Szukaj na tym blogu

niedziela, 31 lipca 2016

Podsumowanie Lipca



W tym miesiącu przeczytałam:5 książek
1.Katarzyna Michalak ,,Sklepik z Niespodzianką. Bogusia''
2.Katarzyna Michalak ,,Sklepik z Niespodzianką Adela"
3.Katarzyna Michalak ,,Sklepik z Niespodzianką Lidka"
4.Bożena Gałczyńska-Szurek ,,Wieczność bez Ciebie"
5. Diane Chamberlain  ,,W słusznej sprawie"

Świetne książki,dużo emocji i wiele wrażeń,taki spędziłam książkowy, lipcowy miesiąc :)

sobota, 30 lipca 2016

Ogniskowo spontanicznie

Cześć!!
Ostatnio z rodzinką świętowaliśmy imieniny Anny!
Moja kuzynka jako solenizantka postanowiła zrobić rodzinnego grilla.

Gdy się z ścieniło rozpaliliśmy ognisko w kręgu,śpiewaliśmy piosenki i nieźle się bawiliśmy !


Takie letnie imprezy są najlepsze,przeważnie gdy są spontaniczne i nie oczekiwane!!

wtorek, 26 lipca 2016

Książka która,daje siłę i wiarę na lepsze jutro

Jane jest wykształconą, pełną zapału opiekunką społeczną, która właśnie podjęła swoją pierwszą pracę. Ivy, jej podopieczna, razem z babką i starszą siostrą żyją w skrajnej biedzie. Fatalna sytuacja materialna tej rodziny sprawia, że Jane, zgodnie z obowiązującymi w Karolinie Północnej przepisami, ma doprowadzić do sterylizacji Ivy. Sytuacja się komplikuje, gdy dziewczyna zachodzi w ciążę…
Czy uda jej się zachować przy sobie córeczkę i uchronić ją przed adopcją?Jane dopiero skończyła dwadzieścia lat, stoi u progu małżeństwa z niezwykle poukładanym mężczyzną, który jest dla niej niczym książę z bajki. Pomimo posiadania narzeczonego, który ma dobry zawód, Jane też chce pracować. Wychowano ją tak, aby chciała pomagać, dlatego postanawia ubiegać się o pracę w opiece społecznej. To ciężka praca w której młoda idealistka dosyć brutalnie zetknie się z prawdziwym życiem. Pan mąż jest niezadowolony, bo dla mężczyzny w jego otoczeniu, pracująca żona to hańba. No i jak to jest, że zamiast wysłuchiwać o jego pracy, żona ma swój kawałek podłogi. Kawałek bardzo zabałaganionej podłogi. Jane jeździ na prowincję, do ludzi biednych, z problemami i sama jest sobie winna bo się przejmuje.
Ivy jest jedną z podopiecznych Jane. Dziś powiedzielibyśmy – patologia. Wychowuje ją chora babka, bo matka jest w zakładzie dla obłąkanych, a ojciec nie żyje. Siostra, niewiele starsza ma nieślubnego syna opóźnionego w rozwoju. W chałupie bieda aż piszczy. Dlatego w ramach projektu eugenicznego jej siostrę Mary Ellę poddano sterylizacji. Opieka społeczna chce również wysterylizować Ivy, bo może głupia nie jest, ale najpewniej prędko zajdzie w ciążę i będzie rodzić kolejne, korzystające z opieki społecznej dzieciaki.

Pomiędzy Jane i Ivy, chociaż obie pochodzą z dwóch różnych światów rodzi się specyficzna więź. Jane przekracza swoje uprawnienie i popełnia zawodową zbrodnię, zaczyna się przejmować. Rozpoczyna walkę z systemem, z uprzedzeniami, walczy o przyszłość Ivy i o spokój swojego sumienia.

Autorka podjęła ważny i trudny temat osobistej wolności człowieka, odpowiedzialności i wyborów, które nie każdemu są dane i nie zawsze przynoszą oczekiwane skutki.
Trudne decyzje towarzyszą bohaterkom niemal na każdym kroku, zarówno młodej i pełnej pasji pracownicy społecznej, jak i jej podopiecznym. Postacie pokazane są jednak nieco schematycznie.

Pani Chamberlain świetnie pokazała klimat prowincjonalnej Ameryki początku lat 60. minionego wieku - sporo tu informacji na temat relacji między białymi i czarnymi mieszkańcami Karoliny Północnej, jeszcze więcej jest obrazków z codziennego, pełnego pruderii i konwenansów życia klasy średniej, zwłaszcza sytuacji młodych kobiet.


Czy komukolwiek wolno ingerować w życie i przyszłość kobiety, nawet niepełnoletniej, jeśli z całego serca pragnie zostać matką? Co dzieje się w sytuacji, gdy problemy finansowe, rasa lub choroba dają „lepszym” prawo do ubezwłasnowolnienia „gorszej” jednostki? Jak dokonać słusznego wyboru między obowiązkiem a własnym sumieniem?


,,Czasami książki otwierają nam oczy na życie"
Ten cytat był w mojej głowie,przez cały czas czytania tej powieści.
Książka uświadomiła mi, jak wiele młodych kobiet borykają się z problemem,szybkiego zajścia w ciąży. Przepiękna powieść!

sobota, 23 lipca 2016

Filmowo :)

Cześć!!
Dzisiaj postanowiłam mniej czytać wieczorem,więc żeby zabić czas obejrzałam cudowny film!!

Mówią że,nie można zakochać się w filmie,ja właśnie dzisiaj się zakochałam!!

Wierzę w to, że każdego człowieka spotykamy po coś. Niektóre rzeczy, których się uczymy, nie są wielkie ani podniosłe. Dobrze przecież dowiedzieć się, który smak Liptona jest najlepszy, albo która herbata liściasta pachnie najpiękniej. Od innych uczymy się cierpliwości albo radości z każdej chwili. Czasami, często tylko raz na całe życie, pojawia się na naszej drodze ktoś, kto zostawia ślad. Pokazuje, jak żyć, uczy, jak żyć i jak jedynego życia, które mamy, nie zmarnować. I właśnie takiego człowieka poznaje Lou, główna bohaterka filmu Zanim się pojawiłeś.

Wzory, kolory i granatowe buty z kokardą to znak rozpoznawczy Louisy Clark. Lou mieszka w małym miasteczku, pracuje w kawiarni i uwielbia swoje życie. Pewnego dnia zostaje zwolniona i tym samym zmuszona, by znaleźć sobie nowe zajęcie. Po wielu próbach zostaje opiekunką Willa Traynora. Will był odnoszącym sukcesy bankierem, który w bardzo młodym wieku został sparaliżowany. Po wypadku, do tej pory korzystający z życia chłopak, zamknął się w sobie - nie utrzymuje kontaktu z przyjaciółmi, rozstaje się z dziewczyną i nie wychodzi z domu. Powoli jednak radość i optymizm Lou wkradają się do świata Willa i na nowo uczą go, że życie może być piękne.

Pewnego dnia Lou podsłuchuje rozmowę rodziców Willa i jej świat rozpada się na kawałki. Dowiaduje się, że ten chłopak, który właśnie zaczął się uśmiechać, który chodzi z nią na spacery, chce umrzeć.

Film był przepiękny,płakałam i się śmiałam jednocześnie. Na co warto zwrócić uwagę, jeśli chodzi o sam film? Przede wszystkim piękne widoki. Urokliwe miasteczko, a na jego obrzeżach niesamowity zamek, który jest tłem dla tak wielu ważnych rozmów. Sceny kręcone na Hawajach dodały rajskiego elementu. Największe wrażenie robi jednak gra Sama Claflina, który wciela się w rolę sparaliżowanego Willa. Aktor używa jedynie swojej twarzy. Jego mimika, oczy, uśmiech mówią wszystko. Uważam, że naprawdę dał z siebie wszystko i świetnie wcielił się w tak trudną rolę. Z kolei Emilia Clarke jak dla mnie jest aż za bardzo plastyczna i niektóre jej miny były odrobinę denerwujące. To jednak jedyny zarzut, jaki mam do tego filmu. 
To nie jest kolejna komedia romantyczna, która ma zakończenie jak z bajki. I uwierzcie mi, ogromnie jestem zawiedziona, że tak nie jest. Jednak dzięki temu ta historia jest inna. Podsuwa zupełnie inne myśli i zmusza do zastanowienia się, co my byśmy zrobili w takiej sytuacji. Co bym myślała o sobie, gdybym nie mogła sama jeść, sama się wykąpać czy sama upiec swoje ulubione ciasto? Czy pogodziłabym się z tą sytuacją i chciała się dostosować? Czy miałabym w swoim życiu człowieka, który tak jak Lou chciała uratować życie Willa, chciałby uratować moje? Tak, to jest kolejna historia o miłości, ale tak inna niż pozostałe. I choć przez cały film mamy wrażenie lub myślimy, że to Lou walczy o Willa, to na koniec okazuje się, że to on uratował jej życie.

