Szukaj na tym blogu

piątek, 28 października 2016

Losy dziewczynki zagubionej we,własnym świecie




W świat powieści Nadzieja Katarzyny Michalak wpada się jak w bajkę, jak w magiczną krainę, do której wystarczy uchylić drzwi, by wciągnęła czytelnika bez reszty i nie chciała wypuścić, nim nie przemierzy się jej wzdłuż i wszerz…. To lektura pełna emocji, książka, która wielu czytelników doprowadzić może do płaczu.

Poznajemy kobietę, która zaczyna uciekać. Wyrzuca laptopa, komórkę, karty - wszystko, co może pomóc ją namierzyć. Przed kim ucieka? Dlaczego i dokąd zmierza? Kim jest tajemniczy człowiek, który jako jedyny ma numer drugiej komórki, którą nasza bohaterka pozostawia sobie? I czym - lub kim - jest Nadzieja oraz jaka jest jej rola?

Autorka w retrospekcji przenosi czytelników do momentu poznania Liliany i Aleksjeja, dwójki dzieci, odrzuconych przez rówieśników. Jego rodzice zginęli w Czarnobylu, a on w do niedawna bratnim kraju realnego socjalizmu po przemianach ustrojowych stał się wrogiem numer jeden. Liliana, chociaż jest Polką, z powodu wady wymowy (jąkania) również nie cieszy się sympatią rówieśników. Nie ma nikogo bliskiego, ojciec ją bije, dużo pije i chyba po prostu nienawidzi córki, obwiniając ją za śmierć żony. Dwójka dzieci w tym wyobcowaniu odnajduje przyjaźń - najlepszą nagrodę, ale i przekleństwo.

Czy miłość naprawdę wszystko zwycięża, czy pokona przepaść między dwoma światami? Czy pomoże Lili uwierzyć, że nie może ona ciągle się bać, że musi walczyć i że dla kochanej osoby warto podjąć wysiłek, nie wolno zaś zamykać się w sobie jak w skorupie?

Czytelnicy najpierw z pewnością polubią Lilianę - chociażby za to, że do walizki wzięła Przeminęło z wiatrem. Później zapewne Lilka będzie nieco ich irytować - ucieka, kłamie, wydaje się egoistką. W końcu przyjdzie czas na próbę zrozumienia, próbę wczucia się w jej sytuację - w doznanie permanentnego lęku i poczucia opresji. Katarzyna Michalak postać swojej bohaterki naszkicowała bardzo dokładnie, wiarygodnie, interesująco. To postać pełna emocji - podobnie jak pełną emocji lekturą jest Nadzieja Katarzyny Michalak. Czasem trzeba oderwać się od książki, odciąć się od zawartych na ich kartach emocji. Związek Liliany i Aleksjeja przypomina nieco historię Rhetta i Scarlett z Przeminęło z wiatrem - i to kolejny "smaczek" dla miłośników literatury.


Książka mnie bardzo wzruszyła,opowiada losy dziewczynki pół sieroty, która dorasta i staje się kobietą.Zgubiona we własnym świecie bez wsparcia,zrozumienia i bliskiej osoby.
Pozostawiona sama sobie..Sama idzie przez życie z poczuciem że tyko ból i cierpienie są jej przeznaczeniem.Jak wiele musi znieść człowiek samotny od zawsze,bez rodziny,przyjaciół bez bratniej duszy...Jak ciężkie jest takie życie..jak bardzo potrafi upokorzyć...jak odnaleźć swoją godność i poczucie własnej wartości...?
Warto sięgnąć po tę lekturę by choćby przez chwilę docenić to co mamy i doświadczyć czym jest Nadzieja-bo to nie tylko nazwa miejsca w którym Lilith odnajduje spokój ale również ,miejsce gdzie rodzi się nowe życie a z nim nadzieja że już nie jesteś sam.

Cudowna książka,bardzo mi się podobała polecam gorąco :)

niedziela, 23 października 2016

Czy istnieje dobry sposób na życie ? Tego nikt nie wie!!



