środa, 8 października 2014

Największa gwiazda pokoleń Violleta Villas prawdziwie Czesława Gospodarek

,,Dziewczynka co chodziła na głowie"


,,Scena jest pusta. Stara kobieta siedzi w fotelu (..)  Takimi słowami rozpoczyna się książka Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza, „Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia”, która niedawno trafiła do moich rąk. Chciałam – zapewne tak jak i wszyscy, którzy ją nabyli, a wcześniej  słyszeli o niej w mediach (była bowiem szeroko reklamowana, a jej wydanie zbiegło się w czasie ze śmiercią Villas) – dowiedzieć się jakie tajemnice skrywała ta wielka artystka.Więc czytam dalej prolog: „Ubrana  w długie włosy, kapelusz, na biało, jak komunijne dziecko, słyszy już tylko na prawe ucho.” Jak to ubrana? Błąd w druku? Czy o perukę chodzi? Hmmm, no nic …  ” Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i niepokalane serce Marii, witam – mówi do mikrofonu, a publiczność wstaje. I bije brawo. Czekała na nią dwie godziny. Mimo to stara kobieta nie wyszła uczesana, jak dawniej, w kaskadę loków. (…) Stara kobieta powtarza refren bez końca, jak litanię (…). Kobieta sepleni. Nie ma połowy dolnych zębów. (…) Pianista idzie za starą kobietą (…) W końcu stara kobieta próbuje wstać…- Starość nie radość – próbuje żartować. ”Oj tak – starość nie radość – tym bardziej tak dobitnie podkreślana przez innych ludzi. Słów „stara kobieta” użyto tu sześć razy na półtorej stronie książki. Przyznam , że poczułam niesmak – nie do starości,  ale do tego, w jaki sposób została pokazana i zaakcentowana. Ktoś kiedyś powiedział, że stary może być tylko mebel, nie człowiek, a samą starość trzeba uszanować, a nie śmiać się z niej i drwić. Przecież „starzy to my, tyle, że jutro”…

Uwielbiam czytać biografię znanych ludzi a książka pani Villas bardzo mnie pochłonęła.
Po raz pierwszy Violettę zobaczyłam na ekranie telewizora, gdy byłam małą dziewczynką. Pamiętam piosenkę “Oczy czarne “ w jej wykonaniu emitowaną jako dedykacja w Telewizyjnym Koncercie Życzeń. I od razu pokochałam Jej niesamowity głos i samą Artystkę. Słucham jej utworów już wiele lat i ciągle się nimi zachwycam, kocham je i mogłabym odtwarzać je bez końca.

Gdy pani Villas zmarła a zobaczywszy tą wiadomość w telewizji nie mogłam uwierzyć że,tak cudowna kobieta odeszła z tego świata. Podziwiałam ją praktycznie za wszystko za to że,ślicznie śpiewała że,miała cudowny głos a przed wszystkim za że,kochała zwierzęta. Gdy zatopiłam się w losach Violetty jej już nie ma  wśród żywych, ale taka osobowość i Artystka nie umiera w pamięci fanów. Pozostał po Niej olbrzymi dorobek artystyczny – przepiękne piosenki z których wiele osiągnęło szczyty list przebojów i niezwykłe role filmowe.
Ta dynamiczna kobieta miała u stóp cały świat, wielbicieli, luksus, ale szczęścia nie zaznała. Książka pokazuje piosenkarkę jako osobę prywatną, mamę, żonę, koleżankę z pracy, kochankę, siostrę. Jaka była tak naprawdę? Na pewno intrygująca, utalentowana, wrażliwa. Miała wiele zalet, ale i wad. I o tym autorzy książki piszą w sposób pozbawiony stronniczości. Choć nie mieli okazji porozmawiać osobiście z Villas, książkę napisali fantastycznie. Pokazali obiektywnie postać niezwykłą i ekscentryczną, która urodziła się by być gwiazdą. Miała to we krwi. Tylko czasy w Polsce nie sprzyjały takiej celebrytce. Szarość socjalizmu kłóciła się z życiem z stylu dolce vita. A amerykański sen i karierę za oceanem zniweczyła tęsknota za Ojczyzną. Violetta była bowiem osobą bardzo wierzącą i prawdziwą patriotką. Liczyła się dla niej kariera, jak podkreślają w książce jej znajomi i rodzina. Żyła w oderwaniu od rzeczywistości, szczęśliwa czuła się na scenie w blasku reflektorów i przy pełnej widowni. Choć za sukces zapłaciła nerwami, uzależnieniami od leków, alkoholu, papierosów. Czesława Gospodarek nie uniosła sławy Villas. Brakowało jej menadżera, kogoś kto miałby na nią pozytywny wpływ, zdobył jej zaufanie i zajął się karierą. Autorzy pokazują bez ogródek życie Diwy od strony prywatnej i zawodowej. Jej sukcesy i porażki. Romanse i kaprysy. Religijność i współpracę z bezpieką. Nie było jej łatwo. Trudny charakter, kłopoty zdrowotne, maniery gwiazdy, nieumiejętność gospodarowania pieniędzmi, przeszkody ze strony służb specjalnych rujnowały jej karierę. A ona nie mogła się z tym pogodzić.
Jestem zachwycona tak profesjonalnie napisaną biografią pięknej Kobiety obdarzonej anielskim głosem. Dziękuję Autorom za to, że nie dorzucili szczypty niezdrowej sensacji, tak jak czynią to często pisząc o Villas dziennikarze tabloidów. Oddali oni bowiem w ręce czytelników staranie i dokładnie napisaną opowieść o jednym z najpiękniejszych głosów, opatrzoną opiniami osób znających Diwę, dodali kilka zdjęć (szkoda, że nie ma ich więcej).
Książka zainteresuje z pewnością wszystkich fanów Artystki, ale ja polecę ją także tym, którzy jej jeszcze nie znają, Czytelnikom młodszego pokolenia, by uświadomili sobie różnicę między prawdziwym talentem, a dzisiejszą sławą wynikającą bardziej ze skandali, niż z głosu. Przepiękna biografia, którą gorąco polecam.
Historia o kopciuszku który szuka szczęścia.

Uwielbiam takie książki i naprawdę ta jest warta uwagi czytelnika polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przyjemna lektura na wakacyjne dni :)

Książka dotyka trudnego tematu, o czym dowiadujemy się dopiero w trakcie lektury. Piotr ma koszmary senne, wspomina zdarzenia, jakie miały ...