Szukaj na tym blogu

piątek, 29 kwietnia 2016

Film już za mną a emocje niedoopisania



Nie mogłam się powstrzymać musiałam,obejrzeć film kwiaty na poddaszu.

Po śmierci męża Corrine Dollanganger (Heather Graham) zostaje bez środków do życia. Kobieta wraz z czwórką swoich dzieci, nastolatkami Cathy (Kiernan Shipka) i Christopherem (Mason Dye) oraz kilkuletnimi bliźniakami Carrie (Ava Telek) i Corym (Maxwell Kovach) jest zmuszona powracić do mrocznej posiadłości Foxworthów, gdzie się wychowała. Rodzice, którzy nigdy nie zaakceptowali jej małżeństwa, nie są zachwyceni widokiem córki i niechcianych wnuków. Despotyczna babka Olivia Foxworth (Ellen Burstyn) zamyka dzieci na strychu, a w tym czasie jej córka próbuje zdobyć przebaczenie ojca i odzyskać rodzinny majątek. Uwięzione rodzeństwo czeka na chwilę, aż będzie mogło opuścić pokój na poddaszu.

Film tak samo jak książka wywarł na mnie wielkie wrażenie.
Nie mogłam się doczekać aż,go obejrzę do drugiej części siądę jak przeczytam kolejny tom.
Muszę się wstrzymać gdyż,wolę najpierw przeczytać książkę póżniej film obejrzeć.

Czasami wierne trzymanie się fabuły książki na podstawie, której powstaje film służy dziełowi, przykład? "Lśnienie". Kubrick wykorzystał tylko główne wątki powieści Kinga i dorzucił sporo od siebie.

Jednak... Taki manewr w przypadku "Kwiatów na poddaszu" się nie sprawdził. Głównym nośnikiem fabuły powieści Andrews był motyw klątwy kazirodztwa, która spadła na rodzinę Dollanganger'ów. Corrine związała się ze swoim wujem. W wyniku tego małżeństwa urodziło się czworo dorodnych dzieci. Jednak rodzice Corrine nigdy nie zaakceptowali tego świętokradzkiego związku. W momencie gdy mąż Corrine umiera, a ona zostaje bez środków do życia zmuszona jest wrócić do rodzinnego domu, aby na powrót wkupić się w łaskę rodziców. Szczególnie ojca. Surowy dziadzia nie może dowiedzieć się o istnieniu wnucząt. Wyrodna matka do spółki z fanatyczną babcią zamykają więc dzieci w kalustorfobicznym pokoju, z którego mogą wychodzić jedynie na poddasze. W książce dzieci spędzają tam kilka ładnych lat. W filmie- około roku. Ale to nie jest najważniejsze. W filmie kompletnie pominięto wątek kolejnego kazirodczego romansu w rodzinie. Odizolowane, dorastające rodzeństwo zaczyna przekraczać granice. Brak jakichkolwiek bodźców z zewnątrz (po za TV) sprawia iż Cathy zakochuje się w jedynym dostępnym jej męskim osobniku, własnym bracie. On zakochuje się w niej jeszcze goręcej. Jak można było to pominąć w filmie? Jeffrey Bloom reżyser i scenarzysta w jednej osobie całkowicie wymiksował się z tego wątku skupiając się raczej na kwestii samego porzucenia dzieci przez matkę. W ten sposób, choć pozornie trzymał się fabuły powieści wyciął jej najważniejszą część. W powieści Virginii Andrews wielokrotnie czytamy słowa Cathy mówiącej o klątwie, grzechu.
Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu książka niż film. Pomijając już absurdalne filmowe zakończenie, całemu obrazowi w moim odczuci zabrakło realizmu.
Pod względem stylu, powieści Andrews nie można nic zarzucić. Książkę czyta się "jednym tchem". Nie jest to może jakieś wyśmienite pióro ale narracja Cathy jest przekonująca.
Żeby nie pozostawiać wątpliwości, "Kwiaty na poddaszy są połączeniem thrillera i dramatu z horrorem nie mają nic wspólnego.
Nie przeczę że,tak jak od książki od filmu też nie mogłam się oderwać.
Cudowny i rewelacyjny a nawet mnie trochę zaskoczył,czytając ciut inaczej sobie wyobrażałam aktorów .
Teraz się zabieram za czytanie kolejnego tomu,następny film po przeczytaniu książki.

Troszku mojej pozezji także o książkach :)

Wiecie że,uwielbiam pisać i nie przeczę że,o książce ,,kwiaty na poddaszu"też powstał wiersz!
Zaprezentuje wam ten i kilka innych wierszy niedawno napisanych.


Pewnego dnia,poznałam marzeń moc.
Miałam duże łóżko i ciepły koc.
Już zimno mi wcale nie było,
nawet w ciemnym pokoju
zrobiło się miło.
Lecz klucz do mego lepszego świata,
odebrano mi bez pytania.
I wolność mą na ciemnym strychu zamknięto,
moje życie jakby pominięto.
Już kolejna kropla łez,
na policzku mym świeci.
Nic już,mnie w tym
świecie nie cieszy.
A kiedyś było inaczej,
miałam marzeń wiele.
Byli przy mnie moi rodzice i przyjaciele,
teraz nawet to mi odebrano.
Jakbym była nikim,
więc siedzę tu sama,
kolejną to już noc.
Nawet nie mam siły w rękę coś wziąć,
Może otworzą kiedyś te drzwi
i pozwolą na ziemi spokojnie mi żyć.

Ludzie mili,co wyście z tym światem zrobili?
Że, wokół panuje szczęście!
Ja was,w mym niebie nie zmieszczę.
Ale,dobro jest potrzebne każdemu,
czy to bogatemu czy biednemu.
Więc otwieram wam,bramy nieba
niczego wam do szczęścia więcej
nie potrzeba.




