Szukaj na tym blogu

niedziela, 23 lipca 2017

Taniec jest lekiem na całe zło

Kolejna bezsenna noc Herberta Molina, emerytowanego oficera policji. Od pięćdziesięciu czterech lat nękają go cienie, które chcą, żeby odpokutował dawne winy. Molin przywykł do ich obecności i uczy się zajmować sobie czas po zmierzchu - układa puzzle lub tańczy tango z wykonaną przez siebie lalką. W końcu nadchodzi moment zemsty - pewnego dnia o świcie Molin zostaje zachłostany na śmierć. Krwawe ślady na podłodze w jego domu układają się w kroki tanga. Do śledztwa, prowadzonego przez Giuseppego Larssona, włącza się doświadczony policjant Stefan Lindman, którego zastajemy w trudnym dla niego momencie życia - właśnie dowiaduje się, że ma raka. Tymczasem popełnione zostaje drugie morderstwo. Funkcjonariusze natrafiają na trop prowadzący do międzynarodowej siatki neonazistów i stopniowo odkrywają motywy dokonanych zbrodni, które swoje źródło mają w wydarzeniach z czasów II wojny światowej.

Powrót nauczyciela tańca to kryminał uznany przez wielu krytyków za lepszy nawet od Mankellowskiego cyklu o komisarzu Kurcie Wallanderze. Powieść jest przesycona atmosferą skandynawskiego chłodu i mroku, zawiera wątki historyczne, daje czytelnikowi wgląd w mentalność szwedzkiego społeczeństwa. Książka zdobyła w 2005 roku Gumshoe Award dla Najlepszej Europejskiej Powieści Kryminalnej.


Kochani, dzięki tej książce przekonałam się że, kryminał musi być dobry bym ja go przeczytała od deski do deski.
I ten właśnie taki był..
W tej książce podobało mi się wszystko co bardzo mnie to zdziwiło.
Postać Herberta Molina, mnie urzekła to jak on  tańczył tango i jak został zamordowany ,
to było wstrząsające a z drugiej strony jakby dotknęło mnie samej.

Mankell pisze w tak charakterystyczny sposób, że na dobrą sprawę Stefan Lindman bezboleśnie zajął miejsce swojego literackiego poprzednika, przejmując całą masę jego cech.
Tym razem w wymiarze społeczno-obyczajowym książka poświęcona jest problemowi zagrożenia ze strony współczesnych odmian światowego faszyzmu, który odradza się w wielu krajach Europy w oparciu o rosnące w siłę lokalne nurty nacjonalistyczne.
To pewnie już jedna z ostatnich współczesnych powieści kryminalnych ( z przyczyn demograficznych, rzecz jasna), które dotykają kwestii rozliczeń za krzywdy z okresu z II wojny światowej.
Z satysfakcją stwierdzam, że tym razem autor doskonale poradził sobie z zakończeniem, które w odróżnieniu od większości jego wcześniejszych książek jest dopracowane i kompletne.
Zdecydowanie polecam, na pewno sięgnę po inne powieści tego autora.

niedziela, 9 lipca 2017

Książka o której szybko nie zapomnę!!!

Czy kłamstwo lepsze jest od najgorszej prawdy? Czy wydarzenia z przeszłości mogą wpłynąć negatywnie na przyszłość? Czy rodzina może nas skrzywdzić? Jak pogodzić się z prawdą?

Molly ma fajne życie, ciekawą pracę, kochającego męża i… pilnie strzeżoną tajemnicę z przeszłości. Ich rodzina wkrótce się powiększy – pojawi się w niej adoptowane dziecko, tymczasem Molly walczy z niepewnością i lękiem. Czy pokocha maleństwo, którego nie urodziła? Czy będzie dobrą matką? Uświadamia sobie, że prawdziwa rodzina powinna być zbudowana na prawdzie. Dwadzieścia lat wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła ukochanego ojca. Nigdy nie wybaczyła bliskim kłamstw, jakimi ją karmili. Odeszła z domu i przed światem udawała sierotę. Teraz musi wyznać mężowi, że jej matka wcale nie umarła na raka, a jej krewni wciąż mieszkają w Morrison Ridge, małej miejscowości w Karolinie Północnej. Co więcej, Molly ma dwie matki – adopcyjną i biologiczną. I obie nigdy o niej nie zapomniały. Molly boi się teraz, że wyznanie prawdy przekreśli jej największe marzenie, by zostać matką i zrujnuje jej małżeństwo. Skoro pragnie być dobrą mamą, musi jednak znaleźć sposób, by pogodzić się ze swoją przeszłością i uwierzyć w przyszłość.