To Will przypomniał jej, że życie jest jedno i że nie można rezygnować z marzeń. To on namówił ją do zwiedzania świata. Zmusił, by wyjechała z małego miasteczka i poświęciła się swojej pasji. Pokazał, że świat trzeba odkrywać i się nim cieszyć. Udowodnił, że można nie zgadzać się z życiem. Nauczył żyć odważnie i dobrze. Po prostu żyj - napisał jej w liście.


Uwielbiam ten film!!!

Letnie pichcenie

Cześć!!
Dawno na moim blogu nie było nic kulinarnego.
Więc niedawno korzystając z okazji zrobiłam leczo z kabaczków.
Akurat była moja ciężarna siostra więc się skusiła!!



A dzisiaj z racji tego że,jest brzydka pogoda i pozmieniały nam się plany
gdyż,mieliśmy jechać nad jezioro.
Postanowiłam że,zrobię racuchy z jabłek


Słodkości wspaniałe,cała rodzinka miała coś słodkiego i dobrego:)
A teraz zabieram się za czytanie!!

środa, 20 lipca 2016

Ostatnie spotkanie z dziewczynami z Pogodnej



Życie toczyło się swoim torem, niezmiennym od wieków, mimo złamanych serc i straconych nadziei. I to było pocieszające."

Miasteczko Pogodna, które Bogusia pokochała od pierwszego wejrzenia, stało ciche i spokojne w promieniach przedpołudniowego słońca. Zegar na ratuszowej wieży wybijał kolejne kwadranse, kasztanowce w parku szumiały na wietrze od morza, a światło w kroplach fontanny tworzyło tęcze, którymi powinny zachwycać się maluchy. Zwykle o tej porze było ich w parku pełno. Nie dziś jednak. Bo chociaż tutaj, na rynku, panował leniwy letni spokój, parę przecznic dalej rozgrywał się dramat...

Sklepik z Niespodzianką to wciąż miejsce spotkań kręgu zaprzyjaźnionych kobiet: uroczej właścicielki Sklepiku - Bogusi, pięknej i humorzastej tap madl - Konstancji, energicznej femme fatale - Adeli, zagubionej pani weterynarz - Lidki, dobrej duszy miasteczka - Stasi. Jednak w małej nadmorskiej miejscowości nastał czas zmian. Lidka była uroczą, kochającą życie kobietą. Była. Niespełnione marzenie o dziecku, własnym, ukochanym maleństwie, zmienia wszystko. Z lekarki weterynarii, którą w Pogodnej lubiano i szanowano, ze wspaniałej przyjaciółki, na którą Bogusia, Adela i Stasia mogły liczyć, Lidka przeistacza się w godną pożałowania istotę, raniącą najbliższych. Co jeszcze poświęci, by zostać matką? Niespodziewane trudności pojawiają się także w życiu Bogusi i Adeli. Czy kobiety odnajdą w końcu szczęście i spokój? Czy los się do nich uśmiechnie?

Oprócz barwnych losów mieszkańców Pogodnej autorka gwarantuje wzruszenia, emocje, miłość i nienawiść. Poszukiwanie własnej drogi i własnego miejsca w życiu. Problemy zwyczajne i niezwyczajne. Małe radości i smutki...

Lidka nadal pragnie zajść w ciążę, jednak wydaje się to zupełnie niemożliwe - nie pomagają w tym cztery wcześniejsze poronienia, wieloletnie starania, a także utracona nadzieja. Kobieta nie może zrozumieć, dlaczego los tak ją karze, a daje dzieci innym, chociażby młodej Konstancji, która nie zajmuje się należycie Kajtkiem, ponieważ dopada ją depresja poporodowa. W życiu Lidki nadejdzie czas na podjęcie niezwykle trudnych i ważnych decyzji - niełatwych, ale zdecydowanie niezbędnych. Także wspaniała Adela nie będzie mogła odpędzić się od kłopotów - mąż nie wspiera jej tak, jakby tego pragnęła, a do tego pojawiają się problemy z adopcją dzieci, które stają się niezbyt posłuszne i wdzięczne za podarowanie im lepszego życia. Natomiast Bogusia zastanawia się, komu aż tak mocno zalazła za skórę, skoro nieustannie ktoś wybija szybę wystawową Sklepiku z Niespodzianką. Kobieta nadal tęskni za Wiktorem, ale nowe wiadomości rzucają cień na ich ewentualny związek... Na horyzoncie pojawia się Oliwier Dobrzyński - ich pierwsze spotkanie nie odbywa się w zbyt przyjemnych okolicznościach, ale może pomimo tego Bogusia w końcu pozna dobrego mężczyznę, który obdarzy ją miłością?
Każdy człowiek czegoś pragnie, dążąc do tego w mniej lub bardziej inwazyjny sposób. Często działanie pod presją nie przynosi żadnych rezultatów, co doprowadza nas do irytacji, a nierzadko nawet rozpaczy. Dopiero, gdy wrzucimy na luz, uspokajając się do tego stopnia, by bardziej racjonalnie podejść do pewnych spraw i nie skupiać się jedynie na tym, czego bardzo chcemy, mamy szansę na powodzenie. Należy tylko poczekać na odpowiedni czas i moment, w którym los okaże swoją łaskawość.

Genialna trylogia,szkoda że,dobiegła końca!!

Kolejny stosik


Zaczniemy od góry!!

1.Diana Chamberlain ,,W słusznej sprawie"-Aktualnie czytam
2.Judi Picoult ,,Głos serca"
3.E.L.James ,,Pięćdziesiąt twarzy Greya"
4..E.L.James ,,Ciemniejsza strona Greya"
5.E.L.James ,Nowe oblicze Greya"
6. Lauren Oliver ,,Delirium"
7. Markus Zusak  ,,Złodziejka książek"


Kolejny stosik na kolejne świetne letnie dni.Mam nadzieję że,dużo będzie wrażeń!

piątek, 15 lipca 2016

Lekko,przyjemnie kolejna przeczytana dobra powieść!



,,Mówią że,historia lubi się powtarzać,chyba coś w tym jest"

W scenerii współczesnego Zamościa rozgrywa się dramat arystokratycznej rodziny. Zbliżający się ślub pary polskich emigrantów, hrabiego Adama i pięknej pani adwokat Kamili, zakłóca szereg dziwnych zdarzeń. Zagadkowe morderstwo w zamojskim hotelu przyczynia się do wyjaśnienia tajemnicy rodowej sprzed stu lat. W rozwikłaniu sprawy pomaga policji agentka Interpolu Klara, która wraz ze swoim greckim mężem spędza wakacje w Zamościu.
Wieczność bez ciebie to historia miłości, w której dawne animozje stają bohaterom na przeszkodzie do szczęścia.


Nigdy nie byłam w Zamościu ale,autorka tej powieści mnie tam przeniosła.
W trakcie czytania czułam się jakbym,tam była.
Malownicze miasto i ta adrenalina,związana z czytaniem tej książki była fascynująca.


,,Wieczność bez ciebie" jest niewątpliwie interesującą pozycją. Posiada wciągającą fabułę, ciekawych bohaterów, rozgrywa się w pięknym mieście, które tutaj zostało wspaniale sportretowane. Jednak nie to decyduje o tym, że dałam się porwać tej powieści. Przede wszystkim uderzył mnie klimat. Bardzo nastrojowy, tajemniczy, budzący tęsknotę za spokojem i urokiem prowincji. Z jednej strony policyjne śledztwo, terminy gonią, oprócz tego przygotowania młodych do ślubu - wydaje się, że powinno temu towarzyszyć nerwowość, szaleństwo, pośpiech. Nie było tu tego i szczerze mówiąc, nie odczuwałam ich braku.
Czułam się jakbym czytała powieść z innej epoki. Autorka, nie wiem czy zamierzenie czy podświadomie, nawiązuje do powieści z początku XX wieku. Tak samo jak tam jest wielka miłość, mezalians i tajemnice rodzinne. Czyta się to bardzo przyjemnie, choć w paru miejscach raziły mnie powtórzenia i niektóre zwroty. Są to jednak detale, które nie wpłynęły znacząco na niezwykłą atmosferę panującą w opowieści.
Romans z wątkiem kryminalnym,umiejętnie wpleciony w scenerię Roztocza na przestrzeni stu lat, napisany ładnym stylem ,potrafił przykuć moją uwagę.

