czwartek, 11 grudnia 2014

W życiu nie chodzi o posiadanie samych dobrych kart, ale o umiejętne granie tymi, które już masz w ręku

To opowieść o uczuciach. O miłości. Tej trudnej, niszczącej, złej. Tej największej – matczynej. I tej na pozór dobrej, zwyczajnej, która jednak może doprowadzić do tragedii. O nienawiści, która pojawiła się zupełnie bez powodu, może jedynie z zazdrości. A także o przyjaźni między kobietą i mężczyzną. Tak bliskiej, że mogłaby stać się miłością, gdyby… on nie kochał innej.
Jest rok 1968. Franciszka Janusiak, niespełna dwudziestoletnia dziewczyna z małego miasteczka, pierwszy raz w życiu wyjeżdża na wczasy. Znajduje tam męża. Porzuca dotychczasowe życie i mozolnie buduje nowe. Musi wywalczyć sobie prawo do upragnionej pracy, bycia matką, do niezależności. Udaje jej się, bo zdobywa to, co najcenniejsze. Wiarę w siebie i przyjaciół, którzy pomagają jej przetrwać wszystkie przeciwności i zrealizować marzenia.



,,Całkiem nowe życie" to pierwsza ale i zapewne nie ostatnia książka Marii Ulatowskiej.
Malowniczy obraz Karpacza całkowicie mnie pochłonął a opowieść o cudownej rodzinie którą,miałam okazję poznać jest wyjątkowy.
To opowieść  o życiu młodej kobiety, która po wyjściu za mąż za Zenona przeprowadza się do malowniczego Karpacza. Jej partner jest dużo starszy, ma syna w wieku żony. Franciszce to nie przeszkadza, ba!, cieszy się, że zyska rodzinę, bo po śmierci rodziców była sama na świecie i po prost samotna. Na szczęście (bo czasami macocha to samo zło) Witold bardzo polubił żonę ojca, ma z nią dobry kontakt.
Pomyślicie, fajnie. Została miło przyjęta przez wszystkich. Ale... tak, często jest jakieś ale. Jedyną osobą, która nie polubiła naszej bohaterki, a wręcz nienawidzi jej jest matka Zygmunta, Sabina To ona jest przyczyną większości problemów Franciszki.
"Całkiem nowe życie" to opowieść nie tylko zgryzotach i radościach Frani, ale też całej jej rodziny. Bardzo ciekawa jest też historia Małgosi i Witolda oraz Waldemara i Barbary.
Ja, która bardzo rzadko wzruszam się przy czytaniu podczas lektury tej książki poczułam drapanie w gardle.
Zawładnęła moim sercem i wlała ciepło i wiarę na lepsze dni!!

Miód na serce, sama radość czytania. Historia rodziny Wołodarskich opowiedziana spokojnie i ciepło. Wyjątkowo mi się podobała, czytałam z wielką przyjemnością i ze względu na piękny język i na fabułę, czasami zaskakującą, ale bez wydziwień. Historia z życia wzięta, znakomicie opowiedziana.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powrót

Cześć właśnie wróciłam 4 tygodniowej rehabilitacji dzisiaj pokaże wam przeczytane książki :) ,,Wielbiciel" To książka zaled...