Nowa powieść autorki kultowego "Jeźdźca miedzianego"! Obyczajowa "powieść drogi". Poruszająca historia o kobiecej przyjaźni, lojalności, miłości i poszukiwaniu celu w życiu. Shelby kończy szkołę i dostaje od ciotki kultowego, jaskrawożółtego mustanga. Zamierza jechać nim do Kaliforni, by odnaleźć tam swą matkę. Dołącza do niej Gina, pragnąca spotkać byłego chłopaka i naprawić związek. Po drodze zabierają Candy: nieznośną i tajemniczą dziewczynę, która przeszła w życiu prawdziwe piekło i przed czymś wyraźnie ucieka... Niezwykła podróż przez cały kraj zmieni ich życie na zawsze.


Przyjaźń kobieca to najfajniejsza rzecz na świecie.
Właśnie ta powieść ukazuje przyjaźń młodych kobiet,szukających celu w swoim życiu,

 Jest to opowieść o wspólnej podróży ze wschodu Stanów Zjednoczonych do Kalifornii, w której wzięły udział trzy dziewczyny. Każda z nich ma inne cele w tej podróży.
Raczej nie mogłam oderwać się od tej książki. Ciekawiło mnie, jak skończy się ta opowieść o tym przecież smutnym życiu tych trzech dziewczyn. Od początku dało się odczuć taką nutkę tajemniczości.
Mi osobiście książka podobała się również z tego względu, że jest to książka-drogi.
"Droga do raju" wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony. Nie byłam w stanie się oderwać od powieści ani choć na chwilę przestać o niej myśleć. Jechałam razem z dziewczynami przez Stany Zjednoczone wyjątkowym, żółtym samochodem. Momentami nawet zaglądałam do atlasu i wtedy ta droga była taka bardziej nasza. Trzy dziewczyny, każda inna, każda ma inny cel. Czasami naiwne, czasami robiły dziwne głupie rzeczy, ale przecież były młode, próbowałam sobie przypomnieć co jak robiłam jak miałam 18 lat i wydaje mi się, że mogłabym pasować jako czwarta pasażerka :) Nie nudziły mnie nawet wspomniane już w opiniach długie rozmowy o religii, dziwiło mnie tylko, że tak młode dziewczyny mogą prowadzić tak "dorosłe" dyskusje na ten temat.
Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, to nie był scenariusz jaki ułożyłam sobie w głowie dla dziewczyn.

Cudowna książka,czytałam ją z wypiekami na twarzy a to dlatego że,pani Simons to moja
ulubiona amerykańska pisarka.
Cała powieść za każdym razem mnie zaskakiwała,a przeważnie odwiedziny dziewczyn w klasztorze
w którym,przebywał ojciec jednej z nich.
Ta,scena najbardziej weszła mi w pamięć.
Klasztor i mnisi to dla,mnie taki rzadko spotykany temat.
Więc,gdy coś mi się trafia o takim czymś czytać,to z miłą chęcią się w to zagłębiam.

Ogólnie książka jest lekką i przyjemną lekturą, w sam raz na jesienne wieczory!!

sobota, 15 października 2016

Książka pokazująca jak walczyć o własne szczęście



Nie chciałbym żeby ktoś tak mnie kochał.
Nie chciałbym czuć tak palącej na przemian pasji,niechęci,żalu i nienawiści.
Dzięki Bogu,że to nie moja historia!

Bałam się tej książki jak i obrazów napływających z ekranu telewizora.
Bałam się tego obłąkania,jakby miało mnie to skalać na odległość.
Zakrywałam oczy,aby nie patrzeć(jednak czytać tak nie mogłam).
Widzę jak on patrzy na nią...
Widzę i czuję jak szaleńczo w jego duszy odbijają się różne emocje.
Widzę jej uśmiech,ni to delikatny,ni przebiegły...
I wiem jak on na niego podziała.