Świetna,lekka lektura polecam!

niedziela, 10 lipca 2016

Cudowna bajka mająca ciąg dalszy


Sklepik z niespodzianką-Adela ,,Katarzyny Michalak"
Dobra literatura kobieca! W ten śnieżny styczniowy wieczór miasteczko Pogodna, leżące gdzieś między Koszalinem a Kołobrzegiem, wyglądało niczym z bajki Andersena. Płatki śniegu wirowały w świetle pięknych, kutych przez miejscowego artystę-kowala latarni, opadały na strome dachy przedwojennych kamieniczek, na kasztanowce i świerki, rosnące wzdłuż alejek niewielkiego parku, na ławeczki okalające fontannę i lśniły we włosach spieszącej chodnikiem kobiety. Ta zatrzymała się przed drzwiami Sklepiku z Niespodzianką, zatupała czerwonymi kozaczkami i otrzepała z białego puchu długie srebrne futro. Nacisnęła klamkę i po chwili znalazła się w ciepłym jasnym wnętrzu, pachnącym herbatą Przy Kominku i szarlotką z cynamonem.
Sklepik z Niespodzianką to wciąż miejsce spotkań kręgu zaprzyjaźnionych kobiet: uroczej właścicielki Sklepiku — Bogusi, pięknej i humorzastej tap madl — Konstancji, energicznej femme fatale — Adeli, zagubionej pani weterynarz — Lidki, dobrej duszy miasteczka — Stasi. Jednak w małej nadmorskiej miejscowości nastał czas zmian. Niespodziewany i tajemniczy powrót zaginionej Anny, żony Wiktora, wiele komplikuje. Pogodna i jej mieszkańcy zdają się skrywać więcej sekretów, niż Bogusia mogła przypuszczać. Między przyjaciółkami rośnie napięcie, do tego także kapryśny los ich nie oszczędza. Przyjaźń Bogusi, Adeli, Konstancji, Lidki i Stasi zostanie wystawiona na ciężką próbę.
Oprócz barwnych losów mieszkańców Pogodnej autorka gwarantuje wzruszenia, emocje, miłość i nienawiść. Poszukiwanie własnej drogi i własnego miejsca w życiu. Problemy zwyczajne i niezwyczajne. Małe radości i smutki...


Cudowna bajka mająca swój ciąg dalszy,tak myślę o kolejnej części Katarzyny Michalak ,,Sklepik z niespodzianką-Adela".Urocza opowieść która,pokazuje że,życie składa się nie tylko z radości ale,także ze smutku.
Czytało się,jednym tchem,ta opowieść przeniosła mnie do miasteczka w którym wszystko jest możliwe.
Że,warto powalczyć o swoje szczęście.

Miasto w którym jego piękno dech mi zabiera!!

Cześć!!
Dzisiaj opowiem wam o mieście Wolin!
Od kilku miesięcy jestem tam,bardzo często bo w tym pięknym mieście mieszka moja siostra!
A dzisiaj będzie kilka ciekawostek o tym mieście.

Wyspa Wolin to największa z około 40 polskich wysp, położonych u ujścia Odry do Bałtyku. Zbliżona kształtem do wielkiego trójkąta, zajmuje 265 km2 powierzchni. Od północy oblewają ją wody Bałtyku (Zatoki Pomorskiej), od południa – Zalewu Szczecińskiego, od zachodu – Cieśniny Świny, a od wschodu – Dziwny. Wyspa jest geologicznie tworem bardzo młodym. Jej zasadniczy wygląd ukształtował się przed około 12 tysiącami lat, kiedy to lądolód skandynawski, wycofując się z północnego obszaru dzisiejszego Pomorza i południowej części Bałtyku.Ludność zajmuje się rolnictwem, rybołówstwem oraz czerpie dochody z turystyki.

Historia
Najstarsze ślady osadnictwa człowieka na terenie wyspy Wolin datowane są na okres młodszej epoki kamienia (4200-1700 r. p.n.e.). Po tej grupie ludności pozostały znaleziska archeologiczne w postaci ceramiki oraz kamiennych narzędzi. Pod koniec epoki brązu (1200-400 r. p.n.e.) na wyspie Wolin rozwijała się kultura łużycka, o której obecności świadczą ślady licznych osad oraz fragmentów ceramiki. W okresie rzymskim (400 r. p.n.e.-100 r. n.e.) wyspa zasiedlana była przez plemiona gockie, które w tym czasie przemieszczały się ze Skandynawii aż na tereny stepów nadczarnomorskich. Pozostawiły one po sobie liczne pochówki, wśród nich cmentarzysko na wzgórzu Młynówka koło dzisiejszego miasta Wolin. W te okolice docierali również mieszkańcy imperium rzymskiego, głównie kupcy poszukujący jednego z największych skarbów wybrzeża bałtyckiego – bursztynu. Pamiątką ich obecności są między innymi odnajdowane skarby rzymskich monet.

Wraz z początkiem okresu Wielkiej Wędrówki Ludów (IV-VI w. n.e.), na wyspę Wolin zaczęli docierać Słowianie. Obszar Wolina i okolic stanowił szczególnie korzystne miejsce dla rozwoju osadnictwa. Sąsiedztwo Morza Bałtyckiego oraz szlaki handlowe przechodzące przez te obszary ogólnie sprzyjały rozwojowi. Na tym terenie wykształciło się plemię Wolinian. Najstarsza informacja o Wolinianach (Veluzani) pochodzi z połowy IX w. Zamieszczona została ona w relacji zwanej Geografem Bawarskim. Według jej autora plemię posiadało siedemdziesiąt grodów, co czyniło je jednym z największych wśród plemion zamieszkujących dorzecza Odry i Wisły. Ich państwo plemienne obejmowało więc obszar około 1,2 tysiąca km². Badania archeologiczne potwierdziły dotychczas istnienie na tych terenach ponad sześciuset punktów osadniczych, pochodzących z okresu od VI do XII stulecia, w tym około dwudziestu grodów. Centralnym grodem plemienia był Wolin. Początkowo niewielka osada, powstała na przełomie VIII i IX wieku w najwęższym punkcie Dziwny, obok przeprawy łączącej wyspę z lądem stałym. Dzięki swojemu dogodnemu usytuowaniu przy szlakach handlowych oraz przy szlaku wodnym, łączącym ujście Odry z Bałtykiem, gród szybko się rozwijał. W przeciągu kolejnych dziesięcioleci Wolin stał się nie tylko prężnym centrum handlowym, ale także jednym z najbogatszych portów w tej części Europy. Sława jego docierała także poza granice ówczesnej Europy. Arabski kronikarz Ibrahim ibn Jakub, opisujący około połowy lat 60. X wieku kraje Słowian Zachodnich, wspominał o potężnym mieście nad Bałtykiem, które miało dwanaście bram. Inny arabski geograf i podróżnik Ibn Said al-Garnati (II poł. XIII w.) pisał o grodzie Lujanija (Wolin), gdzie znajdował się wielki port, najpiękniejszy na Bałtyku, stanowiący cel podróży wielu statków. Losy Wolinian szybko splotły się z losami powstającego państwa Mieszka I, którego celem było między innymi przyłączenie do swej monarchii terenów położonych u ujścia Odry. W roku 967 Wolinianie wraz z niemieckim banitą Wichmanem stoczyli bitwę z wojskami Mieszka I, wspieranymi przez posiłki jego teścia – Bolesława I Srogiego, księcia czeskiego. W wyniku tego starcia strona polska odniosła zwycięstwo, a sam Wichman zginął. Bitwa ta jest pierwszym udokumentowanym źródłowo sukcesem oręża polskiego. Nie oznaczała ona jednak zdobycia samego Wolina. Walki o całe Pomorze Zachodnie dopiero się rozpoczynały. Do około 972 roku udało się Mieszkowi opanować ostatecznie ujście Odry. Nie można jednak przesądzić, czy Wolin również włączony został bezpośrednio w granice monarchii wczesnopiastowskiej. Być może Mieszko objął nad nim jedynie luźne zwierzchnictwo.

Pod koniec wieku X miasto prowadziło jednak niezależną politykę. W tym okresie król duński Harald Sinozęby, wypędzony z kraju przez swego syna Swena Widłobrodego, swych ostatnich dni dożywał właśnie w Wolinie, gdzie zmarł w 987 roku. W roku 1007 Wolinianie wysłali samodzielnie poselstwo do króla niemieckiego Henryka II. Ostatecznie około roku 1007 doszło do obalenia władzy polskiej na terenie całej zachodniej części Pomorza. Okres walk z Mieszkiem I oraz późniejszej, ewentualnej zwierzchności Piastów nie przyczyniły się jednak znacząco do upadku samego Wolina. Miasto nadal imponowało ówczesnym podróżnikom swoją wielkością i bogactwem. Dzięki swemu trzystumetrowemu nabrzeżu portowemu, był to wówczas największy port na Bałtyku. Wolin zamieszkiwało około ośmiu-dziesięciu tysięcy ludzi. Dla porównania wczesnośredniowieczne Gniezno czy Poznań zamieszkiwało po około czterech tysięcy ludzi.

