niedziela, 19 listopada 2017

Najnowsze perełki w mojej domowej bibliotece

Witajcie!!
Już ponad miesiąc minął odkąd wróciłam z Choszczna, a ja jeszcze wam nie pokazałam jakie skarby sobie przywiozłam i co dostałam!!!

Więc czas to nadrobić oto i najnowsze moje zdobycze :)


No więc tak!!!

Moses Isegawa ,,Kroniki Abisyńskie"
Trixi Von Bulow ,,Niech się w końcu coś zdarzy"
Ann -Marie MacDonnald ,,Zapach cedru"
Artur K.Dormann  ,,Co sie zdarzyło w Lake Falls"
Peter Seewald ,,Bedentyk XVI -ostatnia rozmowa"
Paweł Zuchniewicz ,,Papież z Polski  Nasz Święty"
Emma Cilne ,,Dziewczyny"
Jojo Moyes  ,,Zanim się pojawiłeś"
Remigiusz Mróz  ,,Czarna madonna"
Małgorzata Kalicińska   ,,Dom na rozlewiskiem"
Małgorzata Kalicińska ,,Miłość nad rozlewiskiem"
Adam Małysz ,,Moje życie"
Emily Giffin ,,Coś pożyczonego"
Emily Giffin ,,Coś niebieskiego"


W Choszcznie jak zwykle księgarnia miała dużo przecen a ja z przyjemnością z nich skorzystałam.
,,Czarna Madonna" jest prezentem od mojej przyjaciółki  :)

czwartek, 16 listopada 2017

Wielka strata Polskiej sceny



Słynna polska aktorka i uczestniczka Powstania Warszawskiego odeszła w wieku 94 lat. O śmierci Aliny Janowskiej poinformował prezes Związku Artystów Scen Polskich.

Aktorka od kilku lat zmagała się z chorobą alzheimera i przebywała pod opieką swojego męża – byłego szermierza olimpijskiego i architekta – Wojciecha Zabłockiego. Kilka miesięcy temu w rozmowie z „Faktem” przyznał, że stan żony był bardzo ciężki. Z tego powodu Alina Janowska w ostatnim czasie nie pojawiała się na scenie i wielkim ekranie.

Alina Janowska urodziła się 16 kwietnia 1923 r. w Warszawie. Pytana o to, dlaczego została aktorką, Alina Janowska odpowiadała, że po prostu się do tego nadawała. Wychowała się w rodzinie o artystycznych tradycjach. – Moja mama była aktorką i śpiewaczką, a tata doskonałym aktorem-amatorem i parodystą. Naśladował ludzi w sposób wręcz doskonały, gdziekolwiek gościliśmy, to jego talent ściągał z okolicy całą miejscową inteligencję - lekarzy, inżynierów i starostę. Układał wręcz całe etiudy o gościach, którzy u nas bywali, naśladował ich głos i sposób chodzenia – wspominała Janowska w jednym z wywiadów.

Była piękną i utalentowaną aktorką,
odeszła z godnością a pamięć o niej zawsze będzie w moim sercu.

sobota, 11 listopada 2017

Zabójstwo,kwiaciarnia i dużo intrygi...

W algierskim klasztorze ginie z rąk fundamentalistów islamskich szwedzka turystka. Jej śmierć zostaje zatuszowana, córka ofiary dowiaduje się o niej niemal przypadkiem. Rok później, we wrześniu 1994, w okolicach Ystad zostaje dokonanych kilka tajemniczych, makabrycznych morderstw. Dlaczego ginie w męczarniach spokojny starszy pan, poeta i ornitolog? Właściciel kwiaciarni? A potem pracownik naukowy? Do akcji wkracza Kurt Wallander, ale jego zespół czeka trudne zadanie między ofiarami brak jest związku, ślady prowadzą donikąd. Kolejna, aż do ostatniej strony trzymająca w napięciu, mroczna powieść Henninga Mankella to doskonałe studium psychologiczne mordercy i ofiary, skłaniające do refleksji nad istotą przemocy i sprawiedliwości.


Od niedawna czytam Mankella ale, do tej książki coś mnie ciągnęło.
 
                   Ostatni raz jak wypożyczyłam książkę tego autora, to po kilkunastu stronach ją odłożyłam. Jednak ,,Piąta kobieta" to był strzał w dziesiątkę.
W tej książce Wallander znów szuka seryjnego mordercy, nietypowego, bo od początku wiemy, ze to kobieta i że mści się na mężczyznach. Nie wiemy kim ona jest i skąd ich zna: tych mężczyzn. Co ją wiąże z nimi i z maltretowanymi kobietami.
W życiu prywatnym tym razem Kurt jest spokojny, po śmieci ojca przeżywa wyciszenie i żałobę. Przypomina sobie czas, gdy jego córka Lisa była mała.
To bardzo ciekawa część. Konstrukcyjnie podobna do innych książek z udziałem Wallandera, ale w kryminałach tak to już jest, że chodzi o napięcie, a nie innowacje.
Czytałam ją z wielką ciekawością i z ciarkami na plecach.
Bardzo mi się podobał wątek w szpitalu, no i oczywiście ta słynna kwiaciarnia no coś fantastycznego.
Czasami aż się rwałam do czytania.


„Piąta kobieta” wpadła w me ręce zupełnie niespodziewanie. Nieplanowana wprosiła się w czytelniczą kolejkę. Niemal widziałam wyrzut własnych książek, które od miesięcy czekają na poświęcenie im uwagi.
Przyznaję się bez bicia, choć uwielbiam thrillery i kryminały, nie zamierzałam jej czytać. Wyczytałam, że jest to 6 tom w cyklu Komisarz Wallander. Zdecydowanie wolę rozpoczynać przygodę z bohaterami od początku, nie zaś od wyrwanego z kontekstu tomu. Ale gdy na blogach pojawiły się recenzje zachwalające najnowszą i ostatnią powieść z tej serii, odstąpiłam od reguły i zagłębiłam się w lekturze. Nie żałuję. Co więcej, z pewnością sięgnę po poprzednie i kolejne książki z tego cyklu.

Kolejne tomy też z chęcią przeczytam ,lecz dla mnie książka musi mieć to, coś .
Ta akurat to posiadała, bez dwóch zdań cudowna książka..

poniedziałek, 6 listopada 2017

Czas na podróż z Joanną Chyłką


„Kasacja” to nie tylko fascynująca lektura. To thriller, który równie mocno trzyma w napięciu jak te autorstwa Cobena. To dowód na to, że nasi autorzy potrafią stworzyć coś mocnego i charakterystycznego, a zarazem uzależniającego jak Ci z zagranicy. Ja jej nie przeczytałam, ja ją wręcz pochłonęłam i mam jeszcze mało! Czytając miałam wrażenie, że jestem cieniem głównych bohaterów. Czytelnik tak bardzo uczestniczy w akcji, że nawet ziewa wraz z bohaterami! Myślę, że nie da się przeczytać tej książki bez uśmiechu na ustach. Niby sprawa jest poważna, ale jest też dużo humoru, a dialogi wręcz powalają. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Lekkość pióra porywa z nurtem wydarzeń, a historia potrafi zaskoczyć. Żargon prawniczy jest w granicach tolerancji dla zwykłego człowieka. Ma zaintrygować, dodać charakteru, ale nie przytłoczyć. To moja pierwsza książka autorstwa Remigiusza Mroza, ale już teraz wiem, że nie ostatnia. Długo nie wytrzymam też bez Chyłki i Zordona!


No rewelacja, od jakiegoś czasu polowałam na jakąś książkę Mroza.
Gdy znalazłam ,,Kasacje" wiedziałam że, to będzie hit i nie myliłam się.
Jest to fascynujący kryminał, trzymający w napięciu do ostatniej strony!!!
Prawo i (nie)sprawiedliwość
Rzadko zdarza mi się nie wiedzieć, jakimi słowami zacząć recenzję, choć jeśli już dopada mnie to zaćmienie intelektualne, przyczyną zwykle jest marna jakość przeczytanej lektury. W przypadku powieści Remigiusza Mroza pt. „Kasacja” kwestia nikłej wartości się nie pojawia; ja po prostu nie wiem, co bardziej mnie zachwyca – to, że autor tak dobrej książki jest moim krajanem, że jako prokuratorsko-radcowska wnuczka mam słabość do prawników (ach, ten Perry Mason u S.E. Gardnera, ach!) i sądowych rozgrywek, czy raczej fakt, że niezbyt często trafia się kryminał osadzony w środowisku adwokackim, który zachwycałby drobiazgowością, złośliwością i plastycznością spostrzeżeń. O tak, zmierzamy we właściwą stronę.
À propos stron właśnie, to najbardziej interesującym elementem tej powieści jest fakt, że bohaterami nie są walczący o prawdę i drenujący złapanych świadków z zeznań prokuratorzy i gliniarze, ale dwójka prawników z wielkiej i w dodatku na wpół zagranicznej kancelarii Żelazny&McVay. Para bohaterów stanowi iście diabelski duet składający się z dojrzałej, ekscentrycznej i morderczo pyskatej (oraz równie skutecznej w działaniu) patronki Joanny Chyłki (a boże broń, gdyby ktoś damę tę nazwał pieszczotliwie, już ona wie, jak wyrwać bijące serce komuś, kto ośmieli się powiedziec doń per „Asiu”, „Aśko”) i jej podopiecznego, nieco fajtłapowatego, acz mimo wszystko niegłupiego Kordiana Oryńskiego (przezwanego Zordonem). Obojgu pomaga doraźnie miły techniczny czarodziej, zwany Kormakiem z uwagi na darzoną uwielbieniem twórczośc Cormaca MacCarthy’ego. Razem pomagają uzyskać kasację wyroku dla niebywale trudnego w obyciu klienta, którego skazano za podwójne morderstwo dokonane nie dość, że z okrucieństwem, to jeszcze w wyjątkowo makabrycznym stylu.

Całe to powyższe streszczenie nie oddaje wszelako nawet jednej piątej fabuły powieści, ta bowiem jest zawiła, wielopoziomowa. Można utyskiwać, że intryga mogłaby zostać rozwiązana w sposób frymuśniejszy, skoro cały utwór ku tej ciężkości i splątaniu grawitował. Ale już kilka pierwszych rozdziałów zapowiadało – wbrew lekkiemu tonowi błyskotliwych i dwuznacznych dialogów między Chyłką a Oryńskim – że to nie jest „kryminałek” w lekkim stylu i że fakt konsekwentnego pomijania aspektu ofiar (nikt nie bada ich biografii, nie szuka powodu, dla którego mieliby zostać zabici przez tę konkretną osobę), tak jakby wcale nie były ważne, towarzyszące spotkaniom Chyłki z domniemanym mordercą przeczucie, że ten człowiek jest nosicielem zła, wreszcie perypetie Kordiana, który przejść musi przez prawdziwe piekło – te wszystkie detale sugerują, że szczęśliwy finał nie będzie całkowicie satysfakcjonujący zarówno dla czytelnika, jak i samych protagonistów.

Na szczególną uwagę zasługuje bez wątpienia bardzo dynamicznie i sugestywnie opisywane życie kancelarii prawnej, w której kult hierarchii przewyższa chyba nawet panujący na uczelniach feudalizm. W niezwykle dobitny, a jednocześnie humorystyczny sposób Mróz rozprawia się z (podtrzymywanym przez amerykańskie, ale też polskie seriale) mitem adwokata spracowanego, lecz rozkoszującego się swoim trudem. U Żelaznego&McVaya takich ludzi nie ma, a przemycenie przez autora wzmianki o rozziewie zarobkowym i – po cóż to kryć – prekariackim trybie funkcjonowania kancelaryjnego planktonu zasługuje na pochwałę, bo choć widoczne, to nienachalne to wzmianki.

Pomysł na powieściową intrygę okazuje się zatem bardzo zacny, podobnie jak jego realizacja. Mam niekiedy zastrzeżenia do językowego warsztatu Mroza, bo czasem nie wszystko czyta się płynnie, niektóre zdania są toporne i chropawe – ale wszystko to można wybaczyć z uwagi na bardzo potoczyste, pełnie slangowych cudeniek dialogi i naprawdę przykuwającą uwagę narrację. Teraz zabieram się drugi tom (cyklu? Oby!) przygód Chyłki i Oryńskiego i od kilku pierwszych stron mam nieśmiałą nadzieję, że unikniemy zwyczajowych złośliwości pod adresem niefortunnych realizacji literackich.

Już nie mog e doczekać się kolejnych części!!

wtorek, 31 października 2017

Podsumowanie miesiący



 Z racji tego że, na przełomie Września i Października byłam na rehabilitacji będzie dzisiaj podsumowanie dwóch miesięcy w jednym poście  :)

Dorota Schrammek ,,Niepełka"
Charlotte Link  ,,Wielbiciel"
Charlotte Link  ,,Przerwane milczenie"
Harlan Coben  ,,Tęsknie za tobą"
Charlotte Link ,,Lisia dolina"
Gleen Beck ,,Świąteczny sweter"


Nazbierało się tych książek, wszystkie z nich były genialne, trzy z nich udało mi się przeczytać na rehabilitacji z czego jestem niezmiernie dumna :)

Najnowszy stosik listopadowo -grudniowy :)



Och jak ja lubię znajdować w bibliotece najnowsze książki, na które od dawna polowałam :)



Nina Majewska - Braun ,,Wakacje"
Henning Mankell   ,,Piąta kobieta:
Remigiusz Mróz   ,,Kasacja"
Remigiusz Mróz  ,,Zaginięcie"
Magdalena Witkiewicz  ,,Pierwsza na liście"
Barbara Kosmowska  ,,Gorzko"
Monika Oleksa  ,,Niebo w kruszonce"

Oj, ciekawe pozycje w sam raz na jesienne wieczory :)

sobota, 28 października 2017

Książka która uświadomiła mi że ,święta tuż,tuż.


Kiedy Eddie miał 12 lat niczego tak nie pragnął pod choinką jak roweru. Mimo, że po śmierci ojca ich życie z matką stało się trudniejsze a pieniędzy było mniej, Eddie marzył, że matka cudem znajdzie sposób na to by pod choinką czekał na niego wymarzony rower. Zamiast tego, Eddie dostał sweter. "głupi, ręcznie robiony , brzydki sweter", który rozżalony Eddie zwinął w kłąb i rzucił w kąt pokoju. Głęboko zraniony zrozumieniem faktu, że dzieci nie zawsze dostają to czego chcą i zbyt młody by zrozumieć, że właśnie otrzymał największy na świecie skarb, w te święta Bożego Narodzenia Eddie przechodzi bolesną i smutną podróż z dzieciństwa do dorosłości. Wymaga to od niego wielu poświęceń i ustępstw, ale dzięki pomocy tajemniczego sąsiada Russella, Eddie odnajduje w życiu właściwą drogę i w końcu rozumie prawdziwe znaczenie tego skromnego prezentu jaki matka własnoręcznie wydziergała z miłości swojego serca. Oparta na osobistych prawdziwych przeżyciach autora ŚWIĄTECZNY SWETER jest ciepła i wzruszającą opowieścią o rodzinie, ufności i przebaczeniu, która pozwala nam spojrzeń na nasze własne życie - i, jednocześnie stawia przed nami pytania czy naprawdę wiemy co jest w nim najważniejsze.
Świąteczny sweter to książka, która ma pewne elementy biograficzne. Gleen Beck zamknął w tej historii pewne fragmenty swojego życia. Zrobił to w magiczny sposób. Głównym bohaterem jest Eddie, dwunastoletni chłopiec, którego największym marzenie jest dostanie pod choinkę roweru. Choć wie, że sytuacja finansowa po śmierci ojca nie jest najlepszy, żywi ogromna nadzieję, ze mama znajdzie jakiś sposób na to, aby obdarować go najwspanialszym prezentem. Niestety gorące i pełne nadziei oczekiwania, przyniosły chłopcu wielkie rozczarowanie w postaci ręcznie robionego swetra. Eddie rzucając w kąt owy prezent, nie zdawał sobie sprawy, że właśnie rozpoczął proces dorastania, niezwykle trudny, bolesny, pełen wyrzutów i poczucia winy. Czy chłopak pokona ciemne chmury nad swoja drogę? Czy znajdzie drogę do wybaczenia i pojednania z rodziną?

Świąteczny sweter to książka, która wbiła mnie w fotel, doprowadziła do morza łez i z całą pewnością odbiła swoje piętno w moim umyśle, duszy oraz sercu. Eddie to typowe dziecko, które bardzo pragnęło dostać na święta wymarzony rower. Uważał, że mu się należy za to, ze tak ciężko pracował nad tym, aby być grzecznym przez całym rok. Dlatego też, gdy otrzymuje sweter od swojej mamy jest bardzo rozczarowany i rozżalony, co zresztą okazuje w mało przyjemny sposób.

Nie jest to jednak książka, która opowiada o niechcianym prezencie. Obok głównego motywu poruszane są kwestie jego rodziny. Po śmierci jego ojca, sytuacja rodziny jest bardzo zła. Nie mogą sobie pozwolić na wiele rzeczy, co w pewien sposób złości młodego człowieka. Tak bardzo skupia się na tym wymarzonym prezencie, że nie zauważa, wysiłków jego mamy, która pracuje więcej niż powinna. Gdy otrzymuje, ręcznie robiony sweter, nie dostrzega tego ile czasu , wysiłku, a przede wszystkim serca włożyła w wydzierganie tego swetra. Chłopak nie rozumie, że rzucając sweter w kąt bardzo zranił swoją mamę, która tak bardzo się starała. Niechęć wobec swetra i frustracja, doprowadzają do bardzo niezręcznej sytuacji u jego dziadków, a w konsekwencji, dochodzi do tragedii, której nie da się cofnąć. Wtedy następuje wielki proces dorastania, w którym musi zaakceptować to co się wydarzyło, ale najważniejszym jest to, że musi sobie uświadomić, że nie jest ofiarą, ani sprawcą. Musi sam sobie wybaczyć, co dla dorastającego dziecka jest bardzo trudne. Z czasem rozumie, to co się wydarzało i uświadamia sobie, że to co było dla niego najważniejsze i najwspanialsze, miał pod samiutkim nosem, tylko nie potrafił tego w porę dostrzec i docenić.

Świąteczny sweter to książka, która skłania do wielu refleksji. Napisana wspaniałym językiem, wzruszająca i docierająca tam, gdzie powinna: do samego serca. Myślę, że każdy, powinien tę powieść przeczytać i wyciągnąć z niej tyle ile się da. Historia ta bardzo mnie poruszyła, dostarczyła wielu emocji, czego dowodem są moje łzy. Osobiście uważam, że książki, które wzbudzają emocje są dobre. Ta książka, dla mnie nie jest dobra. Dla mnie jest wspaniała w swojej mądrości i prostocie. Jeśli będziecie mieć okazję przeczytania tej książki, śmiało to zróbcie. Nie pożałujcie, taką przynajmniej mam nadzieję. Ja nie żałuję, co więcej cieszę się, że mam ją na wyłączność. Polecam bardzo mocno!


Książka która, czekała na swoją kolej bardzo długo.
Dostałam ją od mojej przyjaciółki rok temu pod choinkę, teraz dopiero zdecydowałam się po nią sięgnąć.
Czytając bardzo się wzruszałam, gdyż ten klimat przypomniał mi że, już nigdy nie spędzę świąt z moimi dziadkami którzy już nie żyją.
Święta Bożego Narodzenia zawsze przynoszą mi wiele radości.
To czas który spędzam wyłącznie z rodziną , to niezapomniane chwilę które zawsze będą w moim sercu na zawsze.

Otrzymałam tę książkę w prezencie od Mikołaja i od dzisiaj "Świąteczny sweter" Glenn'a Beck to mój ulubiony sweterek oraz idealny upominek świąteczny.

Najnowsze perełki w mojej domowej bibliotece

Witajcie!! Już ponad miesiąc minął odkąd wróciłam z Choszczna, a ja jeszcze wam nie pokazałam jakie skarby sobie przywiozłam i co dostałam!...