Jestem w ciasnym pokoju,coś jakby komórka,za oknem szaleje burza...
Trzymam świecę w dłoni,to mojej jedyne światło w tym mroku...
Czuję chłód,otulam się ciaśniej wełnianą chustą,ale i tak niewiele to daje.
Czuję się obco...sama w tym nieznanym miejscu.
Wiatr zawodzi na zewnątrz,jak udręczona dusza...
Jestem ciekawa tej melodii.
Na tyle ciekawa,ze pcham się w ramiona tej nieznanej bestii,z każdym krokiem zbliżając się do ciemnej otchłani,od której oddziela mnie tylko cienka szyba.
Kuszona jej zawodzeniem małymi kroczkami podchodzę bliżej...
ŁUP! ŁUP! ŁUP! ŁUP!
Serce zamiera mi ze strachu...
To tylko gałęzie.
To tylko gałęzie.
To muszą być tylko smagane wiatrem gałęzie,bo cóż innego?!

Jeśli ma mnie spotkać w życiu miłość,to oby nie taka!
Wolę kochać spokojnie,nudnawo,ze stałą siłą,lojalnością i oddaniem!
Nie chcę zaprzedać duszy!
Nie chcę jej ofiarować niewłaściwej osobie!
Nie chcę umierać z dnia na dzień to z tęsknoty i odrazy do siebie!

"Wichrowe wzgórza"to nauka o tym,czego nie należy robić dla swojego szczęścia!

Zawsze pragnęłam, przeczytać tę książkę, w końcu mi się udało nasyciłam się jej pięknem:)

środa, 12 października 2016

Cudowna i emocjonalna

,,Złodziejka książek"  to powieść skrojona w świeży, nowoczesny sposób. Niemniej kiedy zaczęłam ją czytać, odrzuciło mnie. Pomyślałam, kolejna dołująca ambitna powieść. Kolejny trend, który przestanie być odkrywczy, zamieniając się w rutynę i kalkę. Wystarczyło jednak przebrnąć przez początek, by zmienić zdanie i na nowo odkrywać temat już wiele razy i w różnych czasach opisywany. Mimo że chodzi o nazistowskie Niemcy, problem holokaustu, smutek i tragizm wojny, to jednak czyta się inaczej niż książki do tej pory napisane na ten temat.

Czyta się inaczej, bo jest napisana inaczej. Powieść Markusa Zusaka jest przede wszystkim dobrze uporządkowana. Większe rozdziały są podzielone na mniejsze, a każdy posiada znaczący, wiele zapowiadający tytuł. Co jakiś czas pojawiają się, rzucane jak obrazy, definicje, pytania, wyjaśnienia, które bardzo pomagają czytelnikowi. W pewnym momencie pojawia się przepiękna, prosta, poetycka opowieść ilustrowana rysunkami, opowieść stworzona w trudnych warunkach przez ukrywającego się w piwnicy Żyda, a przeznaczona dla małej dziewczynki, bohaterki powieści. Ta 10-letnia dziewczynka - Liesel Meminger wprowadza nas w świat wojny, w świat zwykłych Niemców. Mamy więc punkt widzenia dziecka, jednego z wielu dzieci pokrzywdzonych już na początku wojny. Liesel zostaje oddana przez matkę na wychowanie do przybranych rodziców, po drodze do nich traci młodszego brata. Potem dopiero zaczyna się jej dzieciństwo. Przybrani rodzice (Hans i Rosa) okazują się poczciwymi prostymi ludźmi, którzy kochają przybraną córkę jak potrafią i okazują jej to w swoisty sposób. Ojciec (malarz pokojowy) pomaga przetrwać dziewczynce nocne koszmary, gra dla niej na akordeonie, uczy ją także czytać i pisać, choć sam ledwie skończył szkołę podstawową. Czuje jednak, że jest to dla niej ważne. Odtąd słowa prowadzą Liesel przez życie. Przybrana matka (praczka) jest osobą oschłą, twardą, która karze i krzyczy z byle powodu, ale pod tą powłoką kryje wielkie dobre serce. Jest też Max - Żyd, syn nieżyjącego przyjaciela Hansa, którego bez zmrużenia oka decydują się ukrywać. Między Maxem a Liesel zawiązuje się silna więź, i to znów dzięki słowom. W końcu, w momencie, gdy w jej życiu naprawdę zaczyna dziać się dobrze, a raczej spokojniej i bezpieczniej, jedno bombardowanie małego miasteczka, to bezpieczeństwo niszczy. Dziewczynka znów zostaje sama, cudem ocalona przez słowa właśnie.

