Szukaj na tym blogu

piątek, 9 lutego 2018

Druga część Włoskich butów ... Jeszcze lepsza

„Szwedzkie kalosze” to swobodna kontynuacja historii opisanej we „Włoskich butach”. Mija osiem lat. Znakomity chirurg Fredrik Welin nadal mieszka na jednej z bałtyckich wysp. Dobiega siedemdziesiątki i mimo że czuje się całkiem dobrze, ma świadomość upływającego czasu. Nadal rozpamiętuje wypadek przy pracy, który raz na zawsze przekreślił jego karierę, wspomina śmierć matki swojej jedynej córki, którą poznał, gdy ta była już dorosłą kobietą. Być może jego życie toczyłoby się utartym szlakiem, gdyby nie pożar, który jednej nocy pozbawił Welina nie tylko domu, ale i wspomnień oraz poczucia bezpieczeństwa. Na domiar złego pożar wygląda na celowe podpalenie i pierwsze podejrzenia padają na właściciela starej posesji. Sęk w tym, że ktoś podpala inne domy i nie jest to Fredrik. Gdyby tego było mało, na wyspie pojawia się, dawno niewidziana, córka Louise, co nie wróży niczego dobrego.



„Szwedzkie kalosze” to powieść, która miłośników kryminałów Mankella może zaskoczyć. Sensacji w powieści jest jak na lekarstwo, ponieważ na plan pierwszy wysuwa się wątek obyczajowy, skupiony wokół Fredrika i jego relacji z innymi ludźmi. Były chirurg, zmęczony życiem i roztrzęsiony po starcie dachu nad głową, z jednej strony dobrze sobie radzi, z drugiej zaś popada w melancholię, której blisko do agresji. Fredrik próbuje na nowo poukładać sobie życie, mając bolesną świadomość, że dany mu czas powoli się kończy. Na jego drodze pojawia się młoda dziennikarka Lisa Modin i Welin ma nadzieję na coś więcej, wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz dzielącej ich różnicy lat. Relacje z dorosłą córką też wymagają naprawy, ale dwie silne osobowości, nieskore do kompromisów, nie ułatwiają sobie tego zadania. Dopiero wyjazd do Paryża, śladami wydarzeń z przeszłości, pozwoli spojrzeć Welinowi na pewne fakty z życia z zupełnie nowej perspektywy.


Kolejne Wow, normalnie nie spodziewałam się takiej akcji.
Mankell zrobił coś niesamowitego, przenosi nas do Skandynawii gdzie jest zimno.
Lecz czytając czuje się aurę czegoś wyjątkowego, wartego poświęcenia i zapomnienia się.

To piękna i mądra opowieść o przemijaniu, samotności i uczuciach.
Większość z nas marzy o spokojnej, bezproblemowej starości. Staramy zabezpieczyć się i stworzyć warunki do "godnego" życia na emeryturze. Planujemy nadrobić zaległości w hobby, m.in. w czytaniu, spełniać marzenia, mieć czas dla siebie. Być po prostu wolnym.
I co? Życie ciągle nas zaskakuje. Nie ważne ile masz lat; 20, 30, 70 lub więcej. Los sprawi, że kolejny raz życie musisz rozpocząć od zera. Tak jest w przypadku Fredrika - bohatera powieści "Szwedzkie kalosze". To kontynuacja "Włoskich butów", ale można czytać niezależnie.
"Byłem siedemdziesięcioletnim mężczyzną i straciłem wszystko w pożarze domu. Nie posiadałem prawie żadnych przedmiotów, miałem tylko szopę z hangarem na łódź, przyczepę do mieszkania, plastikową łódkę długą na trzynaście stóp i stary samochód. Musiałem się zmierzyć z pytaniem, co ze sobą począć? Czy miałem jakąś przyszłość? Czy w ogóle miałem jakikolwiek powód, by dalej żyć?"
W pogorzelisku po spalonym domu, Fredrik znajduje jedynie metalowe sprzączki od butów. Buty na zamówienie córki Fredrika zrobił dla niego włoski , znany szewc. A uciekając z płonącego domu, Fredrik w panice ubrał kalosze. Zielone, dwa lewe. W ciągu jednej nocy stracił wszystko. Jego życie ulega radykalnej zmianie. Dochodzą skomplikowane relacje z córką, pojawia się uczucie i pożądanie do młodej dziennikarki lokalnej gazety, dochodzenie w sprawie podpalenia domu, podróż do Paryża. Fredrik nie ma łatwego charakteru. Jest samotnikiem, często się irytuje, niecierpliwi, nie lubi niespodziewanych gości. W swoim postępowaniu nie przekracza jednak granic przyzwoitości. Szanuje ludzi, w razie konieczności udziela pomocy. Boi się jednak przyznawać do tego, co czuje. Ale wzbudza dużą sympatię. Czy znajdzie w sobie siłę i chęć do odbudowy domu i życia?
To ostatnia powieść napisana przez zmarłego w zeszłym roku Hennninga Mankella, autora świetnych kryminałów szwedzkich. Piękna, pełna emocji opowieść o ludzkich niedoskonałościach i prawdziwym życiu, z zaskakującą niejednokrotnie fabułą. Czytałam ją z wielką przyjemnością i zaangażowaniem. Na pewno do niej jeszcze wrócę. To kolejna przeczytana przeze mnie książka o starszym, samotnym mężczyźni.