Gdy popołudniowa godzina
zbliża się na zegarze,
wtedy ja o czytaniu
tylko marzę.
Bo czytanie to wielka przygoda
dużo frajdy mi to doda.
Książek wiele swych posiadam,
z wielką chęcią do nich siadam.
Czytać lubię od małego,
dla moich bliskich, to nic dziwnego.
Oni książki mi z chęcią kupują
wiedzą że, u mnie się nie zmarnują.
Bo kochać książki ,to nie tylko
je posiadać.
Ale dbać o nie, nikomu nie oddawać.


Wiele lat temu,mama pokazała
mi ten świat.
Zaprowadziła do krainy,gdzie
książek było wiele,
jak kwiatów na łące.
Zapach ich unosił się
w całej bibliotece.
I od tego dnia już,
wiedziałam że,czytać będę chciała.
Dni i lata mijały
a moje zapały do czytania,
się nie zmieniały.
Zawsze głodna wiedzy byłam,
czytać się nie wstydziłam.
Bo czytanie,to niezapomniana przygoda,
wyobraźnię rozbudza
i wiedzy doda.
Ja,czytam tego się nie wstydzę,
czytanie uszlachetnia,
bardzo dobrze wiem czemu to piszę.

Wstrząsająca opowieść rodzeństwa więzionego na poddaszu

Kobieta wiąże się ze swoim wujkiem, biorą ślub. Ojciec wyrzeka się jej ze względu na popełniony grzech, więc wyjeżdża i nie utrzymuje kontaktów z krewnymi. Ona, jej mąż i czwórka dzieci tworzą idealną, kochającą się rodzinę. Pewnego dnia staje się coś, co zmusza kobietę do podjęcia trudnej decyzji. Decyzji, która odmieni na zawsze życie jej dzieci.

Nie chcę zdradzać nic więcej na temat fabuły, mimo że sporo osób raczej zna już tę książkę, bo są pewnie i takie, które jej lekturę mają jeszcze przed sobą, więc po co pisać więcej.

Po przeczytaniu tej powieści pierwsze, co przyszło mi na myśl to: wow. Wow, jaka dobra. Wow, jaka smutna. Wow, jak można być taką matką. Wow, jak można być takim człowiekiem. Wow. Wstrząsnęła mną. Nieczęsto mam kaca książkowego, ale po "Kwiatach na poddaszu" zdecydowanie się pojawił.

Nigdy nie przepadałam za dziecięcą narracją, jednak tutaj pasowała ona do całości. Czasem Cathy mnie denerwowała, ale mimo wszystko zdobyła moją sympatię. Każde z dzieci ją zdobyło. Chrisa, najstarszego i chyba najbardziej odpowiedzialnego, od razu polubiłam, a małe bliźnięta pokochałam. Za to ze starszych postaci żadna na sympatię nie zasługuje...

Powieść porusza bardzo ważne tematy, bardzo trudne tematy. Jednocześnie daje czasem powody do uśmiechu, przeważnie jednak odczuwałam ogromny smutek ze względu na sytuację dzieciaków, na brak miłości, zainteresowania, na obojętność starszych, ich hierarchię wartości. Cały czas o niej myślę, o tym, jak można być kimś takim... Wywołuje przeróżne, skrajne emocje, od wściekłości i gniewu, przez żal i współczucie, do rozbawienia.
Książka bardzo szybko się czyta, nie ma tu ani jednego nudnego rozdziału. Jest napisana bardzo jasnym i zwięzłym językiem, opisy są skupione na rzeczach ważnych, a nie krajobrazach czy wystrojach, jednak pozwalają nam wyobrazić sobie pokój w którym mieszka rodzeństwo. Duży , ale zagracony z obrazem piekła na ścianie. Może fakt, że w książce jest narracja pierwszoosobowa sprawia, że jest łatwa w odbiorze.
Gdybym miała ją ocenić w skali ocen od 0 do 10, dała bym 9, ze względu na mało prawdopodobny romans między rodzeństwem i momentami bardzo przygnębiające fragmenty. „Kwiaty na poddaszu„ kończą się w momencie, gdy Dollangangerowie opuszczają rodzinny dom swojej matki i pragną już tylko we trojkę zacząć żyć na wolności. W tym momencie należy sięgnąć po drugi tom „Płatki na wietrze".
Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio przeczytałam.

Muszę przyznać, że w życiu widziałam już wiele rzeczy. Większość z nich dotyczyła istot, które dla swoich najbliższych powinny stać się najpiękniejszym darem na świecie. Niestety coraz częściej obserwujemy sytuacje, w których dzieci zmuszone są cierpieć za przewinienia rodziców. Objawiają się one w różnoraki sposób, jednak fakty mówią same za siebie. Podejrzewam, iż nigdy nie będę w stanie tego zrozumieć, a i wielu spośród was zmaga się z podobnymi odczuciami. Czasami zastanawiam się, czy sprawiedliwość istnieje i czy posiada ona w ogóle rację bytu. Bardzo często mam wrażenie, iż te lata odeszły już dawno w zapomnienie, a przewagę nad tym wszystkim obejmuje bezkarność połączona z bezwstydnością...

Zakochałam się!!
Można tak ująć moją fascynację tą książką,gdy tylko ją zaczęłam czytać od samego początku nie mogłam się od niej oderwać,czytając ją czułam się jak zahipnotyzowana .
Dużo dobrego słyszałam o tej książce i już od jakiegoś czasu, chciałam ją przeczytać tylko nie mogłam jej znaleźć w bibliotece aż,w końcu znalazłam.
Ten dreszczyk emocji w trakcie czytania,był fantastyczny.I dłużej czytałam,tym bardziej się nie mogłam oderwać.