Wspomniana w tej relacji latarnia morska jest jedyną znaną w tym czasie konstrukcją tego typu wśród Słowian. W dalszej części kronikarz wspominał o licznych kontaktach handlowych od Niemiec aż po Ruś. Jednak już w pierwszej połowie XI wieku rozpoczął się proces stopniowego ograniczania pozycji Wolina jako aktywnego ośrodka handlu morskiego. Wiązało się to między innymi z rozwojem konkurencyjnych portów pomorskich: Kołobrzegu, Szczecina oraz Gdańska. W przeciągu tegoż stulecia Wolinianie, prócz handlu, rozpoczęli trudnienie się nie mniej dochodowym korsarstwem. Wolin stał się szybko portem uznawanym za gniazdo słowiańskich piratów, nazywanych chąśnikami. W roku 1043 król Magnus I Dobry za pustoszenie wybrzeży duńskich zorganizował odwetową wyprawę na Wolin. Najazd nie załamał ostatecznie Wolinian, którzy nie zaprzestali swojej korsarskiej działalności. W roku 1098 Wolin przeżył kolejną odwetową wyprawę duńską. Wojska króla Eryka I Zawsze Dobrego zdobyły podgrodzie, gdzie znalazły tyle bogactw, że zrezygnowały z dalszego oblężenia grodu. Wolin podniósł się także i z tej porażki.

W początku lat 20. XI stulecia Wolin zajęty został przez wojska Bolesława Krzywoustego. Był to ostatni etap kilkunastoletnich bojów o przywrócenie zwierzchności piastowskiej nad obszarami Pomorza, zarówno Wschodniego, jak i Zachodniego. Jednak w tym okresie to Szczecin był już dominującym, pod względem handlowym i politycznym grodem całego Pomorza Zachodniego. Sami Wolinianie, utraciwszy swą niezależność, podporządkowani zostali pomorskiemu księciu Warcisławowi, protoplaście dynastii Gryfitów, który stał się lennikiem Bolesława Krzywoustego.

W latach 20., dzięki misjom chrystianizacyjnym, podejmowanym przez biskupa Ottona z Bambergu, Wolinianie wraz z całym Pomorzem Zachodnim przyjęli chrzest. W roku 1140 papież Innocenty II utworzył z Pomorza Zachodniego odrębną diecezję ze stolicą w Wolinie. Pierwszym biskupem został dawny kapelan Bolesława Krzywoustego, Wojciech.

Wolin nie osiągnął już dawnej świetności. W latach 1173, 1177 i 1184 był trzykrotnie niszczony przez Duńczyków. Po drugim najeździe biskupstwo zachodniopomorskie przeniesiono do Kamienia Pomorskiego. Ostatecznie w roku 1186 Duńczycy zhołdowali całe Pomorze Zachodnie. Jednak od roku 1227 Gryfici, a wraz z nimi Wolin, podporządkowani byli zwierzchności margrabiów brandenburskich. Wprawdzie zwierzchność ta pod koniec XIII w. zostanie zniesiona i Pomorze się usamodzielniło, jednak aż do wieku XVI było ono raz jednoczone raz dzielone w obrębie członków dynastii Gryfitów.

W początku XIII wieku w miejscu dumnego niegdyś Wolina znajdowała się niewielka osada. Z czasem jednak miasto stopniowo odbudowywano oraz otoczono nowymi umocnieniami. W 1278 roku książę pomorski Barnim I Dobry nadał mu prawa miejskie na prawie lubeckim, choć miasto nie odzyskało już dawnego znaczenia. W roku 1365 stało się członkiem Hanzy lubeckiej, choć należało do mniejszych jej członków. W 1535 z kolei, przeszło na protestantyzm. Pierwszym pastorem został, urodzony w Wolinie, jeden z uczniów Marcina Lutra – Jan Bugenhagen. W połowie XVI wieku miasto zamieszkiwało około 300-400 osób.

W trakcie wojny trzydziestoletniej, od roku 1627, protestanckie Pomorze Zachodnie było okupowane przez wojska cesarza Ferdynanda II. Jednak w roku 1630 do wojny przestąpił król szwedzki Gustaw II Adolf, którego wojska latem 1630 roku opanowały wpierw wyspy Uznam i Wolin, a później całe Pomorze Zachodnie. Książę pomorski Bogusław XIV, któremu krótko przed wybuchem wojny udało się zjednoczyć niemal całe Pomorze, musiał teraz związać się sojuszem ze Szwedami. Gdy w roku 1637 umierał bezpotomnie, jego władza nad Pomorzem była iluzoryczna. Wraz z jego śmiercią skończyła się władza Gryfitów.

W wyniku pokoju westfalskiego z 1648 roku Pomorze Zachodnie podzielono między Szwecję i Brandenburgię. Sam Wolin, w trakcie wojny trzydziestoletniej, uległ poważnym zniszczeniom. Po podziale dawnego Księstwa Pomorskiego, wraz z Pomorzem Przednim, zwanym teraz Szwedzkim, przypadł we władanie temu skandynawskiemu królestwu. W roku 1720 w wyniku układu sztokholmskiego, kończącego część zmagań w trakcie Wielkiej Wojny Północnej (1700-1721), Szwedzi odsprzedali wyspy Wolin i Uznam, za kwotę 10 milionów talarów w złocie, przekształconemu z dawnego elektoratu Brandenburgii, Królestwu Prus. W połowie XVIII wieku rozwija się Świnoujście, które tak, jak we wczesnym średniowieczu Wolin, staje się ważnym portem pruskim łączącym ujście Odry ze Szczecinem. W 1815 roku, w wyniku postanowień kongresu wiedeńskiego do Prus włączono także dawne Pomorze Szwedzkie.

W wyniku układu sztokholmskiego Wolin na okres 225 lat stał się miastem niemieckim. Chociaż ziemie Pomorza, wraz z wyspą Wolin od wieków były terenem kolonizacji niemieckiej, do XIX wieku w obrzędach ludowych wyraźnie widoczne były jeszcze elementy kultury słowiańskiej. Jednak gdy w roku 1871 powstało zjednoczone Cesarstwo Niemieckie (II Rzesza), a Wolin wraz z Pomorzem jako część królestwa Prus wszedł w jego skład, kanclerz Rzeszy Otto von Bismarck rozpoczął swoją walkę o kulturę niemiecką – Kulturkampf.

Czterotysięczny wówczas Wolin leżał z dala od popularnych już od II połowy XIX wieku miejscowości letniskowych, takich jak Świnoujście (niem. Swineműnde), Heringsdorf na Uznam, czy wreszcie Międzyzdroje (niem. Misdroy) na wyspie Wolin. Otwarta w 1892 roku linia kolejowa, łącząca Szczecin ze Świnoujściem, przebiegająca przez miasto, wraz z ogólnym wzrostem koniunktury przyczyniła się do jego rozwoju - nie to jednak powodowało, że miasto stało się znane.

To jego bogata przeszłość i związane z nią legendy doprowadziły do zainteresowania się w II połowie XIX wieku Wolinem przez licznych badaczy i miłośników przeszłości. Dawna, słowiańska legenda o Winecie podsyca była rozbudzonym romantyzmem i uwielbieniem dla historii i tradycji. Dodatkowo legendarny Jómsborg świadczący rzekomo o germańskich korzeniach Wolina, powodował zainteresowanie tym miastem licznych poszukiwaczy skarbów. W obawie o bezpieczeństwo samego miasta Wolina, burmistrz Wolina zmuszony był wydać surowy zakaz podkopywania domów przez poszukiwaczy skarbów.

Pierwszą poważna ekspedycję naukową, podjęto w roku 1871. Badaniami kierował niemiecki antropolog i patolog, archeolog z zamiłowania, Rudolf Virchow. Sam R. Virchow był osobą zasłużoną dla rodzącej się wówczas powoli archeologii. W kilka lat po ekspedycji wolińskiej sprawował on opiekę naukową nad wykopaliskami archeologicznymi starożytnej Troi, prowadzonymi przez Heinricha Schliemanna. Był także niemieckim politykiem, założycielem Niemieckiej Partii Postępowej (Deutsche Fortschrittspartei), dla której w roku 1873 wymyślił hasło wyborcze Kampf fűr Kultur, które do historii przeszło właśnie jako Kulturkampf i którego realizacją zajął się sam Otto von Bismarck, notabene polityczny przeciwnik Virchowa.

Rudolf Virchow, przybywszy do Wolina, nie spodziewał się poważniejszych sukcesów, więc w wyprawie towarzyszył mu jedynie jego asystent. Tymczasem obserwacje na Srebrnym Wzgórzu, na Wzgórzu Wisielców oraz na rynku wolińskim ugruntowały w nim przekonanie o wielkości i bogactwie miasta w przeszłości. Jednak rodziło się istotne pytanie, jaka kultura stworzyła przed wiekami ten silny ośrodek osadniczy. W myśl Kulturkampfu winna być to kultura germańska, tego jednak Virchow nie umiał dowieść. Te pierwsze badania spowodowały napływ do Wolina różnego rodzaju poszukiwaczy starożytności. Poszukiwania prowadził nawet sam burmistrz Wolina.

W latach 1897-1898 ponowne badania przeprowadzono pod kierunkiem kustosza szczecińskiego muzeum prehistorycznego A. Stubenraucha. Była to pierwsza nowoczesna wyprawa, która rozpoczęła naukowe badania wykopaliskowe. Szczególnie zainteresowano się wówczas cmentarzyskiem kurhanowym na Wzgórzu Wisielców. W efekcie wyprawy ustalono, że dawny słowiański Wolin może być legendarną Winetą. Jednocześnie ustalono, że na Srebrnym Wzgórzu we wczesnym średniowieczu znajdował się wikiński Jómsborg. Na podstawie tych wniosków nie sposób jednak było wystawić miastu skandynawskiej, co znaczyło wówczas germańskiej, metryki.

