślepia,każdy
podziwia go z daleka.
Bo samochód ma to do tego,
że,musi być piękny a to nic złego.
Musi zachwycić swego pana 
i dawać mu radość od samego rana!!

W środku zimy najlepsze są książki o lecie i wakacjach :)

Nie boję się powiedzieć otwarcie, że uważam tę pozycję za najlepiej napisaną współcześnie polską powieść obyczajową. Książka wbrew sympa...