Zabieram się za kolejny tom:)

sobota, 23 kwietnia 2016

Książka budząca człowieka do życia

Piękna, nostalgiczna okładka tej książki skojarzyła mi się z opowieścią o przemijaniu. Kładką między przeszłością a przyszłością. A czym jest naprawdę ta opowieść?


Filip ma wszystko. Pracę, którą uwielbia, żonę, którą kocha, piękne mieszkanie i bezpieczeństwo materialne. Lecz pewnego dnia to wszystko się kończy. Negatywne wyniki corocznych badań wykazują, że nie może już pilotować samolotów. A ukochana żona stwierdza, że ma dość nudnego życia w oczekiwaniu na jego powroty. Po osiemnastu latach stabilizacji traci wszystko na czym mu zależało. Nic więc dziwnego, że pewnego dnia jego serce odmawia posłuszeństwa. Zawał sprawia, że Filip zostawia wszystko i wyrusza przed siebie, bez celu, bez planu, bez żadnych oczekiwań. I ląduje w Bieszczadach, gdzie od przypadkowo spotkanego mężczyzny odkupuje zaniedbany pensjonat.Jak ta zmiana wpłynie na jego życie?

Opowieść snuta przez autorkę obejmuje rok życia w Magnolii, podczas którego Filip wiele się nauczy i wiele w jego życiu się zmieni. Poznamy cztery różne kobiety, każda z nich opowie nam swoją nietuzinkową historię. I tak poznamy oddaną pracy Czesię, która została sama a jej jedyną radością jest praca w pensjonacie Doris-tajemnicza młoda kobieta, która zjawiła się pewnego dnia w Magnolii i już tam pozostała. Marlena-cyniczna, zgryźliwa czterdziestolatka czy może wrażliwa, szukająca spokoju kobieta. I Olga- zajmująca się sparaliżowanym mężem, zawsze uśmiechnięta i oddana mężowi. A także Tośka- mała dziewczynka snująca opowieść o prawdziwej miłości.

Całą historię poznajemy z ust Filipa, który na opuszczonym dworcu opowiada tą opowieść przypadkowo spotkanemu mężczyźnie.Powieść jest momentami zabawna, momentami smutna, życiowa i taka zwyczajnie prawdziwa. Każdy z nas nosi w sobie jakiś smutek, tajemne marzenie, tragiczną przeszłość. I każdy z nas w jakimś stopniu udaje przed innymi kogoś, kim naprawdę nie jest.Dobrze mi się czytało tą książkę. Ciekawi bohaterowie, dowcipne dialogi, kilka fajnych życiowych opowieści. Książka nie porywa akcją, ale zaciekawia i w pewnym stopniu nawet zaskakuje.
Polecam miłośnikom powieści obyczajowych, ciekawych historii z życia wziętych i bieszczadzkich klimatów.


Mówi się, że najlepszym azylem człowieka jest zacisze domowe i jego cztery kąty, ale co zrobić, gdy przestaje on radzić sobie z emocjami i problemami, tym samym czując się jak sardynka w puszce? W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem wydaje się być ucieczka na łono natury, najlepiej w góry, gdzie piękny krajobraz i świeże powietrze potrafią zmienić tok myślenia, a nawet życie, tak jak w przypadku głównego bohatera "Magnolii".


Książka cudowna,lekka w sam raz na wiosenne wieczory.
Przy takich książkach jak ta,zawsze przenoszę się myślami na wieś do mojej babci,gdzie jest spokój cisza i cudowny krajobraz.
Czytając ,,Mangolię"czułam się jak bezbronne dziecko które,czeka tylko na spełnienie marzeń.

Światowy dzień książki









To doroczne święto ustanowione w 1995 roku przez UNESCO, mające na celu promocję czytelnictwa, edytorstwa i ochronę własności intelektualnej prawem autorskim. Pomysł święta zrodził się w Katalonii. W 1926 roku wystąpił z nim wydawca, Vicente Clavel Andrés.  23 kwietnia jest tam hucznie obchodzonym świętem narodowym, jako dzień jej patrona – Świętego Jerzego. Zgodnie z długą tradycją w Katalonii obdarowywano w ten dzień kobiety czerwonymi różami, mającymi symbolizować krew pokonanego przez Św. Jerzego smoka. Z czasem kobiety zaczęły odwzajemniać się mężczyznom podarunkami w postaci książek.

23 kwietnia to również symboliczna data dla literatury światowej. W tym dniu w 1616 r. zmarli Miguel de Cervantes, William Shakespeare i Inca Garcilaso de la Vega (przy czym datę śmierci Shakespeare’a podaje się według kalendarza juliańskiego, a pozostałych dwóch – według gregoriańskiego). Na ten sam dzień przypada również rocznica urodzin lub śmierci innych wybitnych pisarzy, np. Maurice’a Druona, Halldóra Laxnessa, Vladimira Nabokova, Josepa Pla i Manuela Mejía Vallejo. W Hiszpanii Dzień Książki jest świętem oficjalnym już od roku 1930. Od 1964 r. tradycja ta kultywowana jest we wszystkich krajach hiszpańskojęzycznych. Obecnie Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich celebrowany jest na całym globie.



Data 23 kwietnia jest związana z rocznicą urodzin lub śmierci kilku wielkich pisarzy: Szekspira, Cervantesa, Druona, Nabokova. Tego dnia w Hiszpanii każdy kupujący książkę dostaje w prezencie różę. Ten zwyczaj przejęły też niektóre polskie księgarnie biorące udział w Światowym Dniu Książki. 













