środa, 12 października 2016

Cudowna i emocjonalna

,,Złodziejka książek"  to powieść skrojona w świeży, nowoczesny sposób. Niemniej kiedy zaczęłam ją czytać, odrzuciło mnie. Pomyślałam, kolejna dołująca ambitna powieść. Kolejny trend, który przestanie być odkrywczy, zamieniając się w rutynę i kalkę. Wystarczyło jednak przebrnąć przez początek, by zmienić zdanie i na nowo odkrywać temat już wiele razy i w różnych czasach opisywany. Mimo że chodzi o nazistowskie Niemcy, problem holokaustu, smutek i tragizm wojny, to jednak czyta się inaczej niż książki do tej pory napisane na ten temat.

Czyta się inaczej, bo jest napisana inaczej. Powieść Markusa Zusaka jest przede wszystkim dobrze uporządkowana. Większe rozdziały są podzielone na mniejsze, a każdy posiada znaczący, wiele zapowiadający tytuł. Co jakiś czas pojawiają się, rzucane jak obrazy, definicje, pytania, wyjaśnienia, które bardzo pomagają czytelnikowi. W pewnym momencie pojawia się przepiękna, prosta, poetycka opowieść ilustrowana rysunkami, opowieść stworzona w trudnych warunkach przez ukrywającego się w piwnicy Żyda, a przeznaczona dla małej dziewczynki, bohaterki powieści. Ta 10-letnia dziewczynka - Liesel Meminger wprowadza nas w świat wojny, w świat zwykłych Niemców. Mamy więc punkt widzenia dziecka, jednego z wielu dzieci pokrzywdzonych już na początku wojny. Liesel zostaje oddana przez matkę na wychowanie do przybranych rodziców, po drodze do nich traci młodszego brata. Potem dopiero zaczyna się jej dzieciństwo. Przybrani rodzice (Hans i Rosa) okazują się poczciwymi prostymi ludźmi, którzy kochają przybraną córkę jak potrafią i okazują jej to w swoisty sposób. Ojciec (malarz pokojowy) pomaga przetrwać dziewczynce nocne koszmary, gra dla niej na akordeonie, uczy ją także czytać i pisać, choć sam ledwie skończył szkołę podstawową. Czuje jednak, że jest to dla niej ważne. Odtąd słowa prowadzą Liesel przez życie. Przybrana matka (praczka) jest osobą oschłą, twardą, która karze i krzyczy z byle powodu, ale pod tą powłoką kryje wielkie dobre serce. Jest też Max - Żyd, syn nieżyjącego przyjaciela Hansa, którego bez zmrużenia oka decydują się ukrywać. Między Maxem a Liesel zawiązuje się silna więź, i to znów dzięki słowom. W końcu, w momencie, gdy w jej życiu naprawdę zaczyna dziać się dobrze, a raczej spokojniej i bezpieczniej, jedno bombardowanie małego miasteczka, to bezpieczeństwo niszczy. Dziewczynka znów zostaje sama, cudem ocalona przez słowa właśnie.

W tej książce wszystko ma swój cel i splata się w logiczną całość. Autor mimo to nie tłumaczy niczego z przesadą, nie wykłada kawy na ławę, tylko w poetycki sposób nie dopowiada, zostawia czytelnikowi duże pole dla wyobraźni.


"Kiedy szamotanina się skończyła, matka
i dziewczynka przystanęły, oddychając ciężko.
W śniegu tkwił prostokątny,
czarny przedmiot.
Zauważyła go jedynie dziewczynka.
Schyliła się i podniosła go,
mocno zaciskając palce.
Na okładce były srebrne litery"

Ta książka,zmieniła wszystko w moim życiu.
Długo się zastanawiałam nad życiem Liesel, ta dziewczynka mimo tego że,nie potrafiła czytać
pragnęła tej książki i ją sobie najzwyczajniej w świecie wzięła. Tak zaczął się jej złodziejski proceder.
Ale,przecież nie robiła nic złego pragnęła wiedzy która,była zakazana!
Dla mnie to najlepsza książka na świecie polecam!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...