Okres I wojny światowej oraz Republiki Weimarskiej przyczyniły się do spadku zainteresowania przeszłością Wolina. Miasto żyło spokojnie własnym życiem. Jednak do dyskusji nad jego przeszłością powrócono ponownie w okresie III Rzeszy. Wówczas to badania prowadzone przez Instytut Archeologii Rzeszy Niemieckiej na wschodnim pograniczu Niemiec miały stanowczo dowieść braku kultury wśród Słowian oraz kulturotwórczej roli dawnej ludności nordyckiej. Pracami tymi byli osobiście zainteresowani współtwórca i szef SS Heinrich Himmler oraz minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels. Nigdzie nie można było lepiej udowodnić wkładu ludności nordyckiej w rozwój kultury i społeczności środkowoeuropejskich lepiej, jak właśnie w Wolinie.

W latach 1934-1940 przeprowadzono kolejne prace na Srebrnym Wzgórzu oraz na wolińskim rynku. Kierowali nimi Otto Kunkel – ówczesny dyrektor Pommersches Landesmuseum w Szczecinie, oraz Karl August Wilde. Udowadniano usilnie germańskie korzenie Wolina. O znaczeniu tych badań świadczy fakt zainteresowania się nimi ze strony oficerów przedwojennego polskiego wywiadu oraz polskich naukowców. Ci ostatni kilkukrotnie przed wojną przybywali do Wolina, odwiedzając wolińskie wykopaliska. Niemieckie wyniki badań budziły wśród polskich uczonych sprzeciw i obawy. Nie miało to jednak większego znaczenia, bowiem wkrótce wybuchła II wojna światowa. Wydobyty wcześniej materiał archeologiczny w większości zaginął w zawierusze wojennej.

W toku II wojny światowej na terenie całej wyspy Wolin rozbudowywano instalacje wojskowe. W Świnoujściu znajdowała się baza niemieckiej Kriegsmarine, niedaleko wsi Lubin (dziś gm. Międzyzdroje) zbudowano wyrzutnie bomb latających V1, zaś w pobliżu wsi Wicko (gm. Międzyzdroje) znajdował się poligon doświadczalny, na którym prowadzono strzelania próbne działa wielokomorowego V3, przeznaczonego do ostrzeliwania wybrzeży brytyjskich (inf. za dr Maciejem Franzem z Zakładu Historii Wojskowej Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), zaś w Dziwnowie duży ośrodek lotniczy. W samym Wolinie miała swoje miejsce 6 Szkoła Łączności Wojsk Lotniczych oraz liczne magazyny różnego rodzaju broni i amunicji.

Kilka miesięcy przed upadkiem III Rzeszy wyspa i miasto Wolin był jednym z największych szlaków ucieczki wojsk niemieckich i ludności cywilnej z obszaru Pomorza Zachodniego. Miasto Wolin ze swoimi dwoma mostami (drogowym i kolejowym) przez Dziwnę było bramą na wyspę i dalej na zachód. Dziennie przez tę przeprawę przechodziły tysiące niemieckich żołnierzy i cywilów. Na terenie miasta ulokowano wówczas trzy baterie artylerii lądowej oraz baterię moździerzy.

Pierwsze walki w obronie Wolina miały miejsce w początku marca 1945 roku. 6 marca wydzielony oddział 9 Korpusu Gwardii, radzieckiej 2 Armii Pancernej pod dowództwem kapitana gwardii Mikołaja Najstarsze ślady osadnictwa człowieka na terenie wyspy Wolin datowane są na okres młodszej epoki kamienia (4200-1700 r. p.n.e.). Po tej grupie ludności pozostały znaleziska archeologiczne w postaci ceramiki oraz kamiennych narzędzi. Pod koniec epoki brązu (1200-400 r. p.n.e.) na wyspie Wolin rozwijała się kultura łużycka, o której obecności świadczą ślady licznych osad oraz fragmentów ceramiki. W okresie rzymskim (400 r. p.n.e.-100 r. n.e.) wyspa zasiedlana była przez plemiona gockie, które w tym czasie przemieszczały się ze Skandynawii aż na tereny stepów nadczarnomorskich. Pozostawiły one po sobie liczne pochówki, wśród nich cmentarzysko na wzgórzu Młynówka koło dzisiejszego miasta Wolin. W te okolice docierali również mieszkańcy imperium rzymskiego, głównie kupcy poszukujący jednego z największych skarbów wybrzeża bałtyckiego – bursztynu. Pamiątką ich obecności są między innymi odnajdowane skarby rzymskich monet.

Wraz z początkiem okresu Wielkiej Wędrówki Ludów (IV-VI w. n.e.), na wyspę Wolin zaczęli docierać Słowianie. Obszar Wolina i okolic stanowił szczególnie korzystne miejsce dla rozwoju osadnictwa. Sąsiedztwo Morza Bałtyckiego oraz szlaki handlowe przechodzące przez te obszary ogólnie sprzyjały rozwojowi. Na tym terenie wykształciło się plemię Wolinian. Najstarsza informacja o Wolinianach (Veluzani) pochodzi z połowy IX w. Zamieszczona została ona w relacji zwanej Geografem Bawarskim. Według jej autora plemię posiadało siedemdziesiąt grodów, co czyniło je jednym z największych wśród plemion zamieszkujących dorzecza Odry i Wisły. Ich państwo plemienne obejmowało więc obszar około 1,2 tysiąca km². Badania archeologiczne potwierdziły dotychczas istnienie na tych terenach ponad sześciuset punktów osadniczych, pochodzących z okresu od VI do XII stulecia, w tym około dwudziestu grodów. Centralnym grodem plemienia był Wolin. Początkowo niewielka osada, powstała na przełomie VIII i IX wieku w najwęższym punkcie Dziwny, obok przeprawy łączącej wyspę z lądem stałym. Dzięki swojemu dogodnemu usytuowaniu przy szlakach handlowych oraz przy szlaku wodnym, łączącym ujście Odry z Bałtykiem, gród szybko się rozwijał. W przeciągu kolejnych dziesięcioleci Wolin stał się nie tylko prężnym centrum handlowym, ale także jednym z najbogatszych portów w tej części Europy. Sława jego docierała także poza granice ówczesnej Europy. Arabski kronikarz Ibrahim ibn Jakub, opisujący około połowy lat 60. X wieku kraje Słowian Zachodnich, wspominał o potężnym mieście nad Bałtykiem, które miało dwanaście bram. Inny arabski geograf i podróżnik Ibn Said al-Garnati (II poł. XIII w.) pisał o grodzie Lujanija (Wolin), gdzie znajdował się wielki port, najpiękniejszy na Bałtyku, stanowiący cel podróży wielu statków. Losy Wolinian szybko splotły się z losami powstającego państwa Mieszka I, którego celem było między innymi przyłączenie do swej monarchii terenów położonych u ujścia Odry. W roku 967 Wolinianie wraz z niemieckim banitą Wichmanem stoczyli bitwę z wojskami Mieszka I, wspieranymi przez posiłki jego teścia – Bolesława I Srogiego, księcia czeskiego. W wyniku tego starcia strona polska odniosła zwycięstwo, a sam Wichman zginął. Bitwa ta jest pierwszym udokumentowanym źródłowo sukcesem oręża polskiego. Nie oznaczała ona jednak zdobycia samego Wolina. Walki o całe Pomorze Zachodnie dopiero się rozpoczynały. Do około 972 roku udało się Mieszkowi opanować ostatecznie ujście Odry. Nie można jednak przesądzić, czy Wolin również włączony został bezpośrednio w granice monarchii wczesnopiastowskiej. Być może Mieszko objął nad nim jedynie luźne zwierzchnictwo.

Pod koniec wieku X miasto prowadziło jednak niezależną politykę. W tym okresie król duński Harald Sinozęby, wypędzony z kraju przez swego syna Swena Widłobrodego, swych ostatnich dni dożywał właśnie w Wolinie, gdzie zmarł w 987 roku. W roku 1007 Wolinianie wysłali samodzielnie poselstwo do króla niemieckiego Henryka II. Ostatecznie około roku 1007 doszło do obalenia władzy polskiej na terenie całej zachodniej części Pomorza. Okres walk z Mieszkiem I oraz późniejszej, ewentualnej zwierzchności Piastów nie przyczyniły się jednak znacząco do upadku samego Wolina. Miasto nadal imponowało ówczesnym podróżnikom swoją wielkością i bogactwem. Dzięki swemu trzystumetrowemu nabrzeżu portowemu, był to wówczas największy port na Bałtyku. Wolin zamieszkiwało około ośmiu-dziesięciu tysięcy ludzi. Dla porównania wczesnośredniowieczne Gniezno czy Poznań zamieszkiwało po około czterech tysięcy ludzi.