Obiecany wiersz o książce

Wiele dobra jest na świecie,
lecz czy wszyscy o tym wiecie?
Że,to w książce najlepsze dobro znajdziecie!
Książka,nie wyśmieje,nie obrazi,nie pokrzycz,nie urazi.
Za to wiele nas nauczy dobrego!!
Czy sięgasz po nią mój drogi kolego?
Czy zachwycasz się jej światem,jej urokiem,aromatem.
Czy zachęcasz byście żyli jak przyjaciele?






Gdy szarość życia ogarnia mój maleńki i szary świat,
zabieram książkę i odchodzę gdzieś w dal..
Tam,nie błądzę,nie uciekam.
Bo tam,mnie lepszy świat czeka.



Ludzie czy wy wiecie?
Że,największą wiedzę w książce znajdziecie.
Tam,wielki świat na mnie czeka,ja od niego nigdy nie uciekam.
Bo móc czytać,to coś pięknego.
Spróbuj a się przekonasz że,to nic złego.
A daje wiele dobrego.



Wiele lat temu,mama moja pokazała mi ten świat.
Zaprowadziła do krainy gdzie książek było wiele,jak kwiatów na łące.
Zapach ich unosił się w całej bibliotece.
I od tego dnia już wiedziałam że, czytać będę chciała.
Dni i lata mijały a moje zapały do czytania się nie zmieniały.
Zawsze głodna wiedzy byłam i czytać się nigdzie nie wstydziłam.
Bo czytanie, to niezapomniana przygoda, wyobraźnię wzbudza i wiedzy dodaje.
Kto raz zacznie książki czytać,ten nigdy nie przestaje.
Ja czytam i tego się nie wstydzę,czytanie mnie uszlachetnia.
Bardzo dobrze wiem czemu to pisze:)
Gdy popołudniowa godzina zbliża się na zegarze,
wtedy ja o czytaniu tylko marze.
Bo czytanie to wielka przygoda,dużo frajdy mi to doda.
Książek wiele swych posiadam i z wielką chęcią do nich siadam.
Czytać lubię od małego,dla moich bliskich to nic dziwnego!
Oni mi książki z chęcią kupują,wiedzą że,to moje życie
i że,u mnie się nie zmarnują.
Bo kochać książki to nie tylko je posiadać
ale,dbać o nie i nikomu ich nie oddawać.
Jestem osobą ,co świat w książkach poznaje.
Jestem osobą ,co książek nikomu nie oddaje.
Jestem osobą ,dla której książki znaczą wiele.
Bo wszystkie książki to moi przyjaciele.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Książkowe cytaty :)


Cześć!!
Zbliża się,światowy dzień książki a ja dzisiaj wam zaprezentuje książkowe cytaty te,co mnie najbardziej ujęły za serce,a w światowy dzień książki powiem wam o mojej ulubionej książce i postaram się napisać wiersz:)


Za książką kryje się autor. Jego pisanie jest, więc zawsze listem do czytelnika. Piszemy zazwyczaj listy do przyjaciół. Książka jest listem autora do przyjaciela.


"Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać."

Nic tak nie zabija czasu jak książka. (Cesare Pavese)







"Książki kochają każdego, kto je otwiera, dając mu poczucie bezpieczeństwa i przyjaźń, niczego w zamian nie żądając.W końcu tego właśnie szukamy w książkach: wielkich uczuć, które nigdy nie stały się naszym udziałem, i wielkiego bólu, którego łatwo się pozbyć, zamykając książkę."

"Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie."


,,Książka jest lustrem do innego świata"

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Muzycznie

Dzisiaj będzie sentymentalnie,gdyż wróciłam do wspomnień i zespole Dżem.
Pamiętam że,jak pierwszy raz usłyszałam piosenkę do kołyski łza mi się w oku zakręciła i za każdym razem gdy,słyszę tę piosenkę ciarki mam na plecach i łzy w oczach.









Dżem to legenda polskiego bluesa i blues rocka, twórcy niezapomnianych przebojów "Whisky" i "Czerwonego jak cegła". Tyski zespół Dżem zasłynął w latach 80., ale jego początków należy szukać w pierwszej połowie wcześniejszej dekady.
Grupa Dżem narodziła się w 1973 roku za sprawą braci Benedykta "Bena" (gitara basowa) i Adama (gitara) Otrębów, Pawła Bergera (klawisze) i Aleksandra Wojtasiaka (perkusja). Panowie muzykowali w klubach, grali na zabawach i potańcówkach. Wkrótce dołączył do nich wokalista, grający również na harmonijce ustnej Ryszard Riedel, który później stał się jednym z najbardziej charyzmatycznych frontmanów w historii polskiej muzyki. Zespół w tym okresie nie miał własnego repertuaru, grywał covery Cream, Santany czy Rolling Stonesów. Nie miał również nazwy, ale to miało się zmienić za sprawą przypadku. Jak podaje oficjalna biografia: "Dopiero, gdy sytuacja zmusiła do zapełnienia wolnego miejsca na plakacie, stanęło na nazwie Jam, bo na czymś stanąć musiało. A Jam wziął się od jammowania. Polski zapis nazwy trafił się - zupełnym przypadkiem, kierującym ręką organizatorki jednego z koncertów - w roku 1974".

