czwartek, 6 sierpnia 2015

Romantycznie się zrobiło

Cześć po raz drugi a w zasadzie dobry wieczór na zegarze 23.30 a ja właśnie skończyłam oglądać film i od razu  go zrecenzuje:)
 „Dzień dobry, kocham cię!” to przezabawna i pełna zaskakujących zwrotów akcji historia dwójki trzydziestolatków, których losy śledzimy od ich przypadkowego spotkania, niespodziewanego rozstania, przez żmudne, wzajemne poszukiwania w dżungli wielkiego miasta, aż do przewrotnego finału.

To co lubię najbardziej w polskich filmach to ,to że,potrafią zaskoczyć i tak było i z tym filmem.

Utarło się już, że o polskich komediach romantycznych ostatnich lat można powiedzieć wiele, ale nie to, że są dobre. Zazwyczaj są po prostu przewidywalne, do bólu banalne i okraszone żartem niskich lotów. Czy więc najnowsza produkcja Ryszarda Zatorskiego „Dzień dobry, kocham Cię!” także powiela ten stereotyp?
Niestety, ten kto oczekiwał od powyższego tytułu powiewu świeżości ten wyjdzie z kina rozczarowany. Reżyser znany z obrazów takich jak trzymające jakiś poziom „Nigdy w życiu” oraz gorszych już „Tylko mnie kochaj” czy „Dlaczego nie”, po raz kolejny serwuje widzowi schematyczną, prostą w odbiorze historię. Mamy więc  sympatyczną, marzącą o prawdziwej miłości i pracującą w korporacji główną bohaterkę Basię (w tej roli Barbara Kurdej – Szatan), oraz diablo przystojnego, jeżdżącego na rowerze i chodzącego z głową w chmurach lekarza Szymona (tu Aleksy Komorowski). Przeznaczenie, zwykły przypadek czy też jeszcze inna siła wyższa dosłownie zderza tych dwoje ze sobą, nie dając im następnie o sobie zapomnieć. Jednakże, jak to w komediach romantycznych bywa, równocześnie na drodze Basi staje Leon (Łukasz Garlicki) – bogaty bawidamek lubiący drogie samochody, któremu rodzice postawili pewne ultimatum. Po takim początku na ekranie oglądamy całą serię pechowych zbiegów okoliczności oraz omyłek konsekwen,tnie oddalających od siebie Basię i Szymona.

Powiem szczerze że,bardzo mi się podobał choć wielu moich znajomych krytykowało ten film,postanowiłam nie słuchać innych tylko sama go obejrzeć.Jest kobieta, która, akurat w tym momencie nie szuka żadnego mężczyzny i jest w stu procentach pochłonięta pracą. Zgadnijcie co się z nią dzieje? Jeżdżąc na rolkach niedaleko Warszawskiej tęczy wpada na właśnie takiego lekarza, który według niej jest jej księciem z bajki. Bohaterowie wymieniają się numerami i... on go gubi, a ona dostała zupełnie błędny telefon. Także postanawiają, będąc pewni swojej miłości odnaleźć siebie nawzajem. No i tak zaczyna się właśnie cała akcja filmowa.
Lekka prawdziwa historia z życia wzięta.Takie sytuacje mogą się zdarzyć każdemu z nas i wielu z nas właśnie niekiedy poznaje tak swoją drugą połówkę,właśnie przez przypadek.No powiedzcie szczerze jest tak?Nie mówię że,wszystkim ale zdarzają się takie pary.

 No, ale też jakoś specjalnie nie zachwyciłam. Zwykła polska komedia romantyczna. Bez żadnych głębszych analiz. Po prostu idealny film na letnie wieczory,które dzięki niemu na pewno Wam się umilą. Bynajmniej tak było w moim przypadku. Co mi jednak przeszkadzało? A było nim to, że nie wiadomo co zdarzy się za chwilę to i tak na mur beton byłam pewna zakończenia. No i nie pomyliłam się, ani na jotę. No... może w sprawie Ivo, ale to można pominąć. Tego chyba nikt się nie spodziewał. 
Film pozwala się nam zrelaksować i odprężyć,a także nieźle bawić śmiesznymi scenkami.
Wspomnę tutaj o mojej ulubionej aktorce Barbarze Kurdej-Szatan która,wystąpiła w tym filmie wyśmienicie.Ogólnie jest cudowną aktorką i za to ją podziwiam.

         Tematyka filmu przyjemna i lekka. Zakochanie, poszukiwanie się, napotykanie przeszkód w dążeniu do celu, jednocześnie wytrwałość i zawziętość. Oczywiście wszystko kończy się happy endem, który można przewidzieć.
W sam raz na letnie wieczory polecam!!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powrót

Cześć właśnie wróciłam 4 tygodniowej rehabilitacji dzisiaj pokaże wam przeczytane książki :) ,,Wielbiciel" To książka zaled...