Każdy z nas kiedyś będzie stary, potrzebujący pomocy drugiej osoby.
Pamiętajmy że, to co dajemy od siebie, to dostajemy od świata jeszcze raz tyle.
Bądźmy dobrzy,dbajmy  i szanujmy innych.
A książkę przeczytajcie koniecznie.....

sobota, 3 lutego 2018

Skandynawskie klimaty :)

Na niewielkiej bałtyckiej wyspie od dwunastu lat mieszka samotnie Frederick Welin, sześćdziesięciosześcioletni emerytowany lekarz. Rytm jego życia wyznaczają codzienne poranne kąpiele w wykuwanym codziennie przeręblu. Jedynymi towarzyszami jego samotnej egzystencji są stary pies i równie wiekowy kot oraz pojawiający się od czasu do czasu hipochondryczny listonosz. Tak trwa to niezmącone niczym życie aż do momentu, w którym na otaczającym wyspę lodzie pojawia się kobieca postać, wspierająca się na chodziku. Okazuje się nią Harriet, miłość życia Fredericka, którą prawie czterdzieści lat wcześniej opuścił bez słowa. Dawna kochanka żąda spełnienia złożonej wiele lat wcześniej obietnicy - chce, żeby Frederick zawiózł ją nad leśne jezioro, o którym niegdyś opowiadał. Ruszają więc w podróż, która całkowicie zmieni starzejącego się, złamanego życiem człowieka.

Dziwaczna prośba dawnej miłości pociągnie za sobą lawinę zdarzeń i spotkań, które nie pozwolą byłemu lekarzowi wieść dawnej, wycofanej egzystencji, ale zmuszą go do powrotu do życia i rozliczenia z przeszłością.


Aż nie mogę w to uwierzyć.
Trzy razy miałam w domu tą książkę wypożyczoną i dwa razy ją oddawałam nie przeczytaną.
Jednak po raz trzeci jak wypożyczyłam postanowiłam przeczytać i nie żałuje.
Lekka, zwiewna lecz bardzo emocjonalna powieść która, ku memu zdziwieniu mnie zachwyciła.
Powieść przenosi nas w cudowny świat, Federico jakby stał się dla mnie kimś bliskim w trakcie czytania.
Jest w tej opowieści starego człowieka dużo spokoju, zadumy i mądrego pogodzenia się z nieuchronnym losem.
Żyjemy i umieramy.
Czasem mamy wpływ na to, jak żyjemy i jak umieramy, a czasem nie.
Czasem jesteśmy bierni, egzystujemy i czekamy na to, co przyniesie nam los.
Czasem świadomie wybieramy samotność.
Bo boimy się związków.
Bo musimy w spokoju wylizać rany zadane nam przez życie (ludzi).
Uciekamy.
Chowamy się na bezludnej wyspie.
Żyjemy w zgodzie ze sobą, psem, kotem i mrówkami.
I tęsknimy.
Za życiem, za ciepłem, za człowiekiem, za rozmową.
Za wszystkim, co nie jest samotnością.

Powieść udana i godna polecenia. Wycisza, uspokaja, ale też niepokoi i zmusza do refleksji. Stawia odwieczne pytania. O życie. O miłość. O starość. O umieranie. Czytajcie i szukajcie odpowiedzi.


Cudowna książka,polecam każdemu i już dzisiaj zabieram się za drugi tom.

środa, 31 stycznia 2018

Podsumowanie stycznia




Dzisiaj ostatni dzień styczna więc, czas na podsumowanie przeczytanych książek :)


Magdalena Witkiewicz ,,Pierwsza na liście"
 Ewa Stachniak  ,,Katarzyna Wielka -gra o tron"
Katarzyna Puzyńska ,,Dom czwarty"
Barbara Kosmowska   ,,Gorzko"
Julie Cohen  ,,Drogie maleństwo"

Są i napisane wiersze oto one:)


Sułtanka o niebieskich oczach,
w ciemne, długie suknie ubrana.
Rzadko kiedy jej twarz jest roześmiana.
Każdy w jej widzi kobietę sercem z kamienia,
lecz to nieprawda. 
Jej serce z dnia na dzień się odmienia.
Jest wrażliwa na piękno,
przy niej wszystkie gwiazdy bledną.
Przy jej urodzie wszystkie panny odpadają.
To w niej wszyscy kawalerowie się kochają.
Żyje dostojnie,
nigdy głodu nie zaznała.
Lecz nigdy biednym pomóc nie chciała.
Ma w sobie jakąś magię,
która przyciąga.
Ogrodnik codzień się jej uważnie przygląda,
swoim pięknem każdego zauroczy.
Spójrz tylko w jej błękitne oczy,
a zobaczysz ten blask.
Choć nie jest pierwszej młodości,
ma styl i potrafi oczarować.
Kto wie o czym marzy,
o kim śni .
Lecz na pewno jej marzeniem - nie jesteś Ty!!!


W tej herbaciarni gdzie gorzką herbate podają,
tam kwiaty nigdy nie usychają.
W tym miejscu jest magicznie,
niekiedy i romantycznie.
Dużo osób tam sobie przesiaduje,
niekiedy ktoś, coś zapisuje.
Cisza i spokój tam panuje,
kelner w kawie się lubuje.
Czasem przyjdą zakochani,
zdarzają się panie z parasolami.
Nawet dzieci tu zaglądają,
gdy na lody ochotę mają.
Tutaj kabaret na wielkim ekranie jest wyświetlany,
zaglądają tu nawet wielkie damy.
Herbaciarnia to miejsce gdzie nie tylko herbatę się pije,
tu można kieliszek rumu skosztować.
Wyśmienitych deserów posmakować,
tu każdy z nas odpoczywa .
Przyzna mi rację,każdy chłopak i każda dziewczyna.
Więc, nie omijaj tego miejsca wchodź śmiało,
a nuż Ci los podaruje coś miłego,romantycznego,niezapomnianego.

W życiu jej się nie poszczęściło.
Straciła nazwisko i wielką miłość,
została ze swojej posiadłości wygnana.
Przez wszystkich zapomniana,
ale miała wielką siłę.
W jej ciele dziecko się rozwijało,
gdy się urodziło wszystko się zmieniło.
Lecz szczęście im nie było pisane,
ukrywali się lata całe.
Chciała sobie życie od nowa ułożyć,
nie wiedziała,że tak się pogrąży.
Stała się niewolnicą mężczyzny którego nie kochała.
Często z domu wyganiana,
zabrał jej wszystko co miała.
Na siłę pragnął by go kochała,
lecz Ona silna była i po swojemu żyć się odważyła.
Po latach jej się po szczęściło,
wreszcie poczuła że to co przeżyła.
Raz na zawsze się skończyło.




Do zobaczenia w kolejnym poście.

wtorek, 30 stycznia 2018

Co zrobisz jeżeli oby ludzie, zapragną twoje dziecka

Ben i Claire to dobrane małżeństwo z kilkuletnim stażem. Kochają się, idą przez życie ręka w rękę, ale do szczęścia brakuje im jednego. Dziecka. O tym by zostać rodzicami marzą już kilka lat. Niestety Claire ma problemy z zajściem w ciążę. Po nieskutecznych naturalnych próbach spłodzenia potomka para decyduje się na zabiegi in vitro. Kilka prób nie przynosi pozytywnego rezultatu. Wciąż mają miejsce poronienia. Po kolejnej próbie Claire jest ogromnie zrozpaczona, zmęczona i mówi dość! Nie chce już kolejnych sztucznych zapłodnień. Ma dość zawiedzionych nadziei. Ta decyzja zaskakuje jej męża, który zwierza się przyjaciółce pary Romily. Rozmowa w pubie przynosi zaskakujący finał. Kobieta od lat zakochana w sekrecie w mężu przyjaciółki podsuwa pomysł zastępczego rozwiązania. Chce urodzić tej parze dziecko, którego ojcem będzie Ben. Zgadza się w imię sekretnej miłości na bycie surogatką – zastępczą mamą, która po narodzinach zrzeknie się maleństwa. Co nią kieruje – chęć pomocy czy tląca się nadzieja, że Ben odejdzie od bezpłodnej żony i ją pokocha? Czy to rozwiązanie uszczęśliwi całą trójkę? Czy Ben i Claire na darmo przygotowali pokoik dziecinny? Dowiecie się po lekturze książki!


W tej książce jest wszystko co lubię,emocje,trudne wybory,jeszcze trudniejsze decyzje, no i oczywiście wiele rodzących się w głowie czytelnika podczas lektury momentów do refleksji i zadania sobie pytania "Co ja zrobiłabym/zrobiłbym będąc na miejscu bohaterów historii opisanej w utworze .Przy czym uwierzcie mi,że trudność i złożoność tematu z którym postanowiła zmierzyć się autorka Julie Cohen w książce "Drogie maleństwo" sprawia,że żadna odpowiedz na tak postawione pytanie nie jest prosta i oczywista.\
Życie nieraz stawia nas przed trudnymi wyborami, musimy podejmować odpowiedzialne decyzje i liczyć się z tym co uzyskamy.
Każdy z nas bardzo dobrze wie ,że życie jest cholernie niesprawiedliwe.
Nastolatka, która w żadnym wypadku nie jest gotowa do bycia matką, najczęściej zachodzi w ciążę bez żadnego problemu, niekiedy wystarczy tylko jeden raz. Z kolei ludzie wydający się idealnymi kandydatami na rodziców - dobrze usytuowani, wykształceni, posiadający odpowiednie warunki do przyjęcia maluszka, pragnący obdarować kogoś swoją miłością - starają się latami, bez żadnych skutków, a na pewno z pękającym sercem...
 
Ta książka pokazuje jak bardzo matki kochają swoje dzieci, a kobiety które ich pragną i niemogą ich mieć muszą się posunąć do ostateczności albo adoptować albo wynająć surogatkę.
Już od samego patrzenia na okładkę można nabrać ochoty na przeczytanie tej powieści.
Kolejny raz przekonuję się, że książki wydawnictwa Filia okazują się bestsellerami.
W moim przypadku przewinęło się już kilka powieści wydanych przez powyższe wydawnictwo i jak do tej pory ani razu się nie zawiodłam.

Cudowna książka,polecam każdemu  :)

czwartek, 25 stycznia 2018

Opowieść o poszukiwaniu szczęścia ....



Teresa ma dość dusznego Miasteczka, życia w ciasnym mieszkaniu, matki z jej ciągłymi pretensjami i drobnomieszczańskimi przyzwyczajeniami, podstarzałego ojca chowającego się przed problemami w komórce z motorowerem, wreszcie wiecznie kłócących się młodszych sióstr. Chce zostawić wszystko, nawet wspomnienia, i uciec do Miasta, zabierając ze sobą jedynie nocny stolik, należący wcześniej do jej babki, dumnej arystokratki spod Wilna, i drobiazgi na szczęście – czerwone, pożyczone, znalezione... Wyjeżdża na studia.

Czy ideały i marzenia Teresy wytrzymają zderzenie z rzeczywistością? Ile trzeba wycierpieć, na jak dalekie iść kompromisy, ile razy upaść i skąd czerpać cierpliwość, odwagę i nadzieję, by się podnieść? I czy ten dawny, porzucony dobrowolnie przez Teresę świat rzeczywiście nie będzie jej już nigdy potrzebny?


Prosta , zwyczajna opowieść o kobietach które poszukują szczęścia, zmagają się z codziennością i chcą spełnić marzenia.W trakcie czytania, czułam że bohaterka widzi we mnie przyjaciela i zwierza mi się ze swojego życia.
Po raz kolejny poczułam,że historia książki jest tak zwyczajna i tak codzienna.

To książka specyficzna, przepełniona gorzką atmosferą, w którą doskonale wpisuje się styl i język powieści. 
Intryguje i wciąga. Niebanalne zakończenie zmusza do refleksji. To książka o życiu codziennym, trudnym. Nie znajdziemy tu paplających, topiących się w luksusie i szaleństwie kobiet. 

Główne bohaterki to nie „lejdis” z Seksu w wielkim mieście. 
Te dziewczyny żyją inaczej, autentycznie. 
To odważna historia. Pełna trudności i wyboista. Nie obiecuje happy endu, opowiada o człowieku i jego wyborach. Wszystko tu ma swoją kolejność. 
Jakkolwiek pomimo tytułowej „gorzkości” nie brak i nadziei. 

Autorka czasami ciut nudzi ale, mimo wszystko książkę czytało się przyjemnie.

sobota, 20 stycznia 2018

Filmowo - kinowo


Tydzień temu wybraliśmy się z rodzeństwem do kina, na premierę  filmu  ,,Narzeczony na niby " romantyczna polska komedia , która miała w sobie to coś.

Kiedy Karina robiła lasagne i wkładała seksowną bieliznę, inaczej wyobrażała sobie nadchodzący wieczór. Nie spodziewała się przyłapać faceta na zdradzie. Wydaje się, że nic gorszego jej już nie spotka. I wtedy wpada (dosłownie – mają stłuczkę) na Szymona. Ratuje go przed utratą prawa jazdy, ale o rewanżu nie chce słyszeć. A właściwie, dlaczego nie? W końcu przydałby się ktoś, kto poudawałby jej chłopaka na ślubie siostry. Ot, niewinne kłamstewko oraz okazja do odegrania się na byłym. Ale za jednym kłamstwem szybko pójdą kolejne. Dobrze wiecie, jak to się skończy.
Bartosz Prokopowicz realizuje w "Narzeczonym na niby" schemat, zgodnie z którym dwoje bohaterów czuje do siebie miętę, ale ich relacja została zbudowana na kłamstwie (czy sekrecie), co gwarantuje kłopoty. Czyni to dość sprawnie, bez większych zgrzytów. Co z tego, skoro idzie po linii najmniejszego oporu. Od początku miałem wrażenie, że gdzieś te scenerie, sytuacje, a przede wszystkim – bohaterów, już widziałem. Ani scenarzystki, ani reżyser nie pofatygowali się, żeby nadać im indywidualny rys. Jak pokazać, że mężczyzna jest odpowiedzialny i wrażliwy? Niech samotnie wychowuje syna!


Film polecam zarówno parą zakochanych ale także singlom, którzy cierpliwie tak jak ja czekają na miłość .
Lekka i śmieszna komedia która pokazuje życie i miłość w takich barwach jakie są na świecie, w normalnym życiu każdego człowieka.

W dzisiejszym świecie bardzo łatwo ocenić „książkę po okładce” i zniechęcić się na dobre do jakiejś produkcji. Równie łatwo nastawić się do niej pozytywnie i lekko ją w głowie idealizować. Staram się nie oglądać trailerów, aby do kina wybierać się z czystą głową, w której nie ma jeszcze żadnej opinii o nadchodzącej produkcji. Zwiastun „Narzeczonego na niby” widziałem jednak wcześniej, tak więc zdawałem sobie sprawę, że będzie to produkcja dość dobra. Co prawda jak zwykle od „reklamy” do ostatecznej produkcji zdarzają sie lata świetlne, tak koniec końców recenzowany film ogląda się zdecydowanie lepiej i przyjemniej niż można to sobie wyobrazić.

Karina zmaga się z trudnościami w pracy i nadciągającym ślubem własnej siostry. Aby krótko po „zerwaniu” nie igrać z matką tyranką przedstawia jej Szymona, który wjechał w jej samochód swoją taksówką. Cała heca jednak w tym, że Szymon zmuszony jest odgrywać Darka – byłego chłopaka Kariny z którym ta nadal pracuje.

Wydaje mi się, że w przypadku polskich komedii romantycznych potrzebne są porównania, które pozwolą jak najlepiej oddać „klimat” w jakim utrzymana jest opisywana produkcja. „Narzeczonemu na niby” najbliższej jest do hitowej Planety Singli – to praktycznie ta sama konstrukcja, bardzo podobnie uszyci bohaterowie i jednakowy przekaz o wartościach w życiu. W rolach głównych występują: Julia Kamińska, Piotr Stramowski, Sonia Bohosiewicz, Piotr Adamczyk, Barbara Kurdej-Szatan, Tomasz Karolak, Krzysztof Stelmaszyk czy Dorota Kolak. Miłym dodatkiem jest też całkiem spora liczba znakomitych aktorów drugoplanowych na czele z Andrzejem Grabowskim czy Ewą Kasprzyk. I tutaj zaczyna się zaskakująca część: film najmocniej niesie na swoich barkach Piotr Adamczyk, który wciela się w postać wrednego i podłego narzeczonego głównej bohaterki. Jego intrygi, charakter, sposób bycia, egocentryzm i egoizm to najjaśniejsze popisy tej produkcji. Adamczyk jest nawet „wredniejszy” niż jego postać w Och. Karol 2 co w mojej głowie jest niezłym komplementem. Naprawdę musicie go zobaczyć w roli złego reżysera dziecięcych music-show. Dalej nie jest gorzej: Kamińska gra całkiem nieźle, lekko i swobodnie, i chociaż to aktorka wybitnie serialowa to jednak poradziła sobie ze swoją rolą na piątkę. Owszem, czasami jej mimika potrafi irytować, np. gdy odgrywa zbolałą minę – ale widzę w niej niezły potencjał na przyszłe lata. Stramowski również zaskakuje, a to dlatego, że… kompletnie siebie nie przypomina. Jeśli się nie wie, że to „ten z Pitbulla” to się nie zauważy pewnej „negatywności” którą aktor zwykle emanuje (grywa twarde,  albo czarne charaktery). Owszem, przebija się w dwóch-trzech scenach jego niezbyt lubiana przeze mnie maniera gangstera, ale jestem zdecydowanie zaskoczony jego transformacją na potrzeby komedii romantycznej. Przez momenty nie mogłem się zorientować, że on to on. No i bez wąsa wygląda dużo młodziej. O reszcie ekipy można by się rozpisywać bez końca, ale odpowiem pobieżnie: Karolak nie wkurza, jest maksymalnie przyjazny i otrzymał świetny wątek. Tak samo jak Krzysztof Stelmaszyk w roli dziadka. Jan Szydłowski w roli młodziutkiego Tolka to świetny, młody i bardzo sympatyczny dzieciak z niezłym głosem. Nie wiem czy czeka go wielka kariera, ale to już jego drugi film, a chętnie zobaczyłbym go i w kolejnym. A Sonia Bohosiewicz fajnie napędza wątek ślubny. Tylko Kurdej-Szatan to lekko zmarnowany potencjał, ale o tym później.

Narzeczony na niby to pozytywna, chociaż niespecjalnie wyróżniająca się komedia romantyczna, która co prawda zaskakuje ciekawie napisanymi postaciami i słodko-gorzkimi wątkami, ale w ogólnym rozrachunku wydaje się jednak odrobinę za długa i zbyt mało kolorowa względem „Planety Singli” której w prostej linii została spadkobiercą. Mam wrażenie, że pełny potencjał odkryje przed nami wersja reżyserska na DVD/BR, ale po seansie w kinie również powinniście być zadowoleni. Uczucie żenady, przesady czy przegięcia nie nawiedziło mnieę podczas seansu ani razu, co w ogólnym rozrachunku bardzo dobrze wpływa na ogólny odbiór filmu. Co prawda byłby z „Narzeczonego na niby” fajniejszy serial niż film, ale na szczęście jest czymś na tyle dobrym, zabawnym, mądrym i mało wulgarnym, ogólnie trzymającym całkiem niezły poziom – że będziecie bawić się naprawdę przednio – i to pomimo pewnych istotnych (przynajmniej dla mnie) braków i spłyceń. Ale powiem to z pełną świadomością: polskie kino podąża w dobrym kierunku.


Dla mnie to film numer jeden, polecam każdemu świetna komedia .

piątek, 19 stycznia 2018

Kryminalnie :)

Była komisarz Klementyna Kopp po czterdziestu latach wraca w rodzinne strony. Na prośbę matki ma przyjrzeć się sprawie pewnego morderstwa. W drodze do Złocin znika jednak bez śladu. Mieszkańcy zgodnie twierdzą, że nigdy nie dotarła do miasteczka, ale aspirant Daniel Podgórski odkrywa, że musiało być inaczej. Dlaczego wszyscy kłamią? Co stało się z Klementyną? Kto maluje tajemnicze graffiti z czarną szubienicą i podrzuca martwe ptaki? Jaki ma to związek z okrutną egzekucją, dokonaną nad jeziorem Bachotek w październiku 1939 roku? „Dom czwarty” to siódmy tom sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa. Opowieści o Lipowie łączą w sobie elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Porównywane są do książek Agathy Christie i powieści szwedzkiej królowej gatunku, Camilli Läckberg.


Tak,tak to jest hit tego miesiąca u mnie numer jeden.
Tym razem Daniel Podgórski próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczego zniknięcia Klementy Kopp (notabene mojej ulubionej bohaterki całej serii :)). Powiedzieć, że każdy z bohaterów książki coś ukrywa, to tak naprawdę nie powiedzieć nic :)
Od powieści nie sposób się oderwać, do tego krótkie rozdziały potęgują potrzebę ciągłego przekręcania kartek :) Ponadto, autorka stworzyła mroczny klimat całej powieści. Cała fabuła jest znakomicie skonstruowana, niby dużo zagadek i tajemnic, ale pani Kasia tak je rozwiązuje, że czytelnik nadąża i wszystko jest w stanie zrozumieć. 
Cenię Katarzynę Puzyńska za to, że jej książki wydają się bardzo prawdziwe, nie są przegadane (jak u niektórych "królowych polskiego kryminału"). Pani Puzyńska ma bardzo solidny warsztat, do tego widać, że ciągle się rozwija, a "Dom czwarty" daje nadzieje, że kolejne tomy będą jeszcze lepsze. 
Zakończenie powoduję, że czytelnik nie może doczekać się kolejnej części.
Polecam gorąco, bo powieść "Dom czwarty" to kawal bardzo dobrego polskiego kryminału!!


Uwielbiam kryminały a ten to był strzał w dziesiątkę, bawiłam się doskonale czytając i domyślając się co czeka mnie dalej .Polecam każdemu kto lubi tak jak ja, kryminały i dobre powieści.

Druga część Włoskich butów ... Jeszcze lepsza

„Szwedzkie kalosze” to swobodna kontynuacja historii opisanej we „Włoskich butach”. Mija osiem lat. Znakomity chirurg Fredrik Welin nadal ...