Pierwsze lata to przede wszystkim częste roszady personalne. Doszło nawet do tego, że przez pewien czas ze składu wypadli Beno Otręba, Paweł Berger, zaś Adam Otręba częściej pojawiał się na próbach formacji Kwadrat. Motorem poczynań Dżemu w tym czasie byli Riedel i perkusista Leszek Faliński. Za ich sprawą powstały pierwsze autorskie piosenki zespołu. Dzięki perswazjom Riedla i Falińskiego Dżem wystąpił w 1980 roku na festiwalu w Jarocinie, stając się jego odkryciem. Poza wymienioną dwójką, basistą Tadeuszem Falińskim (bratem Leszka) i Adamem Otrębą w Jarocinie zagrał również gitarzysta Jerzy Styczyński. Niestety, niedługo po festiwalu z Dżemem pożegnali się Falińscy, który nie wierzyli w potencjał zespołu. W roku 1981 skład grupy w miarę się ustabilizował, dzięki czemu mogła ona częściej grać koncerty.
Występy przed publicznością wywoływały aplauz publiczności, z którą od początku znakomity kontakt miał Riedel. Dżem olśnił fanów między innymi na Rawie Blues, Rocku Na Wyspie, czy na Muzycznym Campingu w Brodnicy. Stabilizacja personalna umożliwiła również realizację pierwszych nagrań studyjnych. W tym okresie zarejestrowano między innymi takie nieśmiertelne przeboje, jak "Paw" i "Whisky". Ukazały się one na singlu w 1982 roku. Dżem nie mógł jednak przekonać do siebie medialnych decydentów, pomimo tego, że cieszył się sporą popularnością, a na jego koncerty publika stawiała się tłumnie. Na kolejnego singla śląskiej grupy trzeba było czekać niemal dwa lata. W 1984 roku na małej winylowej płytce znalazły się kompozycje "Dzień, w którym pękło niebo" i "Wokół sami lunatycy". Przez pewien czas Dżem grał mniej, zaś Riedel zaangażował się we współpracę z Krzakiem. Sytuacja zespołu zaczęła się poprawiać, gdy opiekę menedżerską roztoczył nad nim Marcin Jacobson. Poza powrotem do aktywniejszej działalności koncertowej, formacja zarejestrowała w 1984 roku na żywo na świnoujskiej FAMIE kasetę "Dżem", zaś rok później pojawiła się płyta "Cegła", dziś będąca w kanonie polskiego rocka. Na krążku znalazły się same hity Dżemu, z "Whisky", "Czerwonym jak cegła", "Oh, Słodka" i "Kim jestem" na czele. Na singlu z kolei pojawiły się piosenki "Skazany na bluesa" (dedykowany Ryszardowi "Skibie" Skibińskiemu, zmarłemu muzykowi Kasy Chorych) i "Mała Aleja Róż". W 1985 roku Dżem po raz pierwszy zagrał koncerty poza Polską - w Szwajcarii, Jugosławii i NRD, zaś w następnym roku uraczył fanów nagraną w krakowskim Teatrze STU koncertówką "Absolutely Live". Albumowi towarzyszył singel nagrany na samym koncercie - "Człowieku co się z tobą dzieje"/"Czerwony jak cegła". Rok 1986 przyniósł też niemiłe zdarzenie. W łonie zespołu pojawiła się "frakcja narkotykowa", czyli Riedel i perkusista Michał Giercuszkiewicz. Drugi niebawem pożegnał się z Dżemem. Najpierw, na sesję nagraniową, zastąpił go Krzysztof Przybyłowicz, a później na stałe Marek Kapłon (eks-TSA). Niestety, Rysiek pozostał pogrążony w nałogu i nie wydobył się z niego aż do śmierci.

Od mniej więcej 1987 roku wokaliście niejednokrotnie zdarzało się opuszczać lub zawalać koncerty. Dlatego też Dżem zaczął korzystać z pomocy przyjaciół, m.in. Irka Dudka, Moniki Adamowskiej i Tadeuesza Nalepy, z którym pojawił się m.in. w Jarocinie i na Rawie Blues. W chwilach lepszego zdrowia Riedel nagrywał z zespołem single i płyty. Ale wokalista był w tym czasie człowiekiem trudnym do opanowania, zarówno w studiu, jak i na scenie. Stąd też, pod koniec lat 80., zespół współpracował dość często z wokalistkami. Na transmitowanym równolegle w radiu i telewizji koncercie "Dżem i przyjaciele" śpiewała z zespołem Małgorzata Ostrowska, w ZSRR Martyna Jakubowicz. W 1989 roku ukazała się płyta "Najemnik". Jej sesja nagraniowa nie była łatwa dzięki Riedlowi. Jednak na krążku znalazły się kolejne z nieśmiertelnych kompozycji Dżemu - "Modlitwa III", "Wehikuł czasu", "Harley". Również w 1989 roku Dżem dał wielki koncert w katowickim Spodku z okazji 10-lecia istnienia, po którym zakończyła się współpraca zespołu z Marcinem Jacobsonem. Od tej pory interesami grupy zajmował się Leszek Martinek. Ponieważ w Polsce była już inna rzeczywistość gospodarcza, powstała Spółka Cywilna "Dżem". Zmianie uległ też skład. Do Dżemu dołączył znakomity perkusista Jerzy Piotrowski (m.in. SBB). Już z nim nagrano krążek "Detox", zaliczany do największych osiągnięć zespołu, z Listem do M" i "Snem o Victorii". Na jednym wydawnictwie zebrano też wszystkie single Dżemu. Krążków śląskiej grupy zaczęło pojawiać się coraz więcej, m.in. z piosenkami w wersjach akustycznych. Niestety, wykorzystanie w pełni istniejących możliwości uniemożliwiał pogarszający się stan zdrowia Riedla. 30 lipca 1994 wokalista zmarł z powodu niewydolności serca, a przyszłość zespołu stanęła pod znakiem zapytania. Ostatnim albumem, na którym Rysiek zaśpiewał, był wydany w 1993 roku "Autsajder". Po raz ostatni na scenie z Dżemem stanął 16 marca 1994 w Krakowie.

