poniedziałek, 28 marca 2016

Kolejna biografia

Historia rodziny Stuhrów. Wartość i siłę rodziny odkrywa się powoli.

W drugiej połowie XIX wieku pradziadek Jerzego Stuhra – Leopold – przyjeżdża do Krakowa, gdzie kupuje kamienicę w Rynku Podgórskim i zakłada restaurację. Od tego czasu w pasjonującej historii krakowskiej rodziny Stuhrów mieszają się wątki polskie, austriackie, czeskie i węgierskie.

Opowieść doprowadzona do dnia dzisiejszego pokazuje jak rodzinna historia obecna jest w życiu rodziny i kształtuje Jerzego Stuhra i jego dzieci: Maćka i Mariannę.

Dodatkowym smaczkiem książki jest bogaty wybór fotografii z rodzinnego archiwum oraz przygotowane przez Mariannę Stuhr rodzinne drzewo genealogiczne.

Jerzy Stuhr – (ur. 1947 r.) jeden z najpopularniejszych i najbardziej wszechstronnych aktorów polskich, reżyser filmowy i teatralny, w latach 1972-1991 związany z krakowskim Teatrem Starym, wykładowca krakowskiej PWST i rektor tej uczelni, jest laureatem wielu prestiżowych nagród, członek Europejskiej Akademii Filmowej przyznającej Felixy.

„Stuhrowie. Historie Rodzinne" to literacki łącznik pomiędzy historią a teraźniejszością. Stuhr podjął się próby ocalenia od zapomnienia dziejów swojej rodziny. Pielęgnuje wspomnienia i dawne ślady rodzinnej historii. Pisanie traktuje jak spłatę długu - rodzicom, dziadkom i pradziadkom. Aktor na rzecz rodzinnej kreacji zbiorowej zrezygnował z odgrywania w tej historii głównej roli. Z pomocą Aleksandry Pawlickiej stworzył wielopokoleniowy portret swojej rodziny. Nie opowiada o swojej błyskotliwej karierze, którą kreślą wybitne role teatralne i filmowe, ale o pradziadkach, ich przeprowadzce z Dolnej Austrii do Krakowa, o krakowskiej kamienicy przy ulicy Wiślanej (obecnie Celnej), o dziadku Oskarze, o wakacjach w Jastarni, o żonie Barbarze i relacjach z dziećmi i wnuczką.

Z największą czułością wspomina babcię Masię. To jej, pięciokrotnie zamężnej niespełnionej artystce, przytrafiło się spotkanie z Picassem we wrocławskim hotelu Metropol. Wiele uwagi poświęca także jej drugiemu mężowi, dziadkowi Oskarowi, krakowskiemu adwokatowi i społecznikowi. Przytoczone zostały spore fragmenty jego pamiętnika, prowadzone w więzieniu w Auschwitz, m.in. o oświęcimskiej znajomości z Xawerym Dunikowskim.

Ulubioną grą małego Jurka Stuhra z dziadkiem Oskarem była zabawa w... pogrzeb. Staruszek wyliczał, kto będzie zaproszony na jego pochówek, tymczasem mały Jurunio święcił i okadzał wszystko w pokoju. Kończyli obowiązkowymi śpiewami i mową pożegnalną. Scena, wzięta niczym z Gombrowicza czy Mrożka, pokazuje, kto miał największy wpływ na ukształtowanie życiowych (i artystycznych) postaw Jerzego Stuhra. Poczucie humoru, dystans do świata i siebie - oto najcenniejszy spadek po przodkach.

Artysta daje się poznać jako kochający dziadek, wyrozumiały ojciec, oddany mąż, syn, wnuk. „To właśnie rodzina nadaje sens naszemu życiu, uczy nas zachowań, postępowania wobec otaczającego świata, szacunku, tolerancji, pokazuje nam cele i wartości" - twierdzi Stuhr, zbliżając się trochę do banału. Ale wartość i siłę rodziny odkrywa się powoli.

  Uwielbiam biografię !Ależ ja lubię takie książki. Cenię sobie biografie, które można "połknąć" w kilka chwili i które czyta się jak powieść.
Przyjemnie się czyta książkę o osobach, które znamy, lubimy i poważamy. Taka jest rodzina Stuhrów. Ich dorobek artystyczny jest wielki. Chodzi mi o Jerzego Stuhra i Macieja Stuhra. Obaj aktorzy grający na deskach teatru, w filmach i dubbingujących rożne postacie. Któż nie lubił nachalnego, ale kochanego osła ze "Shreka" mówiącego głosem Jerzego? Albo kto nie słyszał o dość kontrowersyjnym filmie "Pokłosie, w którym grał Maciej? Panowie czasami spotykali się na scenie.
Ale "Historie rodzinne" to nie tylko opowieść o karierze artystycznej. To również anegdoty rodzinne, relacja o przodkach, po prostu całe, na pewno pewno mozolnie zbierane informacje o krakowskich przodkach.
Wszystko zaczęło się gdy młodzi małżonkowie Leopold i Anna Stuhrowie postanowili opuścić Austrię i przenieść się do, podobno tańszej, Polski.
Niesamowite jest, jak wiele cennych pamiątek udało się ocalić i do dziś cieszą oko Stuhrów.
Smutno się czytało, jak dzieci potrafią być okrutne i odrzucić kogoś tylko ze względu na niemiecki.nazwisko.
Polecam! Na pewno sięgnę po "Tak sobie myślę"", kolejną autorstwa Jerzego Stuhra.

Przeczytałam z przyjemnością,lubię obu panów Stuhrów, książka nie zawiera plotek ani taniej sensacji, miło poczytać, że są ludzie, którzy szanują rodzinę, polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...