W tej książce wszystko ma swój cel i splata się w logiczną całość. Autor mimo to nie tłumaczy niczego z przesadą, nie wykłada kawy na ławę, tylko w poetycki sposób nie dopowiada, zostawia czytelnikowi duże pole dla wyobraźni.


"Kiedy szamotanina się skończyła, matka
i dziewczynka przystanęły, oddychając ciężko.
W śniegu tkwił prostokątny,
czarny przedmiot.
Zauważyła go jedynie dziewczynka.
Schyliła się i podniosła go,
mocno zaciskając palce.
Na okładce były srebrne litery"

Ta książka,zmieniła wszystko w moim życiu.
Długo się zastanawiałam nad życiem Liesel, ta dziewczynka mimo tego że,nie potrafiła czytać
pragnęła tej książki i ją sobie najzwyczajniej w świecie wzięła. Tak zaczął się jej złodziejski proceder.
Ale,przecież nie robiła nic złego pragnęła wiedzy która,była zakazana!
Dla mnie to najlepsza książka na świecie polecam!!!

Stosikowo

Cześć!!
Jesień za oknem,nieźle daje mi we znaki.Po raz kolejny wstałam dzisiaj z katarem i nie mam na nic siły.
Na szczęście wczoraj skorzystałam z okazji że,jako tako się dobrze czułam i poszłam do biblioteki!!

1. ,,Droga do raju" Paulliny Simons
2. ,,Tully" Paulliny Simons
3. ,,Czerwone liście" Paulliny Siomons
4. ,,Północ i Południe 1" John Jakes
5. ,,Północ i Południe 2" John Jakes 
6. ,,Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda
 7. ,,   Rodzina Castel" Virginia Cleo Andrews
8.,, Mroczny anioł"   Virginia Cleo Andrews 
9.  ,,Dotyk Julii. Trylogia" Tahereh Mafi
10. ,,Nadzieja " Katarzyny Michalak
11. ,,Ostatni dzień roku" Katarzyna Misiołek 

A w tym momencie czytam Emily Bronte ,,Wichrowe wzgórza"



Uzbierało się tego ale,jest co czytać i z miłą chęcią sięgnę po każdą książkę z tego stosiku.

niedziela, 9 października 2016

Filmowo!!

Wczoraj postanowiliśmy w domu zrobić sobie, popołudnie filmowe padło na ,,Planetę singli"

Być może o powodzeniu filmu zadecydowało to, że „Planeta singli” stanowi osobliwe połączenie realizacji amerykańskiego snu wielkomiejskiej klasy średniej z ukłonem w stronę nowych technologii, które zmieniły w ostatnich latach nasze życie uczuciowe i seksualne.„Planeta singli” porusza temat internetowego randkowania jako sposobu na odnalezienie miłości wśród zamożnych warszawskich singli. Ania Kwiatkowska (Agnieszka Więdłocha) ma dość życia w samotności i za namową swojej przyjaciółki, wybuchowej artystki-fryzjerki Oli, postanawia spróbować szczęścia w szukaniu uczucia przez internet. Mężczyzna, z którym umówiła się w ekskluzywnej warszawskiej restauracji, nie przychodzi. Poznaje tam za to Tomka Wilczyńskiego (Maciej Stuhr). Bohater jest aroganckim i cynicznym podrywaczem. W ramach zabawy próbuje uwieść Anię, co ostatecznie doprowadza do emocjonalnego wybuchu dziewczyny, która czuje się upokorzona. W kolejnym odcinku programu Tomka pojawia się lalka przypominająca Anię, wyśmiewająca zachowanie dziewczyny. Okazuje się jednak, że publiczność pokochała zasadniczą, ostrą pacynkę, która niezadowolona krzyczy o pozornie anachronicznych wartościach i rycerzu na białym koniu. Tomek wraz ze swoim producentem Marcelem (Piotr Głowacki) dostają awans – show zostaje przeniesiony do głównej stacji i ma być nadawany w czasie najwyższej oglądalności.