Muzycy postanowili jednak kontynuować działalność, a następcę zmarłego charyzmatycznego frontmana znaleźć w drodze konkursu. Wygrał go Jacek Dewódzki, który współpracował z Dżemem przez pięć lat, nagrywając z zespołem między innymi albumy "Kilka zdartych płyt", "Pod wiatr", występując na pamiętnym koncercie w Spodku z okazji pierwszej rocznicy śmierci Riedla. Występ udokumentowano potrójnym wydawnictwem "List do R. na 12 głosów". W 1998 roku Dżem wystąpił na Stadionie Śląskim w roli supportu swoich idoli, The Rolling Stones, a także zagrał cykl koncertów z orkiestrą i chórem, wyprawił się też za ocean. Ostatnią płytą z Dewódzkim w roli wokalisty była "Być albo mieć". Przy mikrofonie zastąpił go Maciej Balcar. Na żywo zadebiutował z Dżemem na Tyskim Festiwalu Muzycznym im. Ryśka Riedla. Maciej sprawdził się doskonale. Jednak na nowe nagrania zespołu z jego udziałem trzeba było poczekać. Zanim się pojawiły, do rąk fanów trafiło kilka kompilacji i DVD, a także wznowienia starych albumów. Aż w końcu ukazał się oczekiwany nowy krążek, "2004". Znalazła się na nim przebojowa ballada "Do kołyski". Znów wszystko wydawało się być na dobrej drodze... Niestety, 27 stycznia 2005 roku bus, którym muzycy wracali z koncertu, miał pod Jaworznem wypadek. Zginął w nim Paweł Berger. Dżem, można powiedzieć, że zaprawiony w pokonywaniu nieszczęść, zdecydował się grać dalej, a następcę Pawła znalazł w osobie Janusza Borzuckiego. Chrzest koncertowy w grupie przeszedł on podczas cyklu koncertów promujących wejście na ekrany filmu o Ryśku Riedlu "Skazany na bluesa" w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego, z przekonującą główną rolą Tomasza Kota. W rocznicę śmierci Pawła Bergera zorganizowano w Zabrzu koncert z udziałem gości, w tym m.in. Jacka Dewódzkiego i Sebastiana Riedla, syna Ryśka, lidera zespołu Cree. Wydarzenie uwieczniono na płycie "Pamięci Pawła Bergera".

14 sierpnia 2008 zespół wystąpił na Skwerze Kościuszki w Gdyni jako support Erica Claptona. Niespełna rok później pojawił się na upamiętnionym w kilku formatach koncercie "Breakout Festival 2007", na którym zagrał kilka piosenek z udziałem Józefa Skrzeka. O Dżemie i jego charyzmatycznym wokaliście powstało kilka książek. Dwie z nich są autorstwa dziennikarza muzycznego Jana Skaradzińskiego - "Dżem. Ballada o dziwnym zespole" i "Rysiek". W 2010 roku ukazał się nowy album zespołu - "Muza", który pokrył się platyną.


Czasami warto posłuchać dobrej,polskiej muzyki:)

sobota, 16 kwietnia 2016

Filmowa sobota

Cześć!!
Szukałam dzisiaj natchnienia i czegoś co poprawi mój humor.
Znalazłam ciekawy film zaraz wam powiem dlaczego.



Autyzm - to całościowe zaburzenie rozwoju

w którym, istotną rolę odgrywa działanie mózgu.

Do typowych cech należą :  problemy z komunikacją

uczuć i związkami społecznymi.






Wszystko, czego pragnie Thomas, to normalna dorosłość. Jednak jego autystyczny brat Charlie skutecznie jego marzenia udaremnia. Czy Thomas, z pomocą swojej dziewczyny Jackie, zaakceptuje swojego brata?

Cudowny film!
Zawsze jak oglądam takiego typu filmy są, dla mnie bardzo przejmujące i za każdym razem płaczę.
Jednak ten film mnie oczarował,

"Czarny balonik" to historia rodziny Mollisonów, której życie koncentruje się wokół autystycznego Charliego. Wprawdzie na pierwszy plan wysuwa się postać brata Charliego, 16-letniego Thomasa, to główną bohaterką filmu jest właśnie rodzina jako całość, gdyż nic w zasadzie nie dzieje się poza nią. Poczucie wspólnoty jednoczy Mollisonów w starciu z gorzką rzeczywistością, gdzie ludzie w jakikolwiek sposób odróżniający się od innych są napiętnowani. I nie chodzi tu tylko o niepełnosprawność - jak pokazuje już na początku filmu reżyserka, wystarczy nie mieć chociażby odpowiednich kąpielówek na basenie, by stać się pośmiewiskiem.
Thomas powoli przestaje akceptować fakt, że wszystko, co robi rodzina, robi ze względu na Charliego. Thomas wie, że musi stać niejako w drugim szeregu i rozumie, że jego autystyczny brat wymaga ciągłej opieki i uwagi, a rodzina nie zrobi niczego ze względu na Thomasa. Charlie monopolizuje zwłaszcza czas i energię, jaką poświęca rodzinie matka (Toni Collette). Nie liczy się fakt, że jest w zagrożonej ciąży, liczy się tylko Charlie. To przez Charliego Thomas sam staje się w pewnym stopniu wykluczony ze społeczeństwa - nie może ot tak zaprosić dziewczyny do domu, gdyż jej obecność za bardzo podnieciłaby Charliego. Kiedy w szkole wychodzi na jaw, że Thomas ma autystycznego brata, sam staje się pośmiewiskiem wśród kolegów.
Po tym, jak następuje punkt kulminacyjny filmu (w którym bracia za pomocą agresji wyładowują na sobie całą wzajemną niechęć), Thomas zaczyna godzić się z sytuacją, w której się znajduje. Jednak dopiero w świetnym finale weźmie w pełni odpowiedzialność za brata, ale też zacznie traktować go jako równego sobie. Otóż w czasie przedstawienia teatralnego, w którym gra Charlie, Thomas jest zmuszony towarzyszyć bratu na scenie przed pełnym audytorium . Dopiero kiedy Thomas znajdzie się w takim samym położeniu, jak Charlie, zrozumie, co to znaczy być odrzuconym przez społeczeństwo. Jednak to zakończenie nie jest tak do końca optymistyczne, jak mi się wydawało. Otóż tak naprawdę niezwykle rzadko mamy szansę znaleźć się na miejscu "innego" i zrozumieć jego sytuację, dlatego uprzedzenia w stosunku do ludzi różniących się od ogółu będą wiecznie żywe.
Jest to film o bezgranicznej miłości która,jest wstanie przejść wszystko,ale i nienawiści, wzrastającej agresji i bezsilności.