Wspomniana w tej relacji latarnia morska jest jedyną znaną w tym czasie konstrukcją tego typu wśród Słowian. W dalszej części kronikarz wspominał o licznych kontaktach handlowych od Niemiec aż po Ruś. Jednak już w pierwszej połowie XI wieku rozpoczął się proces stopniowego ograniczania pozycji Wolina jako aktywnego ośrodka handlu morskiego. Wiązało się to między innymi z rozwojem konkurencyjnych portów pomorskich: Kołobrzegu, Szczecina oraz Gdańska. W przeciągu tegoż stulecia Wolinianie, prócz handlu, rozpoczęli trudnienie się nie mniej dochodowym korsarstwem. Wolin stał się szybko portem uznawanym za gniazdo słowiańskich piratów, nazywanych chąśnikami. W roku 1043 król Magnus I Dobry za pustoszenie wybrzeży duńskich zorganizował odwetową wyprawę na Wolin. Najazd nie załamał ostatecznie Wolinian, którzy nie zaprzestali swojej korsarskiej działalności. W roku 1098 Wolin przeżył kolejną odwetową wyprawę duńską. Wojska króla Eryka I Zawsze Dobrego zdobyły podgrodzie, gdzie znalazły tyle bogactw, że zrezygnowały z dalszego oblężenia grodu. Wolin podniósł się także i z tej porażki.

W początku lat 20. XI stulecia Wolin zajęty został przez wojska Bolesława Krzywoustego. Był to ostatni etap kilkunastoletnich bojów o przywrócenie zwierzchności piastowskiej nad obszarami Pomorza, zarówno Wschodniego, jak i Zachodniego. Jednak w tym okresie to Szczecin był już dominującym, pod względem handlowym i politycznym grodem całego Pomorza Zachodniego. Sami Wolinianie, utraciwszy swą niezależność, podporządkowani zostali pomorskiemu księciu Warcisławowi, protoplaście dynastii Gryfitów, który stał się lennikiem Bolesława Krzywoustego.

W latach 20., dzięki misjom chrystianizacyjnym, podejmowanym przez biskupa Ottona z Bambergu, Wolinianie wraz z całym Pomorzem Zachodnim przyjęli chrzest. W roku 1140 papież Innocenty II utworzył z Pomorza Zachodniego odrębną diecezję ze stolicą w Wolinie. Pierwszym biskupem został dawny kapelan Bolesława Krzywoustego, Wojciech.

Wolin nie osiągnął już dawnej świetności. W latach 1173, 1177 i 1184 był trzykrotnie niszczony przez Duńczyków. Po drugim najeździe biskupstwo zachodniopomorskie przeniesiono do Kamienia Pomorskiego. Ostatecznie w roku 1186 Duńczycy zhołdowali całe Pomorze Zachodnie. Jednak od roku 1227 Gryfici, a wraz z nimi Wolin, podporządkowani byli zwierzchności margrabiów brandenburskich. Wprawdzie zwierzchność ta pod koniec XIII w. zostanie zniesiona i Pomorze się usamodzielniło, jednak aż do wieku XVI było ono raz jednoczone raz dzielone w obrębie członków dynastii Gryfitów.

W początku XIII wieku w miejscu dumnego niegdyś Wolina znajdowała się niewielka osada. Z czasem jednak miasto stopniowo odbudowywano oraz otoczono nowymi umocnieniami. W 1278 roku książę pomorski Barnim I Dobry nadał mu prawa miejskie na prawie lubeckim, choć miasto nie odzyskało już dawnego znaczenia. W roku 1365 stało się członkiem Hanzy lubeckiej, choć należało do mniejszych jej członków. W 1535 z kolei, przeszło na protestantyzm. Pierwszym pastorem został, urodzony w Wolinie, jeden z uczniów Marcina Lutra – Jan Bugenhagen. W połowie XVI wieku miasto zamieszkiwało około 300-400 osób.

W trakcie wojny trzydziestoletniej, od roku 1627, protestanckie Pomorze Zachodnie było okupowane przez wojska cesarza Ferdynanda II. Jednak w roku 1630 do wojny przestąpił król szwedzki Gustaw II Adolf, którego wojska latem 1630 roku opanowały wpierw wyspy Uznam i Wolin, a później całe Pomorze Zachodnie. Książę pomorski Bogusław XIV, któremu krótko przed wybuchem wojny udało się zjednoczyć niemal całe Pomorze, musiał teraz związać się sojuszem ze Szwedami. Gdy w roku 1637 umierał bezpotomnie, jego władza nad Pomorzem była iluzoryczna. Wraz z jego śmiercią skończyła się władza Gryfitów.

W wyniku pokoju westfalskiego z 1648 roku Pomorze Zachodnie podzielono między Szwecję i Brandenburgię. Sam Wolin, w trakcie wojny trzydziestoletniej, uległ poważnym zniszczeniom. Po podziale dawnego Księstwa Pomorskiego, wraz z Pomorzem Przednim, zwanym teraz Szwedzkim, przypadł we władanie temu skandynawskiemu królestwu. W roku 1720 w wyniku układu sztokholmskiego, kończącego część zmagań w trakcie Wielkiej Wojny Północnej (1700-1721), Szwedzi odsprzedali wyspy Wolin i Uznam, za kwotę 10 milionów talarów w złocie, przekształconemu z dawnego elektoratu Brandenburgii, Królestwu Prus. W połowie XVIII wieku rozwija się Świnoujście, które tak, jak we wczesnym średniowieczu Wolin, staje się ważnym portem pruskim łączącym ujście Odry ze Szczecinem. W 1815 roku, w wyniku postanowień kongresu wiedeńskiego do Prus włączono także dawne Pomorze Szwedzkie.

W wyniku układu sztokholmskiego Wolin na okres 225 lat stał się miastem niemieckim. Chociaż ziemie Pomorza, wraz z wyspą Wolin od wieków były terenem kolonizacji niemieckiej, do XIX wieku w obrzędach ludowych wyraźnie widoczne były jeszcze elementy kultury słowiańskiej. Jednak gdy w roku 1871 powstało zjednoczone Cesarstwo Niemieckie (II Rzesza), a Wolin wraz z Pomorzem jako część królestwa Prus wszedł w jego skład, kanclerz Rzeszy Otto von Bismarck rozpoczął swoją walkę o kulturę niemiecką – Kulturkampf.

Czterotysięczny wówczas Wolin leżał z dala od popularnych już od II połowy XIX wieku miejscowości letniskowych, takich jak Świnoujście (niem. Swineműnde), Heringsdorf na Uznam, czy wreszcie Międzyzdroje (niem. Misdroy) na wyspie Wolin. Otwarta w 1892 roku linia kolejowa, łącząca Szczecin ze Świnoujściem, przebiegająca przez miasto, wraz z ogólnym wzrostem koniunktury przyczyniła się do jego rozwoju - nie to jednak powodowało, że miasto stało się znane.

To jego bogata przeszłość i związane z nią legendy doprowadziły do zainteresowania się w II połowie XIX wieku Wolinem przez licznych badaczy i miłośników przeszłości. Dawna, słowiańska legenda o Winecie podsyca była rozbudzonym romantyzmem i uwielbieniem dla historii i tradycji. Dodatkowo legendarny Jómsborg świadczący rzekomo o germańskich korzeniach Wolina, powodował zainteresowanie tym miastem licznych poszukiwaczy skarbów. W obawie o bezpieczeństwo samego miasta Wolina, burmistrz Wolina zmuszony był wydać surowy zakaz podkopywania domów przez poszukiwaczy skarbów.

Pierwszą poważna ekspedycję naukową, podjęto w roku 1871. Badaniami kierował niemiecki antropolog i patolog, archeolog z zamiłowania, Rudolf Virchow. Sam R. Virchow był osobą zasłużoną dla rodzącej się wówczas powoli archeologii. W kilka lat po ekspedycji wolińskiej sprawował on opiekę naukową nad wykopaliskami archeologicznymi starożytnej Troi, prowadzonymi przez Heinricha Schliemanna. Był także niemieckim politykiem, założycielem Niemieckiej Partii Postępowej (Deutsche Fortschrittspartei), dla której w roku 1873 wymyślił hasło wyborcze Kampf fűr Kultur, które do historii przeszło właśnie jako Kulturkampf i którego realizacją zajął się sam Otto von Bismarck, notabene polityczny przeciwnik Virchowa.

Rudolf Virchow, przybywszy do Wolina, nie spodziewał się poważniejszych sukcesów, więc w wyprawie towarzyszył mu jedynie jego asystent. Tymczasem obserwacje na Srebrnym Wzgórzu, na Wzgórzu Wisielców oraz na rynku wolińskim ugruntowały w nim przekonanie o wielkości i bogactwie miasta w przeszłości. Jednak rodziło się istotne pytanie, jaka kultura stworzyła przed wiekami ten silny ośrodek osadniczy. W myśl Kulturkampfu winna być to kultura germańska, tego jednak Virchow nie umiał dowieść. Te pierwsze badania spowodowały napływ do Wolina różnego rodzaju poszukiwaczy starożytności. Poszukiwania prowadził nawet sam burmistrz Wolina.