Tomek i Marcel potrzebują teraz ciągle nowych pomysłów, dlatego odszukują Anię i składają jej niecodzienną propozycję – będzie chodziła na randki z ludźmi poznanymi w internecie, a później o nich opowiadała. Nieprzekupna dziewczyna, ciągle obrażona na Wilczyńskiego, daje się przekonać w zamian za nowy fortepian dla szkoły, w której uczy dzieci muzyki. Tak wygląda zawiązanie akcji „Planety singli”, która – nie da się ukryć – opiera się na nieco utartym motywie Kopciuszka i księcia. Ania po śmierci ojca nie pojechała do konserwatorium do Paryża i postanowiła opiekować się mamą pogrążoną w depresji. Zanim spotka bogatego, zabawnego i sławnego Tomka, pracuje w szkole, w której nie ma nawet oddzielnej salki dla swoich zajęć.

Praca nad scenariuszem trwała prawie dwa lata. Twórcy starali się jak najwierniej trzymać gatunkowych reguł komedii romantycznej – najwyraźniej korzystanie ze sprawdzonych wzorów uznali za najbezpieczniejsze rozwiązanie. Kiedy cyniczny i niegrzeczny chłopiec pod wpływem miłości ulega przemianie, po raz kolejny zostaje potwierdzona utarta zasada tego gatunku filmowego. Co więcej, Tomek, przemawiając w jednej ze scen do widzów swojego show, zwraca się równocześnie do widzów siedzących w kinie, a jego słowa układają się w proste przesłanie: należy starać się o miłość, a to wymaga odwagi, ponieważ możemy zostać zranieni. Jeśli nie podejmiemy jednak tego ryzyka, zostaniemy samotni i nieszczęśliwi w pustym mieszkaniu.



Zabawny film, w sam raz na jesienne wieczory trochę można się pośmiać.
Odprężyć i zrelaksować .
Szukanie miłości wydać że,nie jest takie łatwe jak sobie nieraz wyobrażamy,ale nic na siłę.
Miłość przeważnie przychodzi nieproszona.

piątek, 7 października 2016

Przemyślenia

Witajcie!!


Jesień zawitała na dobre,liście spadają z drzew,zbieramy kasztany !
Jest pięknie i kolorowo za oknem,choć zimno się robi nic nie zaszkodzi na spacery
w piękne popołudnia !


Wszystko jest takie piękne i kolorowe .Ale,niestety jesień ma swoje minusy.
Coraz częściej się przeziębiam,choć tak naprawdę ubieram się odpowiednio.
Cóż! Herbatka z miodem i imbirem ,czosnek i miód to najlepsze lekarstwo,na
przeziębienia z receptury mojej babci.

A ja i tak uwielbiam jesienną porą,chyba bardziej ze wszystkich pór roku!
Lubię patrzeć ja liście spadają,jak szurać można nogami i ten cudowny dźwięk się wydobywa no,coś pięknego.

A wieczorami cieplutki, mięciutki kocyk.Pyszna herbatka i chwila tylko z książką.
Czegoż tu potrzeba więcej?
Opatulona w kocyk i pochłonięta książką,co wieczór przeważnie odpływam w inną krainę.
I wiecie co?
Podoba mi się to,nie ma nic lepszego jak cisza,spokój,bracia i rodzice śpią a ja mam cały dom tylko dla siebie.
Wszystko jest takie magiczne jak w jakieś bajce.

