czwartek, 26 listopada 2015

Po ataku Nathaniela szkoła staje się miejscem paranoicznym – jest w niej więcej strażników niż uczniów. Ceną za bezpieczeństwo podopiecznych jest ich wolność.
Zdesperowana Allie zrobi wszystko, by powstrzymać podstępnego wroga. Zgadza się nawet na udział w niebezpiecznych nocnych misjach zorganizowanych przez Lucindę. Carter i Sylvain są gotowi walczyć u jej boku. Obaj ją kochają, lecz dziewczyna musi podjąć jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Żaden z nich nie będzie czekać wiecznie.


C. J. Daugherty szturmem podbiła zarówno swój rodzimy, jak i zagraniczny rynek wydawniczy. Jej debiutancka powieść, „Wybrani”, która otwiera cykl zwany „Nocną szkołą”, bardzo szybko zyskała liczne grono fanów, które z utęsknieniem wyczekuje kolejnych tomów. „Zbuntowani” to już czwarta odsłona serii, która również we mnie ma swoją wielbicielkę.

Alle i Rachel po miesiącach ukrywania się wreszcie wracają do szkoły. Jednak to, co z początku wyglądało na istne wybawienie od nudy i samotności, w ogólnym rozrachunku może okazać się jeszcze gorsze.

W Cimmerii panuje klaustrofobiczna oraz paranoiczna atmosfera. Wszystko z powodu ostatniego ataku, jaki Nathaniel przeprowadził na terenie szkoły. Aby zapewnić jak najlepszą ochronę uczniom Isabelle oraz Raj Patel postanawiają zwiększyć nie tylko liczbę ochroniarzy, ale także zakazów i nakazów, jakim uczniowie muszą się podporządkować. Niestety uderza to przede wszystkim w ich wolność. Allie ma serdecznie dosyć takiego stanu rzeczy już po kilku pierwszych dniach. Dlatego bez mrugnięcia okiem zgadza się na uczestnictwo w rokowaniach pomiędzy Nathanielem i jej babką – Lucindą. Jednak dziewczyna nie spodziewa się, jaką burzę może wywołać wśród swoich przyjaciół tym postanowieniem.

Trzeba przyznać, że tym razem autorka rozpoczęła powieść w dość nietypowy dla siebie sposób. Dlaczego?Ano dlatego, że na pierwszych stronach na próżno szukać pościgu połączonego z ucieczką Allie przed zbirami Nathaniela czy też innej aktywności znacząco zwiększającej tempo akcji (jak to miało miejsce w poprzednich tomach). W „Zbuntowanych” jest po prostu odwrotnie. Zmiana o 180 stopni. „Obrazek”, jaki zaserwowała autorka, jest spokojny, można wręcz pokusić się o określenia: idylliczny, a nawet romantyczny. Niby nie trwa to długo, ale z pewnością na tyle, że uśpiło moją czujność. Innymi słowy mówiąc: dałam się podejść jak mała dziewczynka. Autorka szybko bowiem wraca do tego, co poznałam i do czego przyzwyczaiłam się w jej twórczości - nagłych zwrotów akcji, które nie tylko wbijają mnie w fotel, ale także powodują totalny mętlik w głowie.

Genialna książka polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powrót

Cześć właśnie wróciłam 4 tygodniowej rehabilitacji dzisiaj pokaże wam przeczytane książki :) ,,Wielbiciel" To książka zaled...