W latach 1897-1898 ponowne badania przeprowadzono pod kierunkiem kustosza szczecińskiego muzeum prehistorycznego A. Stubenraucha. Była to pierwsza nowoczesna wyprawa, która rozpoczęła naukowe badania wykopaliskowe. Szczególnie zainteresowano się wówczas cmentarzyskiem kurhanowym na Wzgórzu Wisielców. W efekcie wyprawy ustalono, że dawny słowiański Wolin może być legendarną Winetą. Jednocześnie ustalono, że na Srebrnym Wzgórzu we wczesnym średniowieczu znajdował się wikiński Jómsborg. Na podstawie tych wniosków nie sposób jednak było wystawić miastu skandynawskiej, co znaczyło wówczas germańskiej, metryki.

Okres I wojny światowej oraz Republiki Weimarskiej przyczyniły się do spadku zainteresowania przeszłością Wolina. Miasto żyło spokojnie własnym życiem. Jednak do dyskusji nad jego przeszłością powrócono ponownie w okresie III Rzeszy. Wówczas to badania prowadzone przez Instytut Archeologii Rzeszy Niemieckiej na wschodnim pograniczu Niemiec miały stanowczo dowieść braku kultury wśród Słowian oraz kulturotwórczej roli dawnej ludności nordyckiej. Pracami tymi byli osobiście zainteresowani współtwórca i szef SS Heinrich Himmler oraz minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels. Nigdzie nie można było lepiej udowodnić wkładu ludności nordyckiej w rozwój kultury i społeczności środkowoeuropejskich lepiej, jak właśnie w Wolinie.

W latach 1934-1940 przeprowadzono kolejne prace na Srebrnym Wzgórzu oraz na wolińskim rynku. Kierowali nimi Otto Kunkel – ówczesny dyrektor Pommersches Landesmuseum w Szczecinie, oraz Karl August Wilde. Udowadniano usilnie germańskie korzenie Wolina. O znaczeniu tych badań świadczy fakt zainteresowania się nimi ze strony oficerów przedwojennego polskiego wywiadu oraz polskich naukowców. Ci ostatni kilkukrotnie przed wojną przybywali do Wolina, odwiedzając wolińskie wykopaliska. Niemieckie wyniki badań budziły wśród polskich uczonych sprzeciw i obawy. Nie miało to jednak większego znaczenia, bowiem wkrótce wybuchła II wojna światowa. Wydobyty wcześniej materiał archeologiczny w większości zaginął w zawierusze wojennej.

W toku II wojny światowej na terenie całej wyspy Wolin rozbudowywano instalacje wojskowe. W Świnoujściu znajdowała się baza niemieckiej Kriegsmarine, niedaleko wsi Lubin (dziś gm. Międzyzdroje) zbudowano wyrzutnie bomb latających V1, zaś w pobliżu wsi Wicko (gm. Międzyzdroje) znajdował się poligon doświadczalny, na którym prowadzono strzelania próbne działa wielokomorowego V3, przeznaczonego do ostrzeliwania wybrzeży brytyjskich (inf. za dr Maciejem Franzem z Zakładu Historii Wojskowej Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), zaś w Dziwnowie duży ośrodek lotniczy. W samym Wolinie miała swoje miejsce 6 Szkoła Łączności Wojsk Lotniczych oraz liczne magazyny różnego rodzaju broni i amunicji.
Kilka miesięcy przed upadkiem III Rzeszy wyspa i miasto Wolin był jednym z największych szlaków ucieczki wojsk niemieckich i ludności cywilnej z obszaru Pomorza Zachodniego. Miasto Wolin ze swoimi dwoma mostami (drogowym i kolejowym) przez Dziwnę było bramą na wyspę i dalej na zachód. Dziennie przez tę przeprawę przechodziły tysiące niemieckich żołnierzy i cywilów. Na terenie miasta ulokowano wówczas trzy baterie artylerii lądowej oraz baterię moździerzy.


Pierwsze walki w obronie Wolina miały miejsce w początku marca 1945 roku. 6 marca wydzielony oddział 9 Korpusu Gwardii, radzieckiej 2 Armii Pancernej pod dowództwem kapitana gwardii Mikołaja Sanajczewa, rozwijając działania pościgowe w kierunku Dziwny, zdołał pokonać most i wdarł się na woliński rynek. Miasta broniły dwa pułki forteczne i niemiecka piechota morska. Po ponad dobie czołgi radzieckie musiały się wycofać pod naporem niemieckich obrońców. W efekcie tych walk niemal całkowitemu zniszczeniu uległo centrum miasta. Przez cały marzec na wschód od Dziwny działały oddziały 1 Armii Wojska Polskiego, które między innymi opanowały Dziwnówek. W początku kwietnia oddziały polskie przerzucono na południe do operacji forsowania Odry. Zastąpiły je formacje Armii Czerwonej. 4 maja 1945 roku oddziały radzieckiej 19 Armii przeprawiły się przez Dziwnę i wkroczyły do Wolina, który pomimo jedenastu kontrataków niemieckich został opanowany. Wskutek działań wojennych w 1945 roku miasto zostało zniszczone w 70%.

W wyniku ustaleń przywódców trzech zwycięskich mocarstw wyspa Wolin, wraz z miastem o tej samej nazwie, zostały włączone do Polski. Po przejęciu zrujnowanego miasta przez Polaków, przewodniczący miejskiej rady narodowej powiedział:

Jeżeli powiada legenda, że w naszym mieście było dwanaście bram, to potwierdziła się co do słowa: naliczyłem dwanaście całych w domach murowanych i paręnaście furtek w płotach…(cyt. za K. Błahij, Ostatnia tajemnica zaginionych bogów, Warszawa 1971, s. 94).

Dotychczasowych mieszkańców miasta wysiedlono do Niemiec, ich miejsce zajmowali napływający stopniowo polscy osadnicy. Po wojnie miasto stopniowo odbudowało się, od 1952 roku prowadzono ponowne badania archeologiczne. Badaniami objęto w kilku punktach miasto oraz jego umocnienia, port, przedmieścia, cmentarzyska, szlaki komunikacyjne, a także dawne rolnicze zaplecze kompleksu wczesnośredniowiecznego Wolina.

Pracami tymi przez wiele lat kierował profesor Władysław Filipowiak. Rola, jaką dziś jeszcze spełnia Wolin dla obecnych i przyszłych badań naukowych, dotyczących osadnictwa słowiańskiego w strefie nadbałtyckiej, stała się przyczyną uznania całego kompleksu za rezerwat archeologiczny, podlegający ochronie konserwatorskiej.

W początku lat 90. XX wieku w Muzeum Narodowym w Szczecinie powstała idea zorganizowania, przy współpracy ze skandynawskimi ośrodkami naukowymi, objazdowej wystawy archeologicznej, ukazującej wyniki przeszło stuletnich prac wykopaliskowych na terenie Wolina. Wystawę pod tytułem „Wolin-Jomsborg Emporium handlowe epoki wikingów w Polsce" prezentowano w latach 1991-1992 w Danii, Norwegii oraz na Islandii. Wystawa ta rozpropagowała wczesnośredniowieczną historię Wolina i przyczyniła się do zorganizowania w 1993 roku „I Festiwalu Wikingów"., rozwijając działania pościgowe w kierunku Dziwny, zdołał pokonać most i wdarł się na woliński rynek. Miasta broniły dwa pułki forteczne i niemiecka piechota morska. Po ponad dobie czołgi radzieckie musiały się wycofać pod naporem niemieckich obrońców. W efekcie tych walk niemal całkowitemu zniszczeniu uległo centrum miasta. Przez cały marzec na wschód od Dziwny działały oddziały 1 Armii Wojska Polskiego, które między innymi opanowały Dziwnówek. W początku kwietnia oddziały polskie przerzucono na południe do operacji forsowania Odry. Zastąpiły je formacje Armii Czerwonej. 4 maja 1945 roku oddziały radzieckiej 19 Armii przeprawiły się przez Dziwnę i wkroczyły do Wolina, który pomimo jedenastu kontrataków niemieckich został opanowany. Wskutek działań wojennych w 1945 roku miasto zostało zniszczone w 70%.

W wyniku ustaleń przywódców trzech zwycięskich mocarstw wyspa Wolin, wraz z miastem o tej samej nazwie, zostały włączone do Polski. Po przejęciu zrujnowanego miasta przez Polaków, przewodniczący miejskiej rady narodowej powiedział:

Jeżeli powiada legenda, że w naszym mieście było dwanaście bram, to potwierdziła się co do słowa: naliczyłem dwanaście całych w domach murowanych i paręnaście furtek w płotach…(cyt. za K. Błahij, Ostatnia tajemnica zaginionych bogów, Warszawa 1971, s. 94).

Dotychczasowych mieszkańców miasta wysiedlono do Niemiec, ich miejsce zajmowali napływający stopniowo polscy osadnicy. Po wojnie miasto stopniowo odbudowało się, od 1952 roku prowadzono ponowne badania archeologiczne. Badaniami objęto w kilku punktach miasto oraz jego umocnienia, port, przedmieścia, cmentarzyska, szlaki komunikacyjne, a także dawne rolnicze zaplecze kompleksu wczesnośredniowiecznego Wolina.

Pracami tymi przez wiele lat kierował profesor Władysław Filipowiak. Rola, jaką dziś jeszcze spełnia Wolin dla obecnych i przyszłych badań naukowych, dotyczących osadnictwa słowiańskiego w strefie nadbałtyckiej, stała się przyczyną uznania całego kompleksu za rezerwat archeologiczny, podlegający ochronie konserwatorskiej.

W początku lat 90. XX wieku w Muzeum Narodowym w Szczecinie powstała idea zorganizowania, przy współpracy ze skandynawskimi ośrodkami naukowymi, objazdowej wystawy archeologicznej, ukazującej wyniki przeszło stuletnich prac wykopaliskowych na terenie Wolina. Wystawę pod tytułem „Wolin-Jomsborg Emporium handlowe epoki wikingów w Polsce" prezentowano w latach 1991-1992 w Danii, Norwegii oraz na Islandii. Wystawa ta rozpropagowała wczesnośredniowieczną historię Wolina i przyczyniła się do zorganizowania w 1993 roku „I Festiwalu Wikingów".

czwartek, 7 lipca 2016

Odrobina mojej poezji

Pamiętam dokładnie ten szum
letniego wiatru,który rozwiewał
moje włosy,końce mojej sukni
wirowały na wietrze.
Blask słońca oświetlał moją
promienną twarz,a promienie
leciutko gładziły moje
delikatne ciało.
Ja stałam oniemiała,oczarowana
wśród maków,podziwiając ich piękno.
A one gładziły moje stopy,pozwalały
zatopić się w marzeniach.
Nie było,nikogo obok mnie!
Tylko Ja,łąka i prześliczne maki.
Letni spacer podarował mi wszystko,
czego pragnęłam!
Spokój i ukojenie!!
Pozwoliło mi ponieść się w zapomnienie!!




Mieli być razem,
lecz rak odebrał im nadzieję!
Okrutna choroba,zabrała wszystko
co razem budowali.
Chcieli przyszłość swą planować,
obrączki ślubne szykować!
A tu znów nawrót raka,
ona z tą chorobą od dawna się zmaga.
Lecz,w skrycie marzyła ,że cud
się stanie i choroba odejdzie w zapomnienie.
Płakała,prosiła Boga!
By choć jeszcze kilka lat,życia jej podarował.
Tłumaczyła że, spotkała miłość swego życia.
Że,mają jeszcze wiele dróg do odkrycia.
Lecz inna była Boga wola,
rozumiał ich miłość ale,ona mu w niebie
potrzebna była.
Zabrał ją ze świata,
a ukochany z wielkim bólem się zmaga!
Ale,kiedyś zrozumie że,miłość
Boska jest silniejsza.
Bóg daje życie i je zabiera,
nie pytając nikogo o zdanie.
Pozwolił im się jeszcze pożegnać,
ona rzekła ,,Żegnaj kochanie,
nasza miłość przez Boga zesłana,
tylko przez niego mogła być nam odebrana"








        Czasami życie stawia nas pod ścianą, 
ale to dlatego żebyśmy swoje błędy zrozumieli. 
Znaleźli w sobie, to coś, co inni nie chcieli lub nie umieli. 
Poczuć moc i spróbować czegoś nowego ,tajemniczego, zakazanego.
A zarazem czegoś, co inny posiada smak! 
To coś o czym się nie rozpowiada.
A przecież zakazany owoc najlepiej smakuje, to co niedostępne zawsze do 
działania nas motywuje.
Siła naszego serca, ma wielką moc!!
Mimo że, życie daje nam nieźle w kość. 
To,wiara czyni cuda, a przeżyć szczęśliwe życie nie każdemu się uda! 
Lecz to nie sens całego istnienia, 
sęk w tym żeby, przejść przez życie,
z nadzieją tak wielką i silną miłością. 
By stać się dla świata i ludzi, osobą niezastąpioną,niepowtarzalną. 
By pamiętali że, byłaś i dużo ich o życiu 
nauczyłaś.

To było tak!
Była raz sobie dziewczyna,samotna,roześmiana i bardzo miła.
Została sama,bo nieodpowiedniego chłopaka kochała.
On wybrał wolność,ona tego dla nich nie chciała.
Wolała być zawsze blisko niego,on nie potrzebował tego!
Nie chciał ,związku stałego,nie pragnął przysięgi i zapewnień o miłości!
Pragnął wolności,chciał poznać inny świat.
Chciał uciec tam,gdzie życie inny ma smak!
Ona prosiła go i błagała ,tak naprawdę 
nigdy go nie rozumiała.
Trudne to było rozstanie,
żadne z nich nie zasługiwało na nie.
Rozstać się musieli,bo się nie rozumieli.
Kochali się,choć ich miłość nie zaznała spełnienia!




Po raz kolejny sięgnęłam po zeszyt i długopis,oto co stworzyłam wczorajszego wieczoru i dzisiejszego dnia!!!

środa, 6 lipca 2016

Zachwyt i cudowny świat baśni Katarzyny Michalak




Nie wiem, dlaczego mój wybór padł na to miasteczko. Może spowodowała to sympatyczna nazwa - Pogodna - miejscowości między Kołobrzegiem a Koszalinem, przez którą dziwnym trafem przejeżdżałam? A kto nie chciałby mieszkać w Pogodnej? Może mały, zadbany ryneczek, otoczony przedwojennymi kamieniczkami, a może czarny kot na parapecie okna jednej z nich, okna, w którym widniała odręcznie napisana tabliczka "Do wynajęcia - wiadomość w spożywczym" - sprawiły, że zaparkowałam wynajętego golfa pod kamieniczką, trzasnęłam dziarsko drzwiami i udałam się do wskazanego sklepu dopytać o warunki najmu.

Tego dnia zaczęła się moja wielka przygoda, choć oczywiście nie miałam o tym wtedy pojęcia.

Bogusia otwiera w małej nadmorskiej miejscowości sklepik z różnościami - aniołki, akwarelki, porcelanowe figurki zapełnią półki, a oprócz tego dla przyjaciół i gości na stolikach staną talerzyki z domowymi wypiekami i filiżanki z gorącą czekoladą - oto marzenie Bogusi. Sklepik z Niespodzianką i jego urocza właściciela przyciągają najciekawsze osobistości Pogodnej: piękną i humorzastą tap madl - Konstancję, energiczną femme fatale - Adelę, zagubioną panią weterynarz - Lidkę, dobrą duszę miasteczka - Stasię... Wkrótce tworzy się krąg kobiet, które smakując na pięterku sernik królewski i aromatyczny napój, dzielą się smutkami i radościami życia. Oprócz barwnych losów mieszkańców Pogodnej autorka gwarantuje wzruszenia, emocje, miłość i nienawiść. Poszukiwanie własnej drogi i własnego miejsca w życiu. Problemy zwyczajne i niezwyczajne. Małe radości i smutki. I oczywiście dużo, dużo słodkości..
Sklepik z niespodzianką to pełna uroku powieść dla pań w każdym wieku. Wiele z nas odnajdzie tutaj swoje problemy, być może nawet będziemy utożsamiać się z jedną z charakterystycznych bohaterek. A po zamknięciu książki czeka nas prawdziwa niespodzianka, oczywiście ze sklepiku – dwa kolejne tomy, tym razem opowiadające o Lidce i Adeli.


Bajkowo,romantycznie tak zapowiada się cudowna książka Katarzyny Michalak.
Każdy człowiek potrzebuje miejsca,do którego się wraca!
Tam,gdzie czuje się kochany,potrzebny.Gdzie,odzyskuje spokój i chęci do działania.
Cudowne,lekkie wakacyjne czytadełko,oczywiście uwielbiane przez mnie !

sobota, 2 lipca 2016

Koncertowo:)

Cześć!!



Wczoraj po raz kolejny odbyły się Dni Łobza w naszym mieście.
A gwiazdą wieczoru był zespół ,,Piękni i młodzi"!!
Pisku i zadowolenia,nie było końca niesamowite przeżycie zobaczyć tak świetny i znany zespół!!
Świetna impreza,szkoda tylko że,śpiewali tylko godzinę!!
Ale,warto było ich zobaczyć na żywo!!





Zabawa była cudowna,specjalnie na ich koncert przyjechała moja siostra z Wolina.
Świetnie jest zobaczyć tak,cudowny i znany zespół na żywo!!

W środku zimy najlepsze są książki o lecie i wakacjach :)

Nie boję się powiedzieć otwarcie, że uważam tę pozycję za najlepiej napisaną współcześnie polską powieść obyczajową. Książka wbrew sympa...