piątek, 29 kwietnia 2016

Wstrząsająca opowieść rodzeństwa więzionego na poddaszu

Kobieta wiąże się ze swoim wujkiem, biorą ślub. Ojciec wyrzeka się jej ze względu na popełniony grzech, więc wyjeżdża i nie utrzymuje kontaktów z krewnymi. Ona, jej mąż i czwórka dzieci tworzą idealną, kochającą się rodzinę. Pewnego dnia staje się coś, co zmusza kobietę do podjęcia trudnej decyzji. Decyzji, która odmieni na zawsze życie jej dzieci.

Nie chcę zdradzać nic więcej na temat fabuły, mimo że sporo osób raczej zna już tę książkę, bo są pewnie i takie, które jej lekturę mają jeszcze przed sobą, więc po co pisać więcej.

Po przeczytaniu tej powieści pierwsze, co przyszło mi na myśl to: wow. Wow, jaka dobra. Wow, jaka smutna. Wow, jak można być taką matką. Wow, jak można być takim człowiekiem. Wow. Wstrząsnęła mną. Nieczęsto mam kaca książkowego, ale po "Kwiatach na poddaszu" zdecydowanie się pojawił.

Nigdy nie przepadałam za dziecięcą narracją, jednak tutaj pasowała ona do całości. Czasem Cathy mnie denerwowała, ale mimo wszystko zdobyła moją sympatię. Każde z dzieci ją zdobyło. Chrisa, najstarszego i chyba najbardziej odpowiedzialnego, od razu polubiłam, a małe bliźnięta pokochałam. Za to ze starszych postaci żadna na sympatię nie zasługuje...

Powieść porusza bardzo ważne tematy, bardzo trudne tematy. Jednocześnie daje czasem powody do uśmiechu, przeważnie jednak odczuwałam ogromny smutek ze względu na sytuację dzieciaków, na brak miłości, zainteresowania, na obojętność starszych, ich hierarchię wartości. Cały czas o niej myślę, o tym, jak można być kimś takim... Wywołuje przeróżne, skrajne emocje, od wściekłości i gniewu, przez żal i współczucie, do rozbawienia.
Książka bardzo szybko się czyta, nie ma tu ani jednego nudnego rozdziału. Jest napisana bardzo jasnym i zwięzłym językiem, opisy są skupione na rzeczach ważnych, a nie krajobrazach czy wystrojach, jednak pozwalają nam wyobrazić sobie pokój w którym mieszka rodzeństwo. Duży , ale zagracony z obrazem piekła na ścianie. Może fakt, że w książce jest narracja pierwszoosobowa sprawia, że jest łatwa w odbiorze.
Gdybym miała ją ocenić w skali ocen od 0 do 10, dała bym 9, ze względu na mało prawdopodobny romans między rodzeństwem i momentami bardzo przygnębiające fragmenty. „Kwiaty na poddaszu„ kończą się w momencie, gdy Dollangangerowie opuszczają rodzinny dom swojej matki i pragną już tylko we trojkę zacząć żyć na wolności. W tym momencie należy sięgnąć po drugi tom „Płatki na wietrze".
Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio przeczytałam.

Muszę przyznać, że w życiu widziałam już wiele rzeczy. Większość z nich dotyczyła istot, które dla swoich najbliższych powinny stać się najpiękniejszym darem na świecie. Niestety coraz częściej obserwujemy sytuacje, w których dzieci zmuszone są cierpieć za przewinienia rodziców. Objawiają się one w różnoraki sposób, jednak fakty mówią same za siebie. Podejrzewam, iż nigdy nie będę w stanie tego zrozumieć, a i wielu spośród was zmaga się z podobnymi odczuciami. Czasami zastanawiam się, czy sprawiedliwość istnieje i czy posiada ona w ogóle rację bytu. Bardzo często mam wrażenie, iż te lata odeszły już dawno w zapomnienie, a przewagę nad tym wszystkim obejmuje bezkarność połączona z bezwstydnością...

Zakochałam się!!
Można tak ująć moją fascynację tą książką,gdy tylko ją zaczęłam czytać od samego początku nie mogłam się od niej oderwać,czytając ją czułam się jak zahipnotyzowana .
Dużo dobrego słyszałam o tej książce i już od jakiegoś czasu, chciałam ją przeczytać tylko nie mogłam jej znaleźć w bibliotece aż,w końcu znalazłam.
Ten dreszczyk emocji w trakcie czytania,był fantastyczny.I dłużej czytałam,tym bardziej się nie mogłam oderwać.

Zabieram się za kolejny tom:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...