Tykanie zegara,cicho tyka w moim pokoju.
Ja mam swój raj na ziemi.
Wiem że,to co piękne szybko się zmieni.
Ale,dopóki mi to dane rozkoszuje się tym stanem.
Zatopiona w ciepły koc z książką spędzam jesienne wieczory.
Wtedy już,żadne nie przychodzą do mnie zmory.
Bo jesień to pora odpoczywania,
zatopienia się w swoich myślach.
A wieczory ten urok mają,
że,nas do działania pobudzają.
Dają na energię na lepsze jutro.
Lecz,gdy jest cisza nawet nie jest mi smutno.

A wy kochani za co lubicie jesień?

wtorek, 4 października 2016

Piękne życie Anastazji i Christiana

Ostatnia część trylogii to gra w otwarte karty. Anastasia i Christian są razem, na dobre i na złe, związani przysięgą i obrączkami, trochę wbrew logice, trochę na przekór wszystkiemu, co ich łączy, trochę w rytmie disneyowskiej sielanki. Sielanka to oczywiście podróż poślubna jak ze snów, obrzydliwy majątek państwa Grey, spełnianie marzeń i wyznania miłości. Ach, i seks, w natężeniu takim samym, jak w poprzednich częściach, niby już małżeński, a jednak dalej taki sam, z niespodziankami, z ciągotami, z wahaniami, etc., etc. Słowem, porno-story ciąg dalszy, ale tym razem trzeba ją naciągnąć tak, by faktycznie można było już ją zakończyć.

Jak wygląda nowe oblicze Greya? Ciężko powiedzieć. Ewoluuje jego uczucie do Anastasi, jest dojrzalsze, głębsze, prawdziwe, nie nastawione jedynie na prostą przyjemność, choć nie do końca wolne od osobliwych ciągot (… które przechodzą na Anę). Nadal więc jest huśtawka, od Christiana pana i władcy do Christiana czułego i „normalnego”, co jednak nie stanowi szczególnego zaskoczenia, bo z tym miało się do czynienia już w dwóch pierwszych tomach. Nic nie zmienia się również w Anastasi, która nadal jest naiwna, głupiutka, prosta i ciągle wzdychająca. Po raz kolejny też drażnią te same schematy zachowań, ba, nawet te same teksty (wzbogacone o małżeńskie pieszczotliwe zwroty „Pani/Pani Grey”, które para do znudzenia do siebie powtarza). Mimo zdecydowanego progresu w związku, rozumianego jako jego formalizacja, nie zmieniło się w zasadzie nic w zachowaniu bohaterów, w ich sposobie myślenia i wzajemnych relacjach. Może jest nieco więcej czułości, słodkiej, ociekającej lukrem, ale jest też tyle samo wątpliwości, nadal nad ich związkiem wiszą ciemne chmury, a Christian owiany jest aurą tajemnicy, ale już znacznie mniej pociągającą, niż w pierwszej czy nawet drugiej części. Zaczyna się tłumaczenie pewnych zjawisk, obnażanie sekretów, pojawia się kilka nowych, słaby wątek kryminalny ciągnie się równolegle z bajkowymi klimatami. Miejscami robi się też niesmacznie, erotycznego zmysłu, wyobraźni i taktu autorka nie ma za grosz. To kontynuacja, więc oczywistym jest, że będzie ciągnąć pewne wątki, jednak powielanie dokładnie tych samych schematów przez trzy kolejne części jest po prostu nudne, niewłaściwe, działające niekorzystnie tak na jakość książki, jak i na autorkę, której najwyraźniej nie było stać na żaden postęp, na naprawdę Nowe oblicze Greya.