O tak!! Najlepszy hit tego lata!
Książka bardzo mnie wzruszyła, czytając serce mi pękało ale,także pragnęłam szczęścia Molly.
Utrata dziecka bardzo ją przygnębiła,a gdy się dowiedziała że,już nigdy nie zajdzie w ciąże-
to cały świat jej się zawalił.
Nie dziwie się, to na pewno musi być wielkim ciosem.

Nieraz zazdrościmy innym, jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia... Może czasami warto zastosować metodę "Jak gdyby", według której dzięki odgrywaniu osoby, którą chcielibyśmy być, poprzez naśladowanie jej zachowania, z czasem możemy stać się nią naprawdę.
Dla mnie Molly żyła w powłoce z której nie mogła się uwolnić.
Niby była szczęśliwa w małżeństwie ale, brak dziecka spędzał jej sen z powiek.
Małżeństwo decyduje się na adopcję otwartą polegającą na całkowitej znajomości tożsamości zarówno rodziców adopcyjnych, jak i biologicznych. Często matka biologiczna ma ciągły kontakt z dzieckiem, a niekiedy dość mocno angażuje się w jego życie - wszystko zależy od rodzaju umowy zawartej pomiędzy rodzicami przed adopcją. Jestem całym sercem za dawaniem dzieciom szansy bycia kochanym oraz dorastania w domu przepełnionym miłością, jednak mam bardzo mieszane uczucia względem adopcji otwartej. Z jednej strony uważam, iż od początku należy przekazywać dzieciom prawdę o ich pochodzeniu, bo na dłuższą metę wszelkie tajemnice przynoszą więcej szkody niż pożytku. Z drugiej strony obecność dwóch mam może namieszać dziecku w głowie, a prawdopodobnie w końcu pojawią się pewne zgrzyty odnośnie decyzji bezpośrednio dotyczących wspólnego potomka. Na pewno jest to kwestia do dłuższej dyskusji, a także wnikliwego przemyślenia.

Niejednokrotnie nie rozumiałam głównej bohaterki, której postępowanie bywało nielogiczne. Nie lubię osób upierających się przy czymś, ślepych i głuchych na racjonalne przesłanki. Molly po śmierci ojca obraża się na wszystkich dookoła, odcinając wszelkie więzi łączące ją z rodziną, chociaż ich postępowanie było zgodne z wolą jej taty. Do tego nadal nie mam pojęcia, dlaczego ukrywała wszystko przed swoim mężem przez tyle lat, zamiast od początku oprzeć ten związek na prawdzie, pozbywając się niepotrzebnego balastu. 

"Bez wybaczenia trudno iść do przodu (...). To tak, jakbyś próbowała tańczyć z ołowianym balastem na ramionach. Gniew może przytłoczyć cię na zawsze." **

"Jak gdybyś tańczyła" to czwarta powieść Chamberlain, którą miałam przyjemność poznać. Zapewniam, że jest to powieść godna uwagi, jednak na tle poprzednich wypada zdecydowanie najsłabiej. Nastawiłam się na emocjonującą opowieść o walce z procedurami adopcyjnymi, marzeniach związanych z posiadaniem dziecka, dylematach moralnych oraz trudnych wyborach. Spodziewałam się historii opartej na aktualnym życiu bohaterów, a okazało się, iż Chamberlain skupiła się na retrospekcjach dotyczących dzieciństwa i lat nastoletnich Molly, poruszając niekiedy niezbyt interesujące wątki, które niewiele wnoszą do fabuły. Do tego od samego początku domyśliłam się, jak potoczy się sprawa z ojcem Molly, dlatego dość mocno zawiodłam się na tym tytule, chociaż jest napisany bardzo dobrze - to trzeba przyznać.

Owa lektura porusza sporo wątków dotyczących adopcji, pierwszej miłości, utraty dziecka, zajścia w ciążę podczas pierwszego razu, nieudanego dzieciństwa, alkoholizmu, stwardnienia rozsianego i cierpienia spowodowanego przez chorobę. Dzięki niej można uświadomić sobie, iż człowiek nigdy nie pójdzie do przodu, kiedy jego życiem nieustannie będą rządzić demony przeszłości. Ponadto niekiedy z miłości należy dopuścić się najgorszych rzeczy dla dobra ukochanej osoby...


Cudowna i poruszająca książka,mająca w sobie to coś niezwykłego !!!

W środku zimy najlepsze są książki o lecie i wakacjach :)

Nie boję się powiedzieć otwarcie, że uważam tę pozycję za najlepiej napisaną współcześnie polską powieść obyczajową. Książka wbrew sympa...