czwartek, 5 lutego 2015

Ah,ci faceci!!

W niesamowicie śmiesznej i długo wyczekiwanej powieści musi sobie odpowiedzieć na następujące pytania:
CO ROBIĆ, gdy sześćdziesiąte urodziny twojej przyjaciółki wypadają w tym samym dniu, co trzydzieste urodziny twojego chłopaka?
CZY LEPIEJ UMRZEĆ od botoksowego zakażenia czy z samotności, będącej skutkiem zmarszczek, których nie potraktowało się botoksem?
CZY MOŻNA KŁAMAĆ na temat swojego wieku na internetowych portalach randkowych?
CZY WSKAZANE JEST układać włosy suszarką, gdy jedno z twoich dzieci ma wszy na głowie?
CZY DALEJ LAMA naprawdę publikuje na Twitterze, czy robi to za niego jego asystent?
CZY JEŻELI posmarujesz sobie dłonie emulsją lip plumper, to też ci się powiększą jak usta?
JEŚLI PRZEŚPISZ SIĘ Z KIMŚ po dwóch randkach i sześciu tygodniach esemesowania, czy będzie to to samo, jakbyś wyszła za kogoś po dwóch spotkaniach i sześciu miesiącach pisywania listów w czasach Jane Austen?
Dumając nad tymi zagadnieniami i innymi dramatycznymi problemami naszych czasów, Bridget Jones przedziera się przez gąszcz wyzwań, czyhających na współczesną samotną matkę, a jednocześnie na powrót odkrywa swoją seksualność w - jak to nieuprzejmie i zupełnie nieadekwatnie mogą co poniektórzy określić - wieku średnim.

Bridget Jones skończyła 50 lat. Ta magiczna data w życiu kobiety wiele zmienia – ot choćby to, że dostrzega się na własnym przykładzie, czym jest działanie czasu. No chyba że ma się dostęp do botoksu. I nie jest się nań uczulonym. To też moment, w którym zaczyna się myślenie o starości i o tym, z kim się ową spędzi. A w tym wypadku Bridget ma o czym myśleć – jej ukochany Mark nie żyje, a dwójka dzieci niekoniecznie jest pomocą w poszukiwaniu kolejnej miłości. Choć to akurat takie oczywiste być nie musi. Na dodatek świat się zmienił – Twitter czy Facebook to teraz źródła kontaktu ze znajomymi. Co z tego wynika? Całkiem sporo. Najważniejsze jednak, że w dalszym ciągu jest wesoło.

Oto kolejna część opowiadająca o hmmm… angielskiej dziewczynie – Bridget Jones. Tym razem zmaga się ona nie tylko ze zbędnymi kilogramami, ale też problemami wieku nieco ponad średniego. Jakby tego było mało, życie jej nie rozpieszcza – jest wdową, ma dzieci i mnóstwo kompleksów. Jest też nieco zagubiona. Taki obraz głównej bohaterki stworzony przez Helen Fielding jest doskonale znany czytelnikom (a może – czytelniczkom), którzy znają BJ i ją uwielbiają. Autorka postanowiła, że główna bohaterka książek będzie "rosła" wraz z czytelniczkami, w dalszym ciągu całym swym jestestwem utożsamiając się z ich problemami. A tych Bridget nie tylko nie ubyło, a wręcz w nadmiarze przybyło. Jednak od czego doskonali przyjaciele, portale randkowe i stary, dobry Daniel? Fielding nie ucieka przed tematami trudnymi, lecz traktuje je po swojemu – czyli z przymrużeniem oka. Nie znaczy to, że je bagatelizuje, co to to nie, sprawia jednak, że są one o wiele łatwiej "przyswajalne".


Bardzo dawno temu sięgnęłam po ,,Dziennik Bridget Jones" to były nastoletnie lata.
Teraz po latach powróciła radość z tej powieści i postanowiłam przeczytać nową wersję tej szalonej i uwielbianej przez mnie kobiety.
Nie da się nie płakać przy tej książce oczywiście ze śmiechu.
Szalejąc za facetem" to bardzo dobra, lekka rozrywka, która pozwoli oderwać się od szarości dnia codziennego. Nieźle się ubawiłam czytając o Bridget, choć przyznaję, że nie brakowało w niej również poważniejszych chwil - niewielu, ale jednak jakieś tam były.

To książka która pozwala się zrelaksować i wypocząć przy czytaniu tak cudownej książki nie da się śmiać i płakać ze śmiechu jednocześnie.
Książka idealna zarówno dla singielek i mężatek sądzę że,każda kobieta lubiąca oczywiście czytać powinna po nią sięgnąć!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...