I paradoksalnie, wbrew wszystkiemu, a już na pewno wbrew woli czytelnika, E.L. James poszła na łatwiznę, przytaczając na końcu powieści krótką opowieść o tym, jaki Christian był przed poznaniem Anastasii. I wszystko psuje, nie ma już nic do samodzielnej interpretacji, żadnej szansy, by czytelnik stworzył sobie jakiś portret psychologiczny głównego bohatera i tłumaczył go wedle własnego uznania. Żadnego pola dla wyobraźni, jak zresztą w całej powieści. Wszystko czarno na białym, już bez żadnych odcieni szarości. Według bardzo oklepanej receptury stworzyła czarny charakter, który zmienił się nie do poznania (aż dziwne, że pod wpływem takiej dziewczyny, jak Ana…). Może było to do przewidzenia, ale jednocześnie stanowiło najbardziej intrygujący wątek, bo nic, co związane z Christianem, nie było pewne. Był po prostu Szary, niech już będzie, z dedykacją dla panny Steel (swoją drogą, czy nazwisko Christiana nie jest aż nazbyt oczywiste…?). A tu proszę, proste wytłumaczenie, jakież to „zaskakujące” i bardzo nowe jest nowe oblicze Greya. Ale czy nie lepsze byłoby domyślanie się, co odczuwał, wcielając się w rolę wiernego męża…? Czułego kochanka, starającego się skupić na „waniliowym seksie”? Czy naprawdę jest szczery…. ? Obserwowanie tego było nieco ciekawsze, a tymczasem Christian, jak i cały sens powieści, został zbanalizowany (jeszcze bardziej) na kilku stronicach. I cały czar przeminął, całe „zaskakujące” nowe oblicze Greya nie zaskoczyło, a ognista trylogia, tak znakomicie rozreklamowana, tak wciągająca, mająca być tak wielkim hitem, okazała się słabsza niż można było przypuszczać jeszcze w drugiej części. Disneyowskie porno story, wtórne, do bólu przecięte zarówno fabularnie, jak i literacko, pozostawia po sobie jedynie mgliste wspomnienie powieści, którą przerosła własna reklama. I po co było to wszystko…? Szary, jaki jest, każdy widzi. A na resztę nie było sensu patrzeć, bo de facto tylko dla niego czytało się powieść, on, jako jedyny niepoznany „element” był w stanie zatrzymać czytelnika przez trzy tomy. A tu proszę, nie taki Grey Szary, jak czytelnik zrobiony na szaro.
Oprócz scen erotycznych, awantur i zachwytów Any nad urodą męża, znalazło się jednak w książce miejsce na intrygę, ze wspomnianym mściwym szefem w roli głównej. Pojawiają się też i inne wątki, które wywracają chwilowo życie Greyów do góry nogami. Próżno jednak liczyć, że nie znajdą one swojego happy endu. Jak zwykle James szybko i bezboleśnie wyciągnie swoich bohaterów z opresji. Ponadto, gdy małżonkowie znajdą się o krok od tragedii, Grey odkryje swoje nowe oblicze, swój pięćdziesiąty pierwszy odcień, o którego posiadanie się nawet nie podejrzewał.

„Najpikantniejsza trylogia ostatnich lat”, jak głosi okładka, zostaje spięta z tomem pierwszym klamrą w postaci przedstawienia początków znajomości Any i Christiana z punktu widzenia tego drugiego. To coś, na co nie zdecydowała się Stephenie Mayer, której „Zmierzch”, jak wszyscy wiemy, był dla E.L. James punktem wyjścia do napisania trylogii o Greyu. Ale i ona powinna iść w ślady swojej protagonistki, bo jako, że pisarka z niej marna, próba wcielenia się w tak złożoną i skomplikowaną postać jak Christian Grey (nawet jeśli to ona sama powołała go do życia) kończy się fiaskiem. Pomysł dobry, gorzej z wykonaniem. Ale potencjał w tym pomyśle jest i gdyby tylko zabrała się za niego osoba z lepszym piórem, moglibyśmy otrzymać książkę jeszcze bardziej kontrowersyjną i znacznie bardziej wartościową.
Cudowna bajka która,bardzo szybko się skończyła !
Można powiedzieć że,bardzo za szybko,trzecia część była fenomenalna.
Uwielbiam te książkę najlepsza na świecie:)

W środku zimy najlepsze są książki o lecie i wakacjach :)

Nie boję się powiedzieć otwarcie, że uważam tę pozycję za najlepiej napisaną współcześnie polską powieść obyczajową. Książka wbrew sympa...