Rodzina posiadające,niepełnosprawne dziecko w tym przypadku autystyczne,musi liczyć się z tym że, ludzie mogą się wyśmiewać i wytykać palcami.
Muszą być gotowi na wszystko.


Ja wiem coś o tym choć nie jestem osobą autystyczną,wiem co to znaczy być wyśmiewana poniżana.
Moja choroba jest ciut inna.
Gdyż ja mam dziecięce porażenie mózgowe,też dużo przeszłam ale,nigdy się nie poddałam zarówno ja jak i moi rodzice,rodzina.

Uwielbiam takie filmy,choć przyznam że, poleciała mi łezka ale,był cudowny polecam!!

środa, 13 kwietnia 2016

dzień czekolady

Hej!
Wczoraj był światowy dzień czekolady:)
„Nie wierzcie, że czekolada jest substytutem miłości. Miłość to substytut czekolady.”
„Nie ma nic lepszego niż przyjaciel, oprócz przyjaciela z czekoladą.”

Zapytała mała Ada:
Skąd się bierze czekolada?
Słodka, pyszna i pachnąca,
taka twarda i lejąca?
Mama Ady pomyślała i 
tak córci powiedziała:
nasza Ziemia lasy skrywa,
tropikami je nazywa,
rosną w nich przeróżne drzewa,
każdy ptaszek o nich śpiewa.
Jedno drzewo jest bajkowe,
bo ma ziarna kakaowe.
Dzielni ludzie je zbierają,
suszą, mielą, przerabiają.
Wysyłają je w świat cały,
żeby ludziom radość dały.
Czekolada z nich powstanie,
to odpowiedź na pytanie!

Czekolada to życie,
Czekolada to sen.
Czekolady nie kryjcie,
Ja i tak ją zjem.

Czekolada - natchnienie,
Czekolada - marzenie.
Czekolada jest dobrem,
Kochanym szalenie!

Czekolada uśmiechem,
Czekolada jest echem.
Czekolada - zabawa,
Czekolada – karnawał.

Czekolada jest wielka,
Czekoladka dobreńka.
Czekolada – nie zerem,
Lecz bohaterem. 

Biała, czarna, i mlecznieńka, 
Zawsze będzie pyszniuteńka


Pamiętajcie o zjedzeniu dzisiaj choć kawałeczka czekolady.

Kolejna zaskakująca książka




Główną bohaterką książki jest Callie Dunbrook –29-letnia pani archeolog, która przyjeżdża do Woodsboro , gdzie w czasie prac budowlanych odkryto cząstki ciał sprzed pięciu tysięcy lat. W czasie badań na Antietam Creek pomaga jej były mąż Jake Graystone, do którego wciąż coś czuje. Odkrycie na placu bodowy jest dla Callie życiową szansą i dużym wyzwaniem. Udziela ona wywiadów do prasy i telewizji. Jeden z tych wywiadów ogląda Suzanne Cullen. Jedzie ona do Callin i przedstawia się jej jako matka. Tłumaczy jej, że urodziła się w Maryland jako Jessica Lynn i została porwana trzy miesiące po urodzeniu z wózeczka w jednym z domów handlowych w mieście. Callie nie może w to uwierzyć i jedzie do swoich rodziców by nieporozumienie to wyjaśnić. Pod nieobecność rodziców znajduje w dokumentach ojca zapiski medyczne, z których wynika, że jej matka Vivian wydała na świat martwą córkę, a dalsze starania się o dziecko zagrażają jej życiu. Po powrocie rodziców, przyznają Callie, że w grudniu 1974 roku adoptowali ją i że adopcja odbyła się prywatnie przez prawnika. Callie za wszelką cenę chce dowiedzieć się prawdy i zatrudnia prawniczkę – Lenę Campbell, która tym samym reprezentuje przeciwników budowy osiedla w Antietam Creek. Ta zdobywa informacje, że adopcja nie miała swojego miejsca w sądzie. Postawiają odnaleźć lekarza, który przyjmował poród Suzanne, pielęgniarki, pracowników szpitala, wszystkich którzy mieliby coś wspólnego z jej porwaniem. W czasie tych poszukiwań, na placu budowy dochodzi do zabójstwa właściciela działki który, planował rozbudowę osiedla oraz do zabójstwa jednego z pracowników pomagających przy pracach wykopaliskowych. W biurze Leny dochodzi do podpalenia, a jedna z przyjaciółek Callie, która pracuje nad wykopaliskiem zostaje otruta. To i wiele innych przypadków sprowadza się do zastraszenia Callie, która dąży do odnalezienia osób mających związek z porwaniem i odkrycia prawdy, nie tylko dla samej siebie ale dla rodziców, którzy ją wychowali i Suzanne, która ją urodziła. Kto to zrobił i dlaczego? – tego nie zdradzę.
Czytając książkę, możemy poznać także Douglasa – starszego brata Callie, który zakochuje się z wzajemnością w Lenię. Pięknie opisane są relację między Vivian, a jej mężem Eliotem, oraz problemy rodzinne między Suzanne a jej byłym mężem, z którym rozstała się nie dając sobie rady po utracie córki.

"Ubranie, biżuteria i dodatki były innymi sygnałami, podpowiadającymi, z jakim typem czy kategoria człowieka miało się do czynienia."
Uwielbiam książki Nory Roberts,wszystkie są idealnie dopracowane pod każdym względem.
A ta była jak najbardziej wyjątkowa.uwielbiam jej książki.
Fajna, kolejny raz Pani Roberta mnie nie rozczarowała! Książka bardzo lekka i przyjemna!

czwartek, 7 kwietnia 2016

Ciekawostki o książkach

Cześć!!
Właśnie szperam po internecie i znalazłam,ciekawostki dotyczące książek.Taka odskocznia od ich czytania zobaczcie co ciekawego znalazłam.
W Chinach i Japonii do dziś wytwarza się prócz zwykłych książek - książki zwoje. Są to zwykle cykle obrazków malowanych ręcznie, którym towarzyszy krótki wypisany pędzelkiem tekst.
W średniowieczu za jedną ręcznie pisaną książkę można było kupić kilka wiosek. Okładki i brzegi takich książek wykańczane były złotem i drogimi kamieniami. 
Najdroższą książką na świecie jest amerykańskie 4-tomowe dzieło o tytule "Ptaki Ameryki". Na aukcji w Nowym Jorku sprzedane za 8 milionów 802 tysiące 500 dolarów.

23 kwietnia od 1996 roku obchodzony jest na całym świecie jako Dzień Książki i Praw Autorskich. Data ta jest datą symboliczną. 23 kwietnia urodzili się lub odeszli znani pisarze, m.in.: Cervantes, Szekspir, Nabokow, Vallejo. Dzień 23 kwietnia wiąże się również z katalońskim obyczajem. Każdy mieszkaniec Katalonii w dniu św. Jerzego – patrona tego regionu – obdarowywał swoich bliskich książkami i różami.
W bibliotece Oxford długość wszystkich regałów, na których znajdują się książki w bibliotece na Uniwersytecie Oxfordzkim w Anglii liczy 100 km.


 Duma i uprzedzenie nosiła pierwotnie tytuł Pierwsze wrażenia.
 J.R.R. Tolkien napisał na maszynie całą trylogię Władcy Pierścieni używając tylko dwóch palców.
Władimir Nabokow pisał Lolitę w trakcie wycieczki po Stanach, podczas której zbierał motyle. Zamierzał spalić nieukończone jeszcze dzieło, ale powstrzymała go przed tym żona.
 Najczęściej przenoszoną w realia filmu postacią książkową jest Sherlock Holmes.

Sama się dziwie ja jedyna w domu czytam książki nałogowo!!
Od jakiegoś czasu jak widzieliście moja biblioteczka się powiększa,co mnie bardzo cieszy ale,i tak odwiedzam bibliotekę i szukam ciekawych książek.
Czytajcie,bo czytanie to najlepsza rzecz moim zdaniem jaka,jest na świecie.
Gdzie poznacie coś fascynującego co pobudzi waszą wyobraźnię,no oczywiście że,tylko i wyłącznie w książce.

Miłego czytania i pamiętajcie że,czytanie pobudza wyobraźnie i  zabiera nas do innego, lepszego,nieznanego świata.

środa, 6 kwietnia 2016

Grypa złapała i mnie

Cześć!!
Wiosna w pełni a ja leże,wszystko mnie boli,głowa mnie boli i nic mi się nie chce.
Wiedziałam że,tak się to skończy zaczęło się od tego że,moja siostra przyjechała na weekend chora.I starałam się jak mogła, żeby mnie nic nie wzięło a tu klapa.Myślałam że,to od tego że,od kliku dni noszę okulary ale,niestety to nie od  tego.
Już wczoraj się kiepsko czułam a w nocy już miałam gorączkę,rano już było wiadomo że,ze mną jest coś nie tak.
Rodzice zawieźli mnie lekarza i niestety ale,mam grypę masakra.
Strasznie się czuje piję herbatę z miodem i cytryną :)

Nie lubię chorować,zwłaszcza gdy wiosna w pełni i mogłabym ten czas spędzić bardziej aktywnie ale,niestety trzeba się porządnie wykurować.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Moje książki

Cześć!!
Prawie każdy miłośnik książek na blogu prezentuje swoją prywatną biblioteczkę,ja po wielu zmaganiach i przeróbkach w pokoju w końcu mam miejsce gdzie,stoją tylko i wyłącznie moje książki:)Pokażę wam to z bliska i daleka:)
































Jest tego,a że,ja nie jestem aż,taką profesjonalistką  w robieniu zdjęć także wyszły jak wyszły. Wybaczcie że,nie są aż takiej dobrej jakości ale widać:)
Najważniejsze że,w końcu udało mi się zrobić.

piątek, 1 kwietnia 2016

Podsumowanie marca

Czas podsumować czytelniczy marzec oto co przeczytałam:)
Ten miesiąc był wyjątkowy w podróże po Toksanii,gdyż bardzo mi się ten kraj spodobał i w końcu skusiłam się na przeczytanie:)


1. Frances Mayes ,,Pod słońcem w Toskanii"
2. Frances Mayes ,,Codzienność w Toskanii"
3. Frances Mayes ,,Bella Toskania"
4.Jerzy Stuhr ,,Stuhrowie. Historie rodzinne"

Cudowne 5 tygodni marca  umilały mi te cudowne książki,polecam:)

W środku zimy najlepsze są książki o lecie i wakacjach :)

Nie boję się powiedzieć otwarcie, że uważam tę pozycję za najlepiej napisaną współcześnie polską powieść obyczajową. Książka wbrew sympa...