wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołajki

Cześć kochani!!

Dziś jest szczególny dzień 6 grudnia imieniny świętego Mikołaja!

Ja ten dzień świętuje od wczorajszego popołudnia,ze znajomymi wybrałam się do kina na film ,,Fantastyczne zwierzęta jak je znaleźć" i to byłam jako zaproszony gość z wolontariatu ze Stargardu.
Ludzie otwarci i naprawdę wspaniali,widać że,mnie zaakceptowali !!
Trochę chcę powiedzieć o filmie !!
 Film Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć  oparty jest na powieści i oryginalnym scenariuszu, debiutującej w roli scenarzystki J.K. Rowling. To kolejna odsłona magicznego świata. Prawa i obyczaje, którymi rządzi się społeczność czarodziejów i czarownic będą doskonale znane wszystkim miłośnikom książek i filmów o Harry’m Potterze. Jednak historia Newta Scamandera rozpocznie się w Nowym Jorku siedemdziesiąt lat wcześniej niż wydarzenia, w których główną rolę odegrał słynny czarodziej.


Film opowiada o przygodach autora książki „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, Newta Scamandra, w nowojorskiej społeczności czarodziejów, na siedemdziesiąt lat przed wydarzeniami opisanymi w cyklu o Harrym Potterze.


Tym razem na ekrany trafił nowy bohater z potterowskiego uniwersum: Newt Scamander. Wydalony z Hogwartu mag, który należał do Hufflepuffu. Przyjacielski, dziwny, nieśmiały i sfiksowany na punkcie magicznych zwierzaków. Nasz bohater trafia do Nowego Jorku, gdzie chcąc nie chcąc, wpada w tarapaty. Jego zekranizowane przygody zawdzięczamy pani Rowling, która sama napisała scenariusz. Jak jej to wyszło? Do tej pory nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo oto stoję przed potężnym wyzwaniem: ocenienie dzieła królowej mojego dzieciństwa.
 Newt jest bohaterem genialnie wykreowanym. Możecie mi wierzyć, dawno nie widziałam tak świetnej i naturalnej gry aktorskiej. Dziwność jego postaci wyrażała się w gestach, sposobie mówienia (a chłopak tak naprawdę wiele nie mówił!) i w tym jak się zachowywał. Eddie Redmayne odwalił kawał świetnej roboty. Sprawił, że zakochałam się w tym przeuroczym maniaku zwierząt! 
Jeżeli chodzi o inne postacie, bardzo polubiłam Queenie i nieczarodzieja (jak to w USA mówią!) Jacoba. Historia ich krótkiej miłości była naprawdę subtelna i słodka, poza tym uważam, że bez Jacoba to nie byłby ten sam film. Jest takim uosobieniem mnie czy ciebie – osoby, która wplątuje się w tą całą magię i przeżywa ją całym sercem, chociaż tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego. Do innych postaci nie poczułam jakiejś szczególnej sympatii.
Wydaje mi się, że główną zaletą „Fantastycznych zwierząt…” są efekty specjalne, a więc wszystko to, co odpowiada w filmie za magię. Byłam wniebowzięta, kiedy Newt robił obchód wśród adaptowanych przez siebie zwierząt. Same magiczne „potworki” były bardzo realistycznie wykreowane i wiele z nich wzbudziło we mnie pozytywne uczucia. Każdy z nas chciałby mieć chociaż jedno takie zwierzątko u siebie w domu! 
Wielkim plusem filmu jest wykreowany przez panią Rowling magiczny Nowy Jork. Dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy o nieco surowym wychowywaniu czarodziei i porządku ustalanym przez Magiczny Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tym samym film otwiera przed nami trochę mroczniejsze wrota potterowskiego uniwersum. To już nie jest film dla dzieci, jest trochę bardziej dojrzały niż HP. Plusem są też smaczki, które wzbogacają naszą potterowską wiedzę!
Jeżeli chodzi o samą akcje, początkowe wątki, które dotyczyły przygód Newta, Jacoba, Tiny i Queenie, bardzo mi się podobały, jednak w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać: ej, nie za długo to trochę trwa? Przecież nie starczy czasu na resztę fabuły, a w trailerze pokazywali jakąś mini wojnę! Przyznam szczerze, nie byłam zachwycona tą częścią filmu, która jej dotyczyła. Wątek pogoni Kongresu za obskurusem i cała akcja w tunelu, nijak przypadła mi do gustu i dla mnie jest sporym minusem. Na dodatek momenty, które miały wzbudzić we mnie niepewność, zdziwienie czy niepokój… nie uczyniły tego. Cały film oglądnęłam bez większych emocji towarzyszących kulminacyjnym momentom filmu. Jedyne uczucie, które w sobie miałam to radość, bo przecież oglądałam „fantastyczne zwierzęta” i... to by było na tyle. Zero wzruszeń, smucenia się, przerażenia, niepokoju. Na dodatek sam Grindewald, który był ważną postacią fabuły… Bardzo, ale to bardzo mnie zawiódł. Pomyśleć, że grał go sam Johnny Depp. Przeczytałam na jakiejś stronie ciekawe zdanie na jego temat: aktor stał się parodią samego siebie. Potwierdzam. 
Przyznam szczerze, miałam wielki problem zarówno z napisaniem tej recenzji, jak i wyrobieniem własnej opinii. Miałam straszliwy mętlik w głowie, kiedy próbowałam sklecić jakiekolwiek zdanie na temat oglądniętego filmu. Potrzebowałam rozmowy z kilkoma osobami, które widziały już „fantastyczne zwierzęta…”. Pomogło. Moja ocena wyrażona w cyfrach jest dosyć krytyczna, ale jednak uważam, że emocje podczas seansu i dobrze wyważone wątki w fabule filmu są ważne. Efekty specjalne i bohaterowie to duży plus, ale i tak mogę dać tylko…

Że,zbyt szybko się skończył :)
Bardzo mi się podobał oczarował mnie. 
z początku może,tak nie bardzo ale,już po kilku minutach chłonęłam każdą minutę..

Po seansie wybraliśmy się na fast foody ,ogólnie jestem pod wielkim wrażeniem całej wycieczki .
Osoby niepełnosprawne takie jak ja potrafią dawać taką energię że, szok..

Uważam że,to były najlepsze mikołajki w moim życiu w gronie przyjaciół !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...