piątek, 3 października 2014

Wesołe miasteczko oczami Kinga


Jeden z najpopularniejszych pisarzy wszech czasów powraca!

Devin Jones, student college’u, zatrudnia się na okres wakacji w lunaparku, by zapomnieć o dziewczynie, która złamała mu serce. Tam jednak zmuszony jest zmierzyć się z czymś dużo straszniejszym: brutalnym morderstwem sprzed lat, losem umierającego dziecka i mrocznymi prawdami o życiu – i tym, co po nim następuje. Wszystko to sprawi, że jego świat już nigdy nie będzie taki sam...
Życie nie zawsze jest ustawioną grą. Czasem nagrody są prawdziwe. Bywają też cenne.

Pasjonująca opowieść o miłości i stracie, o dorastaniu i starzeniu się – i o tych, którym nie dane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie.

„Joyland” to Stephen King w szczytowej pisarskiej formie, równie poruszający jak „Zielona Mila” czy „Skazani na Shawshank”. To jednocześnie kryminał, horror i słodko-gorzka powieść o dojrzewaniu, która poruszy serce nawet najbardziej cynicznego czytelnika.

Oj szybko poszło jak zawsze to Kinga książki czytałam i czytałam, a tu ta książka wciągła mnie na maksa .
Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę nie mogłam się do niej przekonać ale warto było po nią sięgnąć.
Joyland, to niekomercyjny park rozrywki.Są tam fajne atrakcje dla dzieci.Nasz bohater ma 21 lat, jest rok 1973.Rzuca go dziewczyna,jest załamany.To właśnie tam znajduje pracę.Lubi ją , jak i poznanych ludzi.Zwłaszcza pewno kobietę z dzieckiem.Ale żeby nie było tak słodko,to w parku rozrywki popełniono morderstwo.Akcja, jest świetna, fabuła też.Styl jak u Kinga wciąga.Książka może jest z tych lajtowych.Lecz to nie przeszkadza tym co kochają jego prozę.Bo Joyland to coś więcej niż książka, to wrota do umysłów i chęci przeżycia przygody.

„Starość spojrzała na młodość i aplauz młodości najpierw osłabł, a potem ucichł.”
Każdy z nas lubi wesołe miasteczka  - jedni wolą te duże, komercyjne, inni objazdowe, a jeszcze inni chętnie wracają do tych starych, przypominających im swą młodość.  Te, gdzie z karuzeli złazi farba, a wszystko skrzypi i trzeszczy. Ma to swój jakiś urok. Gdy do tego wyobrażenia doda się jedno, krótkie, ale bardzo znaczące nazwisko, całość aż krzyczy, aby zagłębić się w ten świat. King. Znacie, kojarzycie? Pewnie, że tak. Z ulgą mogę już zdradzić, że Joyland okazało się tak świetne, na jakie się zapowiadało.
Cudownie nieraz się przenieś w chwile grozy i strachu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powrót

Cześć właśnie wróciłam 4 tygodniowej rehabilitacji dzisiaj pokaże wam przeczytane książki :) ,,Wielbiciel" To książka zaled...