wtorek, 4 października 2016

Piękne życie Anastazji i Christiana

Ostatnia część trylogii to gra w otwarte karty. Anastasia i Christian są razem, na dobre i na złe, związani przysięgą i obrączkami, trochę wbrew logice, trochę na przekór wszystkiemu, co ich łączy, trochę w rytmie disneyowskiej sielanki. Sielanka to oczywiście podróż poślubna jak ze snów, obrzydliwy majątek państwa Grey, spełnianie marzeń i wyznania miłości. Ach, i seks, w natężeniu takim samym, jak w poprzednich częściach, niby już małżeński, a jednak dalej taki sam, z niespodziankami, z ciągotami, z wahaniami, etc., etc. Słowem, porno-story ciąg dalszy, ale tym razem trzeba ją naciągnąć tak, by faktycznie można było już ją zakończyć.

Jak wygląda nowe oblicze Greya? Ciężko powiedzieć. Ewoluuje jego uczucie do Anastasi, jest dojrzalsze, głębsze, prawdziwe, nie nastawione jedynie na prostą przyjemność, choć nie do końca wolne od osobliwych ciągot (… które przechodzą na Anę). Nadal więc jest huśtawka, od Christiana pana i władcy do Christiana czułego i „normalnego”, co jednak nie stanowi szczególnego zaskoczenia, bo z tym miało się do czynienia już w dwóch pierwszych tomach. Nic nie zmienia się również w Anastasi, która nadal jest naiwna, głupiutka, prosta i ciągle wzdychająca. Po raz kolejny też drażnią te same schematy zachowań, ba, nawet te same teksty (wzbogacone o małżeńskie pieszczotliwe zwroty „Pani/Pani Grey”, które para do znudzenia do siebie powtarza). Mimo zdecydowanego progresu w związku, rozumianego jako jego formalizacja, nie zmieniło się w zasadzie nic w zachowaniu bohaterów, w ich sposobie myślenia i wzajemnych relacjach. Może jest nieco więcej czułości, słodkiej, ociekającej lukrem, ale jest też tyle samo wątpliwości, nadal nad ich związkiem wiszą ciemne chmury, a Christian owiany jest aurą tajemnicy, ale już znacznie mniej pociągającą, niż w pierwszej czy nawet drugiej części. Zaczyna się tłumaczenie pewnych zjawisk, obnażanie sekretów, pojawia się kilka nowych, słaby wątek kryminalny ciągnie się równolegle z bajkowymi klimatami. Miejscami robi się też niesmacznie, erotycznego zmysłu, wyobraźni i taktu autorka nie ma za grosz. To kontynuacja, więc oczywistym jest, że będzie ciągnąć pewne wątki, jednak powielanie dokładnie tych samych schematów przez trzy kolejne części jest po prostu nudne, niewłaściwe, działające niekorzystnie tak na jakość książki, jak i na autorkę, której najwyraźniej nie było stać na żaden postęp, na naprawdę Nowe oblicze Greya.

I paradoksalnie, wbrew wszystkiemu, a już na pewno wbrew woli czytelnika, E.L. James poszła na łatwiznę, przytaczając na końcu powieści krótką opowieść o tym, jaki Christian był przed poznaniem Anastasii. I wszystko psuje, nie ma już nic do samodzielnej interpretacji, żadnej szansy, by czytelnik stworzył sobie jakiś portret psychologiczny głównego bohatera i tłumaczył go wedle własnego uznania. Żadnego pola dla wyobraźni, jak zresztą w całej powieści. Wszystko czarno na białym, już bez żadnych odcieni szarości. Według bardzo oklepanej receptury stworzyła czarny charakter, który zmienił się nie do poznania (aż dziwne, że pod wpływem takiej dziewczyny, jak Ana…). Może było to do przewidzenia, ale jednocześnie stanowiło najbardziej intrygujący wątek, bo nic, co związane z Christianem, nie było pewne. Był po prostu Szary, niech już będzie, z dedykacją dla panny Steel (swoją drogą, czy nazwisko Christiana nie jest aż nazbyt oczywiste…?). A tu proszę, proste wytłumaczenie, jakież to „zaskakujące” i bardzo nowe jest nowe oblicze Greya. Ale czy nie lepsze byłoby domyślanie się, co odczuwał, wcielając się w rolę wiernego męża…? Czułego kochanka, starającego się skupić na „waniliowym seksie”? Czy naprawdę jest szczery…. ? Obserwowanie tego było nieco ciekawsze, a tymczasem Christian, jak i cały sens powieści, został zbanalizowany (jeszcze bardziej) na kilku stronicach. I cały czar przeminął, całe „zaskakujące” nowe oblicze Greya nie zaskoczyło, a ognista trylogia, tak znakomicie rozreklamowana, tak wciągająca, mająca być tak wielkim hitem, okazała się słabsza niż można było przypuszczać jeszcze w drugiej części. Disneyowskie porno story, wtórne, do bólu przecięte zarówno fabularnie, jak i literacko, pozostawia po sobie jedynie mgliste wspomnienie powieści, którą przerosła własna reklama. I po co było to wszystko…? Szary, jaki jest, każdy widzi. A na resztę nie było sensu patrzeć, bo de facto tylko dla niego czytało się powieść, on, jako jedyny niepoznany „element” był w stanie zatrzymać czytelnika przez trzy tomy. A tu proszę, nie taki Grey Szary, jak czytelnik zrobiony na szaro.
Oprócz scen erotycznych, awantur i zachwytów Any nad urodą męża, znalazło się jednak w książce miejsce na intrygę, ze wspomnianym mściwym szefem w roli głównej. Pojawiają się też i inne wątki, które wywracają chwilowo życie Greyów do góry nogami. Próżno jednak liczyć, że nie znajdą one swojego happy endu. Jak zwykle James szybko i bezboleśnie wyciągnie swoich bohaterów z opresji. Ponadto, gdy małżonkowie znajdą się o krok od tragedii, Grey odkryje swoje nowe oblicze, swój pięćdziesiąty pierwszy odcień, o którego posiadanie się nawet nie podejrzewał.

„Najpikantniejsza trylogia ostatnich lat”, jak głosi okładka, zostaje spięta z tomem pierwszym klamrą w postaci przedstawienia początków znajomości Any i Christiana z punktu widzenia tego drugiego. To coś, na co nie zdecydowała się Stephenie Mayer, której „Zmierzch”, jak wszyscy wiemy, był dla E.L. James punktem wyjścia do napisania trylogii o Greyu. Ale i ona powinna iść w ślady swojej protagonistki, bo jako, że pisarka z niej marna, próba wcielenia się w tak złożoną i skomplikowaną postać jak Christian Grey (nawet jeśli to ona sama powołała go do życia) kończy się fiaskiem. Pomysł dobry, gorzej z wykonaniem. Ale potencjał w tym pomyśle jest i gdyby tylko zabrała się za niego osoba z lepszym piórem, moglibyśmy otrzymać książkę jeszcze bardziej kontrowersyjną i znacznie bardziej wartościową.
Cudowna bajka która,bardzo szybko się skończyła !
Można powiedzieć że,bardzo za szybko,trzecia część była fenomenalna.
Uwielbiam te książkę najlepsza na świecie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...