sobota, 20 czerwca 2015

Filmowa sobota

Cześć!!
Dzisiaj postanowiłam odpocząć od spraw codziennych i zatopić się w jakimś romantycznym klimacie filmowym i tak zrobiłam wybrałam cudowny film.

Film „Love, Rosie” - czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?


Scenariusz tej komedii romantycznej powstał na podstawie książki popularnej irlandzkiej pisarki Cecelii Ahern pt. „Na końcu tęczy”. Główna bohaterka – Rosie i jej wieloletni kumpel z dzieciństwa Alex są maturzystami Mieszkają w Dublinie i snują plany opuszczenia rodzinnych stron i kontynuowania nauki na wymarzonych studiach w Bostonie. Ona chce być w przyszłości hotelarzem, a on lekarzem. Pod koniec średniej szkoły sporo imprezują, ale też i uczą się. Na bal maturalny każde z nich wybiera się z kimś innym. Rosie idzie ze szkolnym przystojniakiem Gregiem, a Alex zaprasza seksowną Bethany. Ta decyzja zaważy na ich dalszych losach i ich przyjaźni. Alex dostaje stypendium na Harvardzie. Rosie czeka zupełnie inna rola życiowa. Ukrywa ten fakt przed przyjacielem i obiecuje dojechać do niego do Bostonu za jakiś czas. Oczywiście szybko okazuje się jaki jest prawdziwy powód jej pozostania w Dublinie. Od tej pory każde z nich żyje swoim życiem, daleko od siebie, ale mają ze sobą kontakt. Obydwoje próbują ułożyć sobie życie, co im nie wychodzi najlepiej. Rosie ma większe doświadczenie życiowe i kogoś bardzo  w jej życiu ważnego, za kogo jest odpowiedzialna, co ma wpływ na jej dalsze decyzje. Alexowi nie udaje się stworzyć szczęśliwego związku i to on pierwszy uświadamia sobie, że czuje do Rosie coś więcej niż tylko przyjaźń. Główna bohaterka nie rezygnuje z marzeń o szczęśliwej rodzinie i własnym hotelu.  Czy uda jej się zrealizować choć jedno z nich?


Czym skończy się cała ta historia, domyśli się nawet 5-letnie dziecko. Ponieważ jednak trzeba jakoś podtrzymać napięcie (czy to już? Czy wreszcie będą szczęśliwi?), scenarzystka zdecydowała się na rozmaite przeszkody na drodze do wielkiej miłości. Większość z nich jest dość oczywista i momentami wręcz komiczna – kiedy on weźmie ślub, ona będzie wolna, tuż po rozwodzie Alex dowie się jednak, że tym razem to Rosie stanęła na ślubnym kobiercu. I tak w kółko, byle doczłapać do przewidzianych stu minut. Po którymś takim „zwrocie akcji” granica zostaje przekroczona i film zaczyna przypominać parodię problemów młodych ludzi. A skoro o nich mowa, to największą niespodzianką dla Rosie jest nieplanowana ciąża, która wprowadza do jej życia kolejnego mężczyznę, Grega. Wszystko to razem nie robi jednak na dziewczynie wielkiego wrażenia – daje radę ze wszystkim i tylko od czasu do czasu ponarzeka na smutny los. Podobnie jak jej rodzice, głęboko wierzący katolicy, którym zupełnie nie przeszkadzają wybryki córki. Idealni rodzice, idealna miłość – wiarygodnej psychologii nie ma się co spodziewać. 





Cudowny film o życiu które nieraz nam pisze zaskakujący scenariusz ale pokazujący że, życie nie jest zabawką.
Fabuła filmu jest przepiękna,oglądając film miałam łzy w oczach ale,byłam pod wielkim wrażeniem.Bardzo długo czekałam aż,będę mogła ten film obejrzeć.

 "Love, Rosie" przedstawia dwójkę ludzi, którzy nie umieją znaleźć swojego miejsca na ziemi. Patrzą, ale nie widzą, aby przy dotyku czuć aż nadto.
Nie mogę się doczekać aż,wpadnie w moje ręce ta książka gdyż jestem ciekawa jak jest napisana.

Film może nie przypomina telenoweli,ale fabuła filmu wcale tak bardzo od schematu telewizyjnego tasiemca nie odbiega. Mamy tu niechcianą ciążę, samotne macierzyństwo, zdrady i nieudane małżeństwa, a to wszystko w katolickim kraju. Wszystkie te perypetie łączą się jednak w wesołą ozdóbkę, niczym koraliki nanizane na sznurek. Kontekst społeczny czy religijny niewiele tutaj znaczy, jest tylko tłem dla rozgrywającej się na poziomie emocjonalnym historii

"Love, Rosie" pomyślana jest jako romans w konwencji komedii pomyłek. Między parą głównych bohaterów co rusz pojawiają się jakieś przeszkody, które nie pozwalają im być razem. Wynik tych utarczek ze złośliwym losem jest rzecz jasna łatwy do przewidzenia, zwycięzcy są znani od początku. Nie należy więc utyskiwać na przewidywalność tej opowieści. Można się jedynie zżymać, że droga do spełnienia taka nierealna, a miłość taka niedorzeczna.

Film utwierdza nas w przekonaniu że,prawdziwa miłość istnieje,a Opatrzność czuwa nad tym, by dwie połówki jabłka się połączyły. Niestety, tylko niepoprawni romantycy w to wierzą. Jeśli jednak mocno się zastanowimy, to kino popularne nasze wyobrażenia o miłości bardzo mocno ukształtowało. Eskapistyczna z założenia rozrywka kształtuje nasze wyobrażenia o miłości. Myślimy, że jesteśmy tacy odporni, ale chyba poddajemy się temu bardziej, niż nam się zdaje. Dlatego lek o nazwie "Love, Rosie" i wszystkie jemu podobne należy dawkować sobie z umiarem. Choć wyglądają na bardzo słodkie, mogą zostawić gorzki posmak w ustach.
Jeśli macie ochotę na film o czymś pięknym obejrzycie ten właśnie film a nie będziecie zawiedzeni.
Mam nadzieję że,niedługo